Pomyśl o tym: ile razy widziałeś oryginalne filmy Indiany Jonesa? Dużo, domyślamy się. A nawet jeśli nie, najprawdopodobniej widziałeś je, gdy byłeś dzieckiem, co bardzo ułatwiło zakochanie się w nich. Zasadniczo każdy zainteresowany obejrzeniem Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia prawdopodobnie ma przynajmniej część tej nostalgii. Trochę tego niemożliwego standardu.
Ponieważ nawet bez tego większość z nas z pewnością zgodzi się, że pierwsze trzy filmy – Poszukiwacze zaginionej arki z 1981 r., Indiana Jones i Świątynia Zagłady z 1984 r. oraz Indiana Jones i ostatnia krucjata z 1989 r. – to różne stopnie klasyki. Prawie 35 lat później, mając te same oczekiwania, to bardzo wzniosłe, romantyczne pojęcie.
Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia https://filmow.pl/caly-film/indiana-jones-i-artefakt-przeznaczenia/ ma w sobie kilka wzniosłych, romantycznych wyobrażeń, ale współautor scenariusza i reżyser James Mangold zachowuje je na momenty, w których uderzą najmocniej. Zamiast tego w większości wraca do podstaw. Jak to musiało być dla widza, który usiadł w 1981 roku, nie wiedząc, kim jest Indiana Jones ani co zrobił, i na koniec powiedział: „To był świetny film”? Chodzi o zwięzłą, prostą historię. Chodzi o dynamiczne postacie i o to, abyśmy się uśmiechnęli, gdy ta historia stawia te postacie we wstrząsających, cudownych sytuacjach. Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia to rozumie.
Po porywającym, pełnym CGI początku, który przygotował scenę, spotykamy Indy'ego (Harrison Ford) w 1969 roku w Nowym Jorku. Mieszka sam, w małym mieszkaniu i bardzo szybko dowiadujemy się kilku rzeczy, które przydarzyły mu się od czasu Królestwa Kryształowej Czaszki z 2008 roku. Fani mogli oczekiwać, że Indy osiągnie swoją fortunę i chwałę, ale najwyraźniej nie taki był życiowy plan. To wybór, który od samego początku prowadzi nas do tego filmu o Indianie Jonesie, który stoi sam.
Wkrótce Indy spotyka się ponownie z Heleną Shaw (Phoebe Waller-Bridge), jego chrześnicą, która potrzebuje pomocy Indy'ego w znalezieniu tajemniczego artefaktu, który został wykonany i podzielony na dwie części, przez starożytnego matematyka Archimedesa. W poprzednich filmach Indy wrzuciłby kapelusz i bat do torby i wskoczył na tę czerwoną kropkę na mapie świata. Tutaj jednak nie chce się angażować. Jest za stary, zbyt pijany i tylko dzięki wynikom dużej nowojorskiej sceny akcji jest do tego zmuszony. A nawet wtedy przyjaciel musi za niego spakować kapelusz i bicz.
Film Mangolda, pozornie w każdym momencie, opowiada o pogodzeniu się Indiany Jonesa ze swoją śmiertelnością. Nie jest już tym młodym poszukiwaczem przygód, którego znaliśmy i kochaliśmy. Te dni są już za nim, drogo go to kosztowało, a on sam nie do końca wie, co ma do pokazania. Ten wszechobecny smutek nadaje filmowi oryginalności, ale także kontrastuje z typowym uczuciem filmu Indy. A więc musi być równowaga.

Ta równowaga wynika z jednej z innych rzeczy, które sprawiają, że film o Indianie Jonesie jest filmem "Indiana Jones": postaci drugoplanowych - a Artefakt Przeznaczenia ma ich doskonały zestaw. Ponieważ Indy jest stary, powolny i zrzędliwy przez długi czas, potrzebuje wartościowej folii, a Helena jest więcej niż gotowa na to zadanie. W Helenie Waller-Bridge stworzyła dziką, przezabawną, nikczemną postać, która szczerze przypomina Indianę Jonesa w młodości. Kopie tyłki, jest sprytna i nigdy nie jesteśmy do końca pewni, gdzie jest jej lojalność. Jasne, ma przeszłość z Indym, ale nigdy go nie było, kiedy go potrzebowała i dawała mu o tym znać na każdym kroku.
Helena jest takim zastępcą Indiany Jonesa, że ma nawet własnego pomocnika, Teddy'ego, granego przez nowicjusza Ethana Isidore'a. Teddy to w zasadzie krótka runda Heleny. Są partnerami, jest świetnym kierowcą, poznała się z nim, bo jest świetnym złodziejem itp. Kiedy zostaje przedstawiony po raz pierwszy, film nie traktuje go jak kluczowego elementu układanki, ale w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej ważny, jak przywiązanie publiczności do niego. To solidny, gwiazdorski występ innego klasycznego archetypu Indiany Jonesa.
Również w Teddym mamy doskonały przykład tego, jak film Artefakt Przeznaczenia radzi sobie z obsługą fanów. Najwyraźniej Teddy jest mrugnięciem okiem w stronę Short Round. Ale nie jest tam tylko po to, by przypominać nam o kultowej postaci Ke Huy Quan. Teddy odgrywa kluczową rolę w tej historii, ale daje nam też odrobinę nostalgii. To samo dzieje się w różnych ustawieniach, liniach dialogowych i z pewnymi... przeszkodami, powiedzmy. Artefakt Przeznaczenia mógł najwyraźniej być nieprzerwaną listą prania dla fanów, ale tak nie jest, chyba że jesteś wielkim fanem i wyłapujesz subtelne mrugnięcia i skinienia głową. To była właściwa droga.
W Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia postacie drugoplanowe odgrywają kluczową rolę w równowadze fabuły. Helena i Teddy wnoszą nie tylko humor i wesołość, ale również przynoszą odrobinę nostalgii dla fanów serii. Ich interakcje z Indianą Jonesem tworzą dynamiczny i emocjonujący duet, który doskonale uzupełnia postać głównego bohatera. W rezultacie otrzymujemy film, który nie tylko spełnia oczekiwania fanów, ale również wzbogaca uniwersum Indiany Jonesa o nowe fascynujące postacie. Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia to nie tylko powrót do korzeni, ale także świeże spojrzenie na klasyczną serię.
Kolejną rzeczą, która łączy Artefakt Przeznaczenia z poprzednimi filmami, jest złoczyńca, Jürgen Voller, grany przez Madsa Mikkelsena. Voller, podobnie jak wielu złoczyńców, jest nazistą. Spotykamy go w pierwszej scenie jako młodszego mężczyznę, a później w teraźniejszości filmu w 1969 roku, odzwierciedlającej podróż Indy'ego. W 1969 roku wszyscy myślą, że naziści się skończyli i w większości tak jest. Ale postać Vollera, który jest naukowcem w duchu Wernhera Von Brauna, doskonale wypełnia lukę między złymi nazistowskimi ideami z przeszłości a tym, co nazista mógłby chcieć zrobić, gdyby udało mu się istnieć jeszcze kilkadziesiąt lat później. Voller to budzący grozę czarny charakter; jednak nie jest tak kapryśny ani zabawny do oglądania, jak niektórzy poprzedni złoczyńcy. Powiedzmy, że bardziej Waltera Donovana niż Belloqa.
I chociaż historia Indy'ego i Heleny ścigających artefakt Archimedesa z Vollerem jest stosunkowo prosta, daje wiele okazji do ogromnych scen akcji - prawdopodobnie więcej niż jakikolwiek inny wcześniej film o Indianie Jonesie. Istnieje co najmniej sześć głównych scenografii w różnych lokalizacjach i ustawieniach, które składają się na ogromną część filmu, z których wszystkie wydają się unikalne dla serii znanej ze swojej akcji. W szczególności scena podwodna, choć nie tak długa ani bombastyczna jak niektóre inne, naprawdę wyróżniała się jako coś nowego i świeżego.
Potem - oczywiście, niczego nie zepsujemy - ale trzeci akt filmu jest wszechczasem. Pamiętacie otwarcie Arki Przymierza. Pamiętasz ucieczkę przed Thuggee. Pamiętasz próby Świętego Graala. Punkt kulminacyjny filmu Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia jest nie tylko tak samo pamiętny jak te, ale jego zuchwałość może przebić je wszystkie. I chociaż z pewnością będzie to dzielić, okazało się, że jest to bardzo taktowny, bardzo emocjonalny, bardzo zabawny sposób radzenia sobie z dużym, gigantycznym, właściwie niewiarygodnym pomysłem.
Ostatecznie jednak główną rzeczą, która sprawia, że film o Indianie Jonesie jest filmem "Indiana Jones", jest sam Indiana Jones (Harrison Ford). Tutaj Ford czuje się tak samo zaangażowany, jeśli nie bardziej niż od dziesięcioleci. W każdej scenie można po prostu wyczuć, że robi coś, co uważa za właściwe dla tej postaci i daje z siebie wszystko. Oznacza to fizycznie (chociaż niektóre jego akrobacje są wyraźnie wspomagane przez CGI), ale jeszcze bardziej emocjonalnie, ponieważ Artefakt Przeznaczenia nie zabrałby jednego z największych bohaterów XX wieku i nie zostawił go spłukanego i samotnego w małym mieszkaniu w Nowym Jorku bez powodu. Kiedy film zaczyna ujawniać te powody, przynosi poziom patosu i emocji, jakiego nie miał żaden inny film z serii Indy.
Czy Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia ma jakieś problemy? Oczywiście. CGI nie zawsze wygląda świetnie. Niektóre stałe fragmenty mogą czasami ciągnąć się nieco za długo. Nie można oprzeć się wrażeniu, że niektóre postacie - takie jak powracający Sallah grany przez Johna Rhys-Daviesa lub nowe postacie grane przez Shaunette Renée Wilson i Antonio Banderasa - są w różnym stopniu niedostatecznie obsłużone.
Przede wszystkim jednak największym problemem filmu Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia jest to, że nie mogliśmy go zobaczyć, gdy mieliśmy dziewięć lat i nie mieliśmy okazji oglądać go i oglądać ponownie setki razy przez dziesięciolecia, jak inne filmy z serii. Jednak Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia sprawia, że czujesz się jakbyś miał dziewięć lat. To zabawna, porywająca i serdeczna podróż w przeszłość, pełna akcji i niespodzianek. A z czasem, oglądając go w kółko, jesteśmy przekonani, że dorówna klasykom, które go poprzedzały. Odkryj świat kina z Filmow.pl - najlepszą wyszukiwarką filmów!
Premiera Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia już 30 czerwca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze