Reklama


Zagubione Święto Wielkanocne powróciło do wsi. Historia Alicji Barahony cz.1

31/03/2018 07:48

Alicja Barahona zwiedziła świat wzdłuż i wszerz. Podczas swojej ostatniej podróży na Syberię, połączonej z udziałem w ekstremalnym bajkalskim maratonie przeżyła kolejne niezapomniane chwile. Tylko nam zdradziła kulisy syberyjskiej zamieci, kąpieli w lodowatej wodzie i historię polskiej wsi, położonej nieopodal Irkucka. Dziś prezentujemy pierwszą część niezwykłych przygód Alicji, w której biegaczka przedstawia „polską ostoję” na Syberii, losy jej mieszkańców i tajemniczy podarunek, który pozostawiła na drugim końcu świata.

 

Wierszyna to wieś, którą utworzyło 70 rodzin z Polski. Przybyły tutaj za chlebem w latach 1910–1912 z okupowanych terenów Carskiej Rosji.  W wyniku agitacji w zaborze rosyjskim ok. 1,2 mln Polaków, Litwinów i Białorusinów wyjechało na Syberię, aby zdobyć kilka hektarów ziemi. 60 rubli i podróż w jedną stronę. Jeśli chcieli, mogli wrócić, ale nie mieli już za co. Niektórzy zbierali pieniądze na powrót, ale wybuchła I wojna światowa. Nastąpiła dewaluacja rubla i marzenie o powrocie zniknęło jak podmuch wiatru.  W tym okresie w Galicji ludność z Podhala  wyjeżdżała za chlebem do Kanady i Stanów.

Reklama

Mieszkańcy Wierszyny przeżyli okropne czasy. Pierwsze lata osiedlenia to życie w  lepiankach z gliny i słomy, karczowanie tajgi i walka o przeżycie syberyjskiej zimy, a po rewolucji walka o zachowanie polskości. Język polski był zakazany w czasie komunizmu, ale mieszkańcy Wierszyny uchronili go od zapomnienia. Do dziś we wsi jest szkoła, w której uczą po polsku od 2 do 4 klasy, a później od 5 do 8 klasy w Dundaju, oddalonym o kilkanaście kilometrów. W szkole uczy pani Henryka Juchniewicz, która skończyła polonistykę w Polsce. 

Rozmawiałam z kilkoma Polakami i świetnie mówią po polsku, czułam się, jakbym była na jakiejś odizolowanej wsi w Polsce. Co ciekawe, widziałam radość w tych ludziach. Uśmiech na twarzy. Biło od nich ciepło. Byli chętni do rozmowy i opowiadania o swoich przeżyciach rodzinnych. Pytałam, czy chcą wrócić do Polski, bo posiadają Kartę Polaka. Odpowiadali, że nie mają gdzie, do kogo. Nie mają już rodzin w Polsce lub kontakt zaginął. Tylko jedna rodzina wyprowadziła się do Polski ze względu na dwójkę dzieci, które studiowały w Polsce. Rodzice wyjechali, żeby być z razem z nimi. Sześćdziesięcioletni letni pan Władysław  Staskowicz Krzywaznia, który pracował wcześniej w kołchozie, powiedział, że po reformie podpisanej przez Putina jakieś 10 lat temu, on i jego żona Albinka dostali po 7 ha ziemi. Ich dzieci, bliźniaki, teraz 35-latkowie pracują w Irkucku. On nie zna nikogo w Polsce, a tutaj ma swoją ziemię, zwierzęta domowe, warzywa, a jeszcze dodatkowo pracuje przy wycince drzew. Jego dziadkowie Wojcikowie byli jednymi z pierwszych przybyszy.  Mieli dwanaścioro dzieci  i swoją ziemię, którą wykarczowali. Później tę ziemię odebrał im kołchoz. 

Reklama

Wierszyna ma śliczny kościółek zbudowany przez Polaków w 1913 r.  Za czasów komunizmu ograbiono go i zamknięto na 62 lata.  Rzeźba śpiącego baranka, który stanowił część ołtarza, została nocą wykradziona przez jednego z wiernych i ukryta do 2005 roku.  Gdyby tego nie zrobiono, zrabowali by ją bolszewicy. Kościół niszczał. Ludzie w ukryciu obchodzili święta – Boże Narodzenie i Wszystkich Świętych z wyjątkiem jednego, które zgubili – Wielkanoc, bo to święto ruchome i w każdym roku obchodzone w innym dniu.  Mieszkańcy Wierszyny nie wiedzieli, kiedy ją obchodzić i z czasem tego zaniechano.

W grudniu 1992, podczas pieriestrojki, Polacy odzyskali swoją własność - kościół, który wybudowali ich dziadkowie.  Z pomocą mieszkańców i rodaków z Polski szybko go odbudowano.  Fundamenty sfinansowało Ministerstwo Kultury i Sztuki w Polsce, ołtarz został zrobiony przez lokalnego stolarza z Wielkiej Rzeki, a witraże przez artystkę panią Natalię z Irkucka. Obraz św. Stanisława Biskupa Męczennika namalowała artystka z miejscowości Wochyn na Podlasiu. Obecnie tętni życiem i jest chlubą i dumą na cały okrąg Irkucki.  Parafia obejmuje w sumie trzy wioski: Wierszynę, Naszata I Honzoj, w sumie 580 mieszkańców w tym 500 Polaków. Na plebani znajduje się obszerna kuchnia, która służy jako izba spotkań. Ojciec Karol Lipiński, ruchliwy, dobroduszny 77-latek, od razu poczęstował mnie i moich rosyjskich współtowarzyszy (Andreja, kierowcę, i Irę, jego żonę) herbatą, kawą i ciasteczkami. W Wierszynie panuje przyjaźń, ludzie organizują przyjęcia urodzinowe, spotykają się na pogaduszki. Ojciec Karol tuż przy plebani zrobił małą górkę, aby dzieciaki z niej zjeżdżały, więc do środka dochodził gwar i śmiech bawiących się maluchów.  Na pożegnanie ofiarowałam Ojcu Karolowi koszulkę z napisem „Polska Running Team”, aby i ona była częścią tej wsi, tak jak moje serce na zawsze będzie pamiętało naszych rodaków na Syberii. 

Reklama

Wierszyna jest niedostępna wiosną, bo droga, która do niej prowadzi, zamienia się w jedno wielkie bagno. Teraz była zamarznięta, a ja byłam czwartą osobą, która odwiedziła Wierszynę tej zimy! 

Jaka jest przyszłość Wierszyny?  Czas pokaże.  Młodzi nie chcą tu wracać, ale tęsknotę  za  powietrzem i przestrzenią trudno zaspokoić w zatłoczonym mieście.

Alicja Barahona

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości