Od futbolu amerykańskiego do festiwalu muzyki elektronicznej na dziedzińcu Zamku Suskiego. Droga Roberta Drobnego do Beatlandu zaczęła się od spotkania z Jakubem Ścieszką, a w miniony weekend wspólnie z nim i Danielem Klasą stworzył wydarzenie, które w ciągu roku urosło do największej imprezy w Małopolsce. Druga edycja festiwalu oznaczała większą skalę, nowych ludzi w ekipie i kolejne wyzwania związane z organizacją imprezy w zabytkowej przestrzeni.
W rozmowie przeprowadzonej w środku nocy (!) Robert Drobny opowiada o początkach marki Beatland, współpracy z Jakubem i Danielem, poszukiwaniu artystów oraz odpowiedzialności za Zamek Suski. Zdradza, dlaczego po pierwszej edycji nie zamierzał się poddać. Mówi o frekwencji, reakcji mieszkańców i tym, dlaczego liczba uśmiechniętych uczestników jest dla niego ważniejsza niż wydany budżet. Wraca też do emocji po pierwszej edycji i opowiada, czy podczas tegorocznego Beatlandu znalazł wreszcie chwilę, by po prostu dobrze się bawić.
Robert Drobny: Myślę, że jedno i drugie jest trudne.
Szczerze powiem, że trudno to porównać. Jeżeli chodzi o futbol amerykański, to robiłem go sam. Natomiast festiwal od początku tworzyłem z Kubą, a teraz robimy go jeszcze z Danielem. Wydaje mi się więc, że jest trochę łatwiej organizować taką imprezę z kimś.
Tak, dokładnie. Zresztą właśnie przy futbolu amerykańskim poznałem Kubę. I tak naprawdę, choć może zabrzmi to dziwnie, gdyby nie futbol amerykański, to nie spotkałbym Kuby. A gdyby nie spotkanie z Kubą, nie byłoby Beatlandu.
To wyglądało tak, że z Kubą znaliśmy się już wiele lat – właśnie od futbolu amerykańskiego. Kuba kiedyś mówił mi, że próbował zrobić podobną imprezę w Suchej Beskidzkiej. Rozmawialiśmy o tym kilka razy i w końcu powiedziałem mu: „Kuba, ty masz wiedzę i doświadczenie, ja mam finanse. Zróbmy to”. I tak się zaczęło. Spotkaliśmy się, przegadaliśmy wiele spraw. Wymyśliliśmy kilkanaście nazw dla festiwalu, a ostatecznie powstał Beatland. I działamy.
Wszystko razem. Po pierwsze – zabytek. Po drugie – musieliśmy poświęcić mnóstwo czasu i energii, żeby znaleźć artystów. Takich, którzy nam zaufają. Takich, którzy będą chcieli przyjechać do Suchej Beskidzkiej, na skraj Małopolski, i tutaj zagrać. Czy było to trudne? Jedni chcieli, inni powiedzieli „nie”.
Szczerze? Jeżeli chodzi o mnie, to nie brałem zamku pod uwagę. Natomiast Kuba od początku mówił: „Zróbmy to na zamku”. I ostatecznie jesteśmy już drugi raz. Nie chodziło nawet o samo miejsce, ale o jego znaczenie dla Suchej Beskidzkiej. To nie było tak, że po prostu przyszliśmy i powiedzieliśmy: „Robimy festiwal na zamku”. Wymagało to zgody Władz Miasta.
Tak, władze z Panem Burmistrzem na czele zdecydowały, że można to zrobić. Oczywiście postawiono nam konkretne wymagania dotyczące tego miejsca. Musieliśmy zadbać o zamek, żeby niczego nie zniszczyć. W końcu my mamy po kilkadziesiąt lat, a zamek ma sześćset.
Wydaje mi się, że tak. Pierwsza edycja była trochę walką z wiatrakami. Kiedy jednak pokazaliśmy, że potrafimy to zrobić, że potrafimy zadbać o miejsce i że ludzie dobrze się bawią, druga edycja stała się łatwiejsza. Z drugiej strony organizacyjnie jest trudniejsza.
Dokładnie. Jest o sto procent większa niż rok temu. I myślę, że jeśli będziemy robić ten festiwal w kolejnych latach, to znowu urośnie o jakiś procent. Jeżeli chodzi o pierwszą edycję, to faktycznie byliśmy na minusie. W tym roku oficjalnie dołączył do nas Daniel. Znaleźliśmy też ludzi, którzy mają wiedzę i doświadczenie w social mediach.
Tak. Mówiąc prosto – postanowiliśmy im zaufać.
Zgadza się. Ja i Kuba znamy się na DJ-ce, sam znam się też na sprzedaży i marketingu, ale stwierdziliśmy, że social media musimy oddać komuś, kto ma większą wiedzę i doświadczenie. I tak się stało. Pewnie gdybyśmy nadal robili wszystko sami, byłoby trudniej. Po tamtej edycji powiedziałem Kubie: „Zrobiliśmy to najlepiej, jak umieliśmy. Teraz oddajmy to komuś, kto się na tym zna”.
Dla mnie najważniejsza jest liczba ludzi.
Tak, dokładnie. Ilość uśmiechniętych ludzi, których widzę. Stoję z boku, obserwuję i naprawdę mnie to cieszy. Cieszy mnie to, że ich cieszy ten festiwal. To jest dla mnie najważniejsze.
Już pomijając pieniądze, które trzeba było wyłożyć czy nawet stracić – najważniejsi są ludzie. Niech ich będzie jak najwięcej. Niech sprzeda się jak najwięcej biletów. Niech jak najwięcej ludzi cieszy się i przytula. Pieniądze można wydać, można stracić. Nawet gdyby przyszło dziesięć osób, też byłoby fajnie. Ale jeżeli przyjdzie tysiąc – będzie ekstra. A jeśli pojawi się dwa tysiące – to już petarda.
Ktoś może powiedzieć, że to byłaby masówka, ale uważam, że im więcej nas tutaj będzie, tym lepiej. Nie tylko dla festiwalu, ale dla całego miasta. My zyskamy tysiąc uśmiechniętych ludzi, ale skorzystają też ci, którzy żyją tutaj z turystyki. Przyjadą goście, zostawią pieniądze, spędzą weekend w naszym regionie.
To bardzo dobre pytanie. Myślę, że ich mocno zaskoczyliśmy. Zrobiliśmy coś całkowicie oderwanego od tego, do czego byli przyzwyczajeni. Nawet moja rodzina lubi jeździć na festiwale, gdzie grają Baciary i podobne zespoły. Natomiast ja osobiście lubię muzykę elektroniczną. Byłem na wielu takich festiwalach i dlatego postanowiłem zrobić coś podobnego w Suchej Beskidzkiej. Bez względu na to, czy wszystkim się to spodoba.
Ale szczerze mówiąc, nie robiłem tego po to, żeby zarobić. Zrobiłem to dlatego, że mnie to cieszy. To jest coś, co mi się podoba - zadowoleni, uśmiechnięci i dobrze się bawiący ludzie. To jest naprawdę fantastyczna sprawa, gdy mogę chodzić po terenie festiwalu i to obserwować.
Powiem szczerze, że tamta edycja była dla mnie szokiem. Przeleciała jak własne wesele. Teraz też mieliśmy mnóstwo pracy przed festiwalem i jeszcze dzisiaj, ale spokojnie wszystko ogarnęliśmy.
Tak, udało się. Przeszedłem po wszystkich naszych strefach, wszystko obejrzałem i sprawdziłem.
W tamtym roku, kiedy festiwal się skończył i ludzi było naprawdę niewielu, byłem trochę przygnębiony. Poświęciliśmy temu mnóstwo czasu, Kuba jeszcze więcej. Wydaliśmy konkretny budżet. Ludzie byli, bawili się, cieszyli, ale mimo naszego ogromnego zaangażowania miałem poczucie, że zbyt mało osób to doceniło.
W tym roku jest całkowicie inaczej i bardzo mnie to cieszy. Im więcej ludzi będzie się tutaj bawić, tym lepiej. Już pomijając całą otoczkę związaną z tym, czy zarobię, czy nie zarobię. Dla mnie osobiście to jest najmniej ważne. Dlatego dzisiaj po prostu cieszę się tym, że jest tutaj tyle uśmiechniętych twarzy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze