Jak się okazuje, wbrew zapewnieniom, jakie wczoraj uzyskaliśmy w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Suchej Beskidzkiej, najbliżsi pacjenta „zero” z powiatu suskiego (czyli pierwszej osoby ze zdiagnozowaną chorobą COVID-19 na tym terenie) nie zostali od razu poddani badaniom na obecność koronawirusa.
Skontaktowała się z nami mieszkanka Suchej Beskidzkiej, która doskonale zna rodzinę chorego. – Od momentu, kiedy ten pan pojechał do szpitala, jego bliscy oczekują na testy. Nadal jednak nikt do nich nie przyjechał, by pobrać wymazy do badań, choć oni proszą, a nawet błagają o pomoc. Jedna z tych osób, która ma objawy chorobowe i bardzo źle się czuje, usłyszała dzisiaj w sanepidzie, że ma dzwonić w tej sprawie na numer alarmowy 112. A przecież ona czeka na pobranie materiału od niedzieli! Co więcej, w tej rodzinie jest też malutkie dziecko – mówi wzburzona kobieta.
Janina Gołuszka, państwowa powiatowa inspektor sanitarna w Suchej Beskidzkiej wczoraj zapewniała, że osoby, które miały kontakt z zakażonym, zostały poddane kwarantannie i testom na obecność koronawirusa. Dzisiaj twierdzi, iż miała na myśli zgłoszenie do dyspozytorni potrzeby wykonania im badań... – Nie mam wpływu na to, kiedy przyjedzie karetka, aby pobrać materiał. Ale jest taka procedura, że dopiero wynik uzyskany z wymazu pobranego w siódmym dniu od kontaktu z osobą chorą jest wiarygodny. Dlatego ta karetka może przyjechać do siedmiu dni od uzyskania informacji o chorobie pierwszego zakażonego –tłumaczy Janina Gołuszka, jakby chciała nas przekonać, że pacjent nie mógł zarazić najbliższej rodziny zanim wykryto u niego koronawirusa… Jak dodaje szefowa suskiego sanepidu, pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej nie pobierają wymazów, a jedynie zgłaszają do dyspozytorni przypadki, kiedy jest potrzebne ich wykonanie. Z jej wczorajszych wypowiedzi można było wywnioskować, że sami wykonują wymazy.
Jak twierdzi Janina Gołuszka, druga osoba z rodziny zakażonego, która też ma objawy chorobowe, mogła pojechać razem z nim do szpitala w Myślenicach, gdy mężczyzna udał się tam, aby pobrano mu materiał do badań. – Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiła. Algorytm postępowania jest taki, że jeżeli pacjent czuje się źle, ale nie jest objęty kwarantanną ani hospitalizowany, a jest w stanie udać się do najbliższego szpitala zakaźnego własnym transportem (nie komunikacją publiczną), ma to zrobić. A jeśli nie da rady sam pojechać, to dzwoni na numer alarmowy i wzywa karetkę. W przypadku pacjentów na kwarantannie, są wytypowane przez wojewodę jednostki, które zapewniają takim osobom transport dedykowany – wyjaśnia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze