Reklama


Rodzina pacjenta „zero” na lodzie

07/04/2020 11:51

Jak się okazuje, wbrew zapewnieniom, jakie wczoraj uzyskaliśmy w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Suchej Beskidzkiej, najbliżsi pacjenta „zero” z powiatu suskiego (czyli pierwszej osoby ze zdiagnozowaną chorobą COVID-19 na tym terenie) nie zostali od razu poddani badaniom na obecność koronawirusa.

 

Skontaktowała się z nami mieszkanka Suchej Beskidzkiej, która doskonale zna rodzinę chorego. – Od momentu, kiedy ten pan pojechał do szpitala, jego bliscy oczekują na testy. Nadal jednak nikt do nich nie przyjechał, by pobrać wymazy do badań, choć oni proszą, a nawet błagają o pomoc. Jedna z tych osób, która ma objawy chorobowe i bardzo źle się czuje, usłyszała dzisiaj w sanepidzie, że ma dzwonić w tej sprawie na numer alarmowy 112. A przecież ona czeka na pobranie materiału od niedzieli! Co więcej, w tej rodzinie jest też malutkie dziecko – mówi wzburzona kobieta.

Reklama

Janina Gołuszka, państwowa powiatowa inspektor sanitarna w Suchej Beskidzkiej wczoraj zapewniała, że osoby, które miały kontakt z zakażonym, zostały poddane kwarantannie i testom na obecność koronawirusa. Dzisiaj twierdzi, iż miała na myśli zgłoszenie do dyspozytorni potrzeby wykonania im badań... – Nie mam wpływu na to, kiedy przyjedzie karetka, aby pobrać materiał. Ale jest taka procedura, że dopiero wynik uzyskany z wymazu pobranego w siódmym dniu od kontaktu z osobą chorą jest wiarygodny. Dlatego ta karetka może przyjechać do siedmiu dni od uzyskania informacji o chorobie pierwszego zakażonego –tłumaczy Janina Gołuszka, jakby chciała nas przekonać, że pacjent nie mógł zarazić najbliższej rodziny zanim wykryto u niego koronawirusa… Jak dodaje szefowa suskiego sanepidu, pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej nie pobierają wymazów, a jedynie zgłaszają do dyspozytorni przypadki, kiedy jest potrzebne ich wykonanie. Z jej wczorajszych wypowiedzi można było wywnioskować, że sami wykonują wymazy.

Jak twierdzi Janina Gołuszka, druga osoba z rodziny zakażonego, która też ma objawy chorobowe, mogła pojechać razem z nim do szpitala w Myślenicach, gdy mężczyzna udał się tam, aby pobrano mu materiał do badań. – Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiła. Algorytm postępowania jest taki, że jeżeli pacjent czuje się źle, ale nie jest objęty kwarantanną ani hospitalizowany, a jest w stanie udać się do najbliższego szpitala zakaźnego własnym transportem (nie komunikacją publiczną), ma to zrobić. A jeśli nie da rady sam pojechać, to dzwoni na numer alarmowy i wzywa karetkę. W przypadku pacjentów na kwarantannie, są wytypowane przez wojewodę jednostki, które zapewniają takim osobom transport dedykowany – wyjaśnia.

Reklama

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama