Reklama


[RELACJA] Chłód nocy nie zakłócił świetnej atmosfery. Jak było na Beatland Festival 2026?

29/07/2026 22:00

W ostatnią sobotę lipca Zamek Suski po raz drugi zamienił się w centrum muzyki elektronicznej. Beatland Festival wrócił w większej skali, udowadniając, że impreza z ubiegłego roku nie była jednorazowym eksperymentem, a region Beskidów nie musi koniecznie kojarzyć się z kulturą ludową. Dla zachowania większej obiektywności namówiliśmy na spisanie wrażeń Andrzeja Kaźmierczaka, niezwiązanego z naszym powiatem DJ'a i regularnego uczestnika festiwali z muzyką elektroniczną.

Rok temu czytałem, że Beatland Festival przywrócił ideę imprezowania w Suchej Beskidzkiej. Inicjatywa okazała się też na tyle silna, że tym razem skala wydarzenia stała się dwukrotnie większa, rozszerzając się nawet poza mury zamku. W sumie na uczestników zabawy czekały 3 sceny grające nieomal przez 24 godziny.

Wczesnych entuzjastów elektronicznych brzmień czekał tzw. coffee rave od godziny jedenastej, gdzie jeszcze kameralnie, w towarzystwie słońca i leżaczków, można było wypić kawkę i niezobowiązująco się pobujać. Dla miasta była to pierwsza taka inicjatywa w historii. Po południu spektakl zaczął nabierać rozmachu, gdy reprezentant śląskiej sceny house, Luke Caspi, otworzył dla imprezowiczów dziedziniec zamku a wraz z nim – główną scenę.

Reklama

Tak samo pionierską sprawą w Suchej Beskidzkiej był panel dyskusyjny o kondycji rodzimej sceny DJ'skiej z czołowymi jej przedstawicielami i jednocześnie gośćmi Beatland. Puenta była lekko sprowadzająca na ziemię: branża może i kojarzy się z dbaniem o zabawę innych, ale sama w sobie nie jest łatwa.

Wraz z zapadnięciem zmroku, za konsoletą pojawił się jeden z tegorocznych gwiazdorów, Jay Lumen. Jedna z ciekawszych postaci współczesnego techno dał pokaz umiejętności dj-skich i konsekwentnie budował moc swojego występu, ściągając uczestników w mrok razem z ginącym światłem słonecznym. Nocą ujawnił się kunszt oświetleniowców, którzy sprytnie wykorzystali architekturę zamku do wzmocnienia wizualnego przekazu.

Reklama

Po reprezentancie Węgier uderzeniem basów „zaatakował” Alfred Heinrichs, który nigdy wcześniej nie pojawił się w line-upie polskiej imprezy. Widać było, że Niemiec potraktował swój przyjazd w pełni profesjonalnie, będąc ciekawy naszej publiczności. Feedback, jaki dostał ze strony uczestników Beatlandu pozwala przypuszczać, że w przyszłości będzie zachęcał swojego agenta do ponownych wizyt w naszym kraju.

Po północy siła brzmienia nie osłabła, a wręcz przeciwnie – znana z kolorowego wizerunku Ukrainka Marika Rossa narzuciła wysokie, energetyczne tempo, porywając tłum mieszanką mocnego beatu z chwytliwymi, melodyjnymi wstawkami. Był to także dobry moment, by docenić pracę realizatorów dźwięku: bas wyraźnie dawał się odczuć, ale nie zagłuszał pozostałych elementów muzyki, a co najważniejsze, tynk murów zamku pozostawał spokojnie na swoim miejscu. 

Reklama

Następnie stery przejęła królowa polskiego techno, Carla Roca. Choć opiera się trendom i na scenie jest już 25 lat, klubowe alter ego Karoliny Majewskiej ma się lepiej niż kiedykolwiek, bawiąc kolejne pokolenia miłośników techno. Pod sceną nie brakowało rąk uniesionych w górę i uśmiechniętych twarzy. I to był widok, o jaki najbardziej chodziło Robertowi Drobnemu, jednemu z tercetu organizatorów.

Szukający dalszych wrażeń uczestnicy mogli znaleźć ostatnią ze scen, wielobarwną neonową kopułę na skraju lasu. Tam, wśród baniek wypełnionych mgiełką, na scenie spotkali się weterani oraz nowe twarze sceny elektronicznej: hipnotyczne industrialne brzmienie Septa przechodziło w skoczny, festiwalowy puls spod ręki Livwasp. Świetnej atmosfery nie zdołał zakłócić nawet nocny chłód schodzący z gór, który wręcz motywował do dalszego tańca.

Reklama

Nie trzeba jednak było wspinać się tak wysoko, by dostrzec, że druga edycja Beatlandu okazała się udana. Już od pierwszych godzin było widać, że organizatorzy nie próbują stworzyć kolejnego anonimowego festiwalu, lecz wydarzenie świadomie wykorzystujące wyjątkową scenerię Zamku Suskiego i jego otoczenia.

Beatland coraz śmielej buduje własną tożsamość, zamiast kopiować gotowe schematy. Tym ciekawiej będzie śledzić dalsze losy marki, która rozwinęła się w okolicy niekojarzącej się dotąd z wydarzeniami o takim rozmachu.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Zdjęcia dla Sucha24: Wiktoria Lorek Aktualizacja: 29/07/2026 22:11
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości