Dawno temu chłop Maciej ze Skawicy kupił sobie pięknego konia na jarmarku w Suchej. Chwalił się innym, że mu go nikt nigdy nie ukradnie. Jeden złodziej usłyszał to co mówił Maciej i powiedział do niego:
Mężczyźni prędko pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. Złodziej zaczął obmyślać szatańskie plany, zaś Maciej podchodził kolejno do straganów oraz kupował różne rzeczy. Maśniczkę, gdyż stara była już mocno sfatygowana i masło było niedobre, owies dla kur, korale czerwone Maryni, swojej ukochanej żonie, chustkę turecką Jadzi, córeczce, drewnianego konika na biegunach, synkowi Bartusiowi. Zapakował to wszystko do worka, włożył na grzbiet konia, wyszedł na niego i rozpoczął jazdę w stronę chałupy. Droga wiodła przez las. Było cudownie. Promienie słoneczne przebijały się przez gałęzie świerków, jodeł, leśnych krzewów. Przestrzeni zielonych nie było końca. Śpiewały radośnie ptaki, aż serce mocniej biło. Miarowe, świeże powietrze robiło dobrze płucom. Maciej delektował się ślicznością natury, powtarzając kilkakrotnie, głośno słowa: Jakże przepiękny jest świat.
Po chwili zobaczył na drodze pozostawiony, nowy but. Nie wiedział jeszcze wtedy, że to złodziej zostawił go tam, a potem ukrył się w lesie.
Maciej przejechał kilka metrów, a tu na drodze drugi but. Teraz dopiero przystanął, zeskoczył z konia, zawiązał lejce koło drzewa, zabrał but, a następnie poszedł w stronę miejsca, w którym leżał wcześniej napotkany pierwszy but.
W tym czasie złodziej wyskoczył z ukrycia, odwiązał konia, siadł na niego i pogalopował prędko przed siebie, pozostawiając za sobą stertę kurzu. Maciejowi zrobiło się słabo, kiedy zobaczył, iż po koniu oraz worku z zakupami nie ma nawet śladu. Chłop ze spuszczoną głową, z wielkim smutkiem, a także żalem, udał się dalej pieszo do chaty. Na pocieszenie miał jedynie nowe buty.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!