W piątkowe popołudnie wyruszył na trasę prestiżowego biegu Val D'Aran Roman Ficek. Przez długi czas wydawało się, że będzie to przełomowy bieg dla Ficka. Nie był.
Po biegach na Maderze i w Salzburgu, bieg w hiszpańskich Pirenejach miał być tym, który da odpowiedź Romanowi Fickowi, czy jego problemy ze zdrowiem można uznać za zakończone, a on sam będzie w stanie do końcowych kilometrów rywalizować z czołowymi biegaczami na świecie. Startu Ficka w Val D'Aran by UTMB nie można niestety pozytywnie podsumować, chociaż przez długi czas wydawało się, że
W kwietniu na Maderze, Ficek osiągnął co prawda metę, ale nie w takim stylu i z czasem, jaki by sobie życzył.
- Połowę biegu biegłem, połowę szedłem. Chciałem, chociaż symbolicznie ukończyć ten bieg i odebrać medal Jeżeli tak ma wyglądać moje bieganie, że w co drugim biegu mam problemy, to mija się to z celem... - komentował wówczas biegacz ultra ze Skawicy swój start.
Niemiłą powtórkę z rozrywki Ficek miał podczas Biegu Mozarta, który miał miejsce w ubiegłym miesiącu. Mieszkaniec Skawicy ukończył zawody na siedemnastej pozycji, ale nie mógł być zadowolony z prawie dwugodzinnej straty do zwycięzcy. Ponownie dały o sobie znać problemy z bólem w nogach.
- Bez sensu jest jechać na zawody, gdy pojawia się perspektywa biegu w bólach, albo tego, że będzie się musiało zejść z trasy. Mam przecież w perspektywie 160-kilometrowy Val D' Aran... - martwił się już wtedy Ficek.
W porównaniu do wspomnianych dwóch biegów, Ficek uczynił i tak ogromny postęp, bo podczas Biegu Val D'Aran by UTMB problemy zdrowotne pojawiły się dopiero w okolicy 140 kilometra. Ficek w tym czasie zajmował drugie miejsce i był cały czas w walce o zwycięstwo. Zejście z trasy było dla niego ogromnym przeżyciem, a spostrzeżeniami z tego biegu podzielił się w swoich mediach społecznościowych dopiero po kilkunastu godzinach. Najważniejszą decyzją, jaką podjął Ficek jest to, że nie wystartuje w sierpniowym Ultra Trail du Mont Blanc i zamierza skupić się przede wszystkim na rozwiązaniu problemów zdrowotnych.
- To, że jestem wściekły, nie może nikogo dziwić. Wczorajszy bieg miał się zakończyć dobrze i biegło mi się idealnie. Czułem się świetnie i energicznie. Miałem uśmiech na twarzy, gdy biegłem po górach, lecz niestety przypadłość zdewastowanych nóg i dziwnych objawów wyczerpania energetycznego pojawiła się ponownie i uśmiech się zmył. Ból w udach i zero dynamiki, czyli stało się to samo, co zawsze. Jedynym plusem jest to, że przebiegłem teraz około 13 godzin, wyprzedzając po drodze prawie wszystkich zawodników nie wychodząc powyżej tętna 153. Widoczna jest zatem poprawa, nad którą praca trwała teraz 3 tygodnie. Moje samopoczucie i myśli, które krążą w mojej głowie, nie są optymistyczne. Nie dobrze się dzieje, kiedy zaczynam się bać ultra, wiedząc, że na wyścigu problem się może pojawić. Nie chodzi o strach przed trasą i kilometrażem, ale o tą przypadłością związana z odcięciem i masakrowaniem nóg. Zdrowie dla mnie jest najważniejsze i jeżeli moje ciało mówi teraz nie, to nie będę się terroryzował. Jest mi bardzo przykro i totalnie jestem teraz rozbity. Nic nie mogłem jednak na to poradzić i nikt nie mógł mi pomóc, by mnie wskrzesić. Co dalej? Nie chcę składać żadnych deklaracji. Na pewno nie wystartuję w UTMB. Nie wiem ile czasu zajmie rozwiązania moich problemów. Może miesiąc, może trzy. Do tego czasu nie będę startował na zawodach. Teraz wszystko w rękach osób, które chcą mi w tej sytuacji pomóc. Jak odzyskam zdrowie, to dopiero się zacznie prawdziwe bieganie. Dziekuję wszystkim za kibicowanie i wsparcie - napisał Roman Ficek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Daj sobie chłopie spokój -przecież sam widzisz ,że Twój czas sie skończył.
Teraz nadszedł Twój czas i będziesz biegał za niego. Chętnie pokomentujemy wtedy Twoje wyniki
Głowa to tylko głowa tam już się wszystko rozgrywa każdy sportowiec ma tam problem i wychodzą z tego ! powodzenia
Daj sobie chłopie spokój -przecież sam widzisz ,że Twój czas sie skończył.
Teraz nadszedł Twój czas i będziesz biegał za niego. Chętnie pokomentujemy wtedy Twoje wyniki
Głowa to tylko głowa tam już się wszystko rozgrywa każdy sportowiec ma tam problem i wychodzą z tego ! powodzenia