Kiedy tylko pierwsze, wiosenne promienie słońca wychodzą zza chmur mieszkańcy ulic: Spacerowej, Turystycznej i Smolikówki w Suchej Beskidzkiej zaczynają obawiać się o swoje bezpieczeństwo oraz bezpieczeństwo swoich dzieci.
Chodzi o codzienną przeprawę przez most mieszczący się nad rzeką Stryszawką. To prawdziwy test odwagi. Jednak, to nie przegniłe deski w moście powodują zwiększone bicie serca, ale pijane, rozwrzeszczane i często agresywne tłumy młodzieży, które niemal każdego dnia przychodzą tutaj, aby się „zrelaksować” przy flaszce. Warto wspomnieć, że wymieniona droga, to w zasadzie jedyne, możliwie krótkie połączenie z najbliższymi sklepami czy szkołą. Można byłoby próbować ominąć nieciekawe towarzystwo, ale jedynym alternatywnym połączeniem jest mieszczący się ulicę dalej kolejny most, więc taka droga wiązałaby się z codziennym nadrabianiem aż kilku kilometrów. Dla niektórych, szczególnie starszych osób, taki „spacer” jest nie do pomyślenia.
Dodatkowy niepokój budzi sytuacja, że w przypadku jakiejkolwiek zaczepki ze strony pijanej młodzieży, nikt może nie usłyszeć naszego wołania o pomoc. Bowiem najbliższe budynki stoją w bardzo dalekiej odległości od problematycznego miejsca zaś jego dalsza część zmusza mieszkańców do pokonania wąskiego przejścia znajdującego się pomiędzy mostem, a wiaduktem. To właśnie tam zaniepokojeni mieszkańcy, zmuszeni są, dosłownie "ocierać się" o hałaśliwe towarzystwo. Tę drogę codziennie pokonują również dzieci, które idą do szkoły.
Kiedy jestem w pracy zastanawiam się, czy mój kilkuletni syn spokojnie doszedł do szkoły, czy znowu komuś na moście przyjdzie do głowy zainteresować się jego telefonem komórkowym – mówi jedna z mieszkanek Smolikówki. Kiedyś można było wyjść z dziećmi, choćby porzucać kamienie do rzeki – dodaje lokator Spacerowej - ale teraz się nie da. Jak nie zaczepi cię pijany jegomość o pożyczkę paru groszy, to zaś nadziejesz się na porozbijane wszędzie butelki. To przejście coraz bardziej przypomina wysypisko śmieci niż spokojny obiekt.
W okresie szkolnym zazwyczaj nadciągają tutaj wagarowicze, bo jest to miejsce ustronne, z dala od nauczycieli, straży miejskiej, czy policji. Ta ostatnia pojawia się tutaj niezwykle rzadko. Chyba dopiero komuś musi stać się jakaś krzywda, żeby ktoś częściej monitorował sytuacje na tej drodze - mówi zdenerwowany mieszkaniec pobliskich zabudowań. To przykre, że wcześniej mogłem wyjść spokojnie na zakupy zaś dzisiaj wszędzie jeżdżę samochodem. Ze strachu.
Ja też zawsze z pracy dojeżdżam samochodem, bo choć pracuje całkiem niedaleko, to powrót w nocy, po drugiej zmianie, jest istną mordęgą – mówi kolejna rozmówczyni. W nocy ten teren jest kompletnie nie oświetlony. Kiedy na dworze jest ciepło towarzystwo nad wodospadem biesiaduje do rana. Pewne nerwowe wspomnienia przypominają o tym, że nie ma mowy bym pokonywała ten odcinek pieszo.
Było kilka miejsc w Suchej, z których regularnie przepędzano i wlepiano mandaty za spożywanie alkoholu. Teraz większość lubiącego sobie „chlapnąć” towarzystwa przeniosła się właśnie „na wodospad”. To idealne miejsce dla wszystkich pijaków i meneli. Tu nikt nikogo nie sprawdza. Policja się nie czepia. Cisza, spokój, zabawa do rana. Dla wszystkich, za wyjątkiem mieszkańców pobliskich ulic. Im pozostają dwa wyjścia. Pierwsza, że może ten artykuł zwróci czyjąś uwagę i ktoś zainteresuje się tą coraz bardziej niepokojącą sytuacją. Zaś druga, to spokojnie poczekać na zimę. Bo o tej mroźnej porze roku jakoś rzadziej, biesiadnicy przesiadują na moście...
MX
Jak dowiedzieliśmy się, w tym rejonie interweniowała suska Straż Miejska. Komenda Policji nie odnotowała żadnych zgłoszeń od mieszkańców.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze