Po wielu przygodach w Kirgistanie, nasi znajomi z Into the East ruszają na podbój Chin. Swoje przygody rozpoczną od części zwanej Xinjang, którą zamieszkują Ujgurzy. Zobaczmy co spotka ich w kraju smoka.
Przejście graniczne miedzy Kirgistanem, a Chinami otwarte jest w godz. 7:00 19:00 tylko w dni robocze. Jeśli ktoś ma pecha i dotrze na granice w piątkowy wieczór, będzie musiał spędzić w przygranicznej osadzie cały weekend. My co prawda docieramy wieczorem, ale następny dzień to poniedziałek, więc z samego rana udajemy się w pośpiechu do punktu kontroli. Odprawa na posterunku kirgijskim przebiega nad wyraz sprawnie, teraz tylko zostaje przejść 7 km pasa ziemi niczyjej i można rozpocząć walkę o wjazd do kraju smoka.
[lightbox src="images/news/2014/kwiecien/azja7/1.jpg" width="180" height="120" lightbox="on" title="Pogranicze" align="top"] [lightbox src="images/news/2014/kwiecien/azja7/2.jpg" width="180" height="120" lightbox="on" title="Pogranicze" align="top"]
Europejczycy próbujący wjechać na teren Chin od ich zachodniej granicy, to bardzo rzadkie zjawisko. Z tego tez powodu budzimy powszechne zainteresowanie wśród celników. Zbyt wielka popularność tym razem nam nie służy i kończy się szczegółowym przeszukaniem naszych plecaków. Po pozytywnym przebiegu kontroli, chcemy wyjść na drogę i zacząć stopować. W tym miejscy pojawia się jednak mały problem. Celnicy informują nas, że jest to niemożliwe, ponieważ w strefie granicznej można przemieszczać się jedynie za pomocą rządowych autobusów (oczywiście płatnych). Dowiadujemy się także, że nasze paszporty zostają zatrzymane do chwili kiedy opuścimy ową strefę. Nasze miny rzędną całkowicie, gdy dowiadujemy się, że strefa graniczna liczy bagatela tylko 150 km!!! Gdyby to prawo przenieść na polskie realia, po Częstochowie należało by się poruszać z paszportem w kieszeni!
Zmuszeni ładujemy się do chińskiego autobusu, który ma nas wwieść do Xnjiangu regionu autonomicznego w północno - zachodnich Chinach. Jest to obszar ponad pięciokrotnie większy od Polski, który zamieszkuje niespełna ponad 20 mln ludzi. Stanowi on ok. 1/6 część Chin. Xinjiiang sąsiaduje od południa z Tybetem, od wschodu z Mongolią, od północy z Rosją, zachodnia granica styka się z Kazachstanem, Kirgistanem, Tadżykistanem, Afganistanem i Pakistanem. Na północy terenu rozciąga się pasmo Tien Szanu, a na południu masywy Kunlun Shan i Ałtyn Tag, gdzie najwyższe szczyty sięgają ponad 7500 m n.p.m. Pasma górskie oddzielone są Kotlina Tarymską, która w większości zajęta jest przez pustynie Takla Makan. Ten niegościnny teren od wieków zamieszkują Ujgurzy, lud pochodzenia Tureckiego. Ponieważ wyznają oni islam, często określa się ich mianem chińskich muzułmanów. Władze chińskie od kilkudziesięciu lat prowadzą politykę sinizacji regionu, namawiając do przyjazdu w ten region Chińczyków Han z przeludnionej wschodniej części kraju. Ich działania przynoszą efekty: w latach pięćdziesiątych Ujgurzy stanowili ponad 90 % ludności, dzisiaj liczebnością ustępują Hanom, stając się powoli mniejszością w swojej ojczyźnie. Dyskryminowani próbują walczyć o swoje prawa w licznych protestach. Teren zapalny, dlatego często pokojowe manifestacje przekształcają się w zbrojne zamieszki. Najbardziej znane miały miejsce w 2009 roku, gdzie w Urumczi podczas protestów zginęło ponad 200 osób. Skrajne organizacje Ujgurskie, raz po raz dokonują zamachów na policjantów lub urzędników znienawidzonej władzy. Rząd w Pekinie odpowiada represjami, które najczęściej dosięgają niewinnych zwykłych ludzi, a widok żołnierzy w pełnym uzbrojeniu to codzienność w Xinjiang.
{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja7/3_8{/gallery}
Autobus, którym za 10 euro mamy podróżować do Kaszgaru, zamiast zwykłych siedzeń ma miejsca leżące. Takie rozwiązanie jest bardzo popularne w tym ogromnym kraju, gdzie czasem podróż z jednego miasta do drugiego potrafi trwać parę dni. Prócz nas w autobusie jest paru miejscowych i jeden rowerzysta z Korei Południowej. Na swoim welocypedzie pokonał trasę z Rumuni. Niestety i jego zmuszono do skorzystania z autokaru, a dzielny rower spoczął na dnie bagażnika. Dzięki temu, że jako jedyny zna angielski i chiński, będzie odgrywał role naszego tłumacza. Jazda całkiem przyjemna, za oknem księżycowy krajobraz gór. Co prawda od czasu do czasu musimy się zatrzymać, aby uzupełnić zapas wody w chłodnicy naszego PKS-U. Po jednym z takim przymusowych postojów coś mocniej zasyczało, a z silnika wzbiła się większa niż normalnie chmura dymu i ostatecznie utkwiliśmy na środku górskiej pustyni. Kierowcy próbowali przez chwile coś naprawiać, ale potem zgodnie stwierdzili, że to bez sensu i rozłożyli się na sjestę w cieniu autokaru. Próbujemy się dowiedzieć co jest grane, niestety nikt za bardzo nie wie. Trzeba czekać …. Cierpliwi to my jesteśmy, szkoda tylko ,że nasze jedyne zapasy jedzenia to czekolada i to jeszcze z Polski, a całkowita dezorientacja połączona z 40 stopniowym upałem jakoś nie wpływa na nas pozytywnie.
{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja7/9_16{/gallery}
Po pięciu godzinach naszego postoju, w końcu zjawiają się dwa terenowe samochody, w których będziemy kontynuować dalsza drogę. Parę godzin wcześniej, te same auta przywiozły każdemu z pasażerów butelkę wody. Szkoda, że wtedy nikt nie wpadł na pomysł, aby nas zabrać. Cóż sposób myślenia w tym kraju, nieraz nas jeszcze zaskoczy. Nasi szoferzy wywieźli nas za strefę graniczną, jednak za dalszą drogę żądają dodatkowej opłaty, choć na granicy zapewniano nas, że bilety są do Kaszgaru. Oj, niezbyt miło zaczyna się przygoda w Państwie Środka. Dziękujemy za takie interesy. Wysiadamy po raz pierwszy w jakimś bezimiennym mieście w Chinach. Takich miejsc będzie jeszcze wiele na naszej trasie. Marzyliśmy, aby tablice z nazwami miast, były napisane w dwóch alfabetach. Nasze marzenie się spełniło, wszystkie znaki informacyjne są dwujęzyczne. Kto nie zna chińskiego, zawsze może poczytać sobie w farsi. Tak, na przyszłość lepiej konkretyzować swoje marzenia. Na szczęście bardzo szybko zatrzymuje się nam pierwszy samochód. Nasza ciężarówka, uczestniczy chyba w nieoficjalnym wyścigu - wyprzedza z prawej i lewej, a uczucie kiedy tył naszego samochodu zaczyna nas wyprzedzać bezcenne…. Po tej szalonej jeździe w środku nocy docieramy do Kaszgaru. Czas by spróbować chińskich smakołyków. Na początek jajka w oleju i jakieś placki, wszystko z ogromną dawką papryki, pieprzu itp. Zmęczeni rozbijamy namiot na pierwszej wolnej przestrzeni. Szkoda że rano orientujemy się że nasza „polanka” służy miejscowym za toaletę……
{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja7/17_26{/gallery}
Kaszgar był niegdyś jednym z najważniejszych przystanków na jedwabnym szlaku. To tutaj zatrzymywały się niemal wszystkie karawany podróżujące między wschodem i zachodem. Położenie w centrum Azji sprawiło, że właśnie w tym miejscu zaczynały się lub kończyły drogi prowadzące przez niebosiężne łańcuchy górskie, niegościnne pustynie czy w końcu płaskowyże leżące na dachu świata. Takie położenie wpływało na ekonomiczny i kulturalny rozwój miasta. Kiedy w niepamięć odeszły karawany, miasto pogrążyło się w kryzysie. Od kilku ostatnich lat jednak ta sytuacja się zmienia, tym razem za sprawą wielkich inwestycji prowadzonych przez chiński rząd. Stara tradycyjna zabudowa jest niszczona spychaczami, a na jej miejsce pojawiają się nowe szklane wieżowce. Miasto wciąż jednak jest najważniejszym kulturowym centrum Ujgurów. Ich tradycje, mimo usilnego tępienia przez rząd w Pekinie ciągle widoczne są na ulicach. Najlepiej można się o tym przekonać odwiedzając słynny niedzielny targ. Jest to największy targ zwierząt w tej części Azji. Podczas kilku godzin tysiące kóz, owiec czy koni zmienia swego właściciela. Niestety postępująca sinizacja z roku na rok odbiera temu miejscu jego środkowoazjatycki charakter.
{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja7/27_46{/gallery}
Obserwując codzienne życie zauważyliśmy, że to miasto ludzi grających w karty lub szachy. Nas jednak bardziej zaciekawiły masowe tańce. Wystarczyło kawałek jakiegoś placu i muzyka, a już parę osób zaczynało rytmicznie się poruszać. Po kilku minutach wokół grupki tancerzy tworzył się tłum, z którego ludzie bardzo chętnie przyłączali się do wspólnej zabawy. Tego dnia mieszkańcy Kaszgaru, mieli jeszcze jedną rozrywkę... fotografowanie dziwnych przybyszów z Europy (czyt. nas). Wystarczyło, że usiedliśmy gdzieś na chwilkę, a zaraz obok pojawiał się tłumek ludzi z komórkami pstrykający nam zdjęcia. Widać dla miejscowych, biały człowiek jest tak samo egzotyczny, jak oni dla nas. Nie przejmując się zbytnio popularnością zabraliśmy się do pierwszych lekcji obsługi pałeczek. Szczerze muszę wyznać, że tego popołudnia dostarczyliśmy naszym kibicom wiele powodów do śmiechu. Na szczęście z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej. Szukając jakiegoś noclegu, dowiedzieliśmy się ze w Chinach występują dwa rodzaje hoteli. Jedne, luksusowe i drogie przeznaczone dla bogatszej części społeczeństwa i obcokrajowców oraz te tanie, dostępne niestety tylko dla osób legitymujących się dokumentami wydanymi przez Chińską Republikę Ludową. Władze w Pekinie nie uwzględniły istnienia ubogich cudzoziemców. Po bezskutecznych poszukiwaniach noclegu wyjechaliśmy z miasta na początek lub koniec (jak kto woli) Karakorum Highway. Chcąc przejechać jej chiński odcinek, ale o tym w następnej części….
{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja7/47_49{/gallery}
W następnym odcinku:
Wizyta na policji zamiast jajecznicy. Śledzeni przez tajniaków. Zwariowane stopy na najwyższej drodze świata.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze