Za nami kolejna edycja charytatywnego rajdu samochodowego Złombol, którego trasa prowadziła tym razem z Chorzowa do Atlantic Ocean Road w Norwegii. Na mecie zameldowały się dwie załogi z gminy Zawoja, które liczącą blisko 3 tys. km trasę pokonały polonezem caro i żukiem, pokonując własne słabości, problemy techniczne, a przede wszystkim gromadząc środki na szczytny cel.
Właśnie charytatywność jest głównym celem rajdu Złombol, którego uczestnicy pokonując ustaloną trasę samochodami wyprodukowanymi w czasach demokracji ludowej, a zatem właśnie polonezami, maluchami, żukami, dużymi fiatami, ładami i innymi leciwymi pojazdami. Aby jednak móc wziąć udział w wydarzeniu konieczne jest zebranie co najmniej 2,8 tys. zł, które są przeznaczane na cele charytatywne - pomoc psychologiczną; terapie indywidualne, terapie grupowe, superwizje dla wychowawców, mieszkanie usamodzielniające w Krakowie, wyjazdy na: wycieczki, obozy, kolonie, ferie, wyjazdy klubowe (w ramach indywidualnych zainteresowań), spełnianie marzeń „szyte na miarę” – a zatem kurs prawa jazdy, kurs językowy, sprzęt sportowy, prenumeraty ukochanej gazety, prezent z okazji ważnego wydarzenia….
- W tamtym roku z Agą uzbieraliśmy dzięki Wam 7155zł, czyli ponad dwukrotnie więcej niż wymagane (szczerze mówiąc byłem w szoku). Dzięki zeszłorocznej edycji rajdu Złombol na konto Fundacji wpłynęło prawie 2 300 000zł, a w tym roku po cichu liczymy na więcej (wiadomo inflacja...) – pisał jeszcze przed wyruszaniem w trasę Marcin Szuber ze Skawicy, który wraz z małożnką Agnieszką Szuber tworzą team „Dwójka CARO”, od modelu poloneza, którym spod stadionu Śląskiego w Chorzowie dziarsko dotarli do mety na Atlantic Ocean Road w Norwegii. - Fiordy oczywiście nakarmione – nie kryli radości. Droga powrotna została zaplanowana naokoło morza Bałtyckiego przez Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę.
- Kochani mamy to! Zmęczeni ale szczęśliwi dotarliśmy do mety. 2850 km za nami i jak na razie jedziemy dalej. Serdecznie dziękujemy wszystkim, tym, którzy nas wspierali, kibicowali i martwili się o nas. Dajecie ogromną motywację do działania. Trzymajcie kciuki, żebyśmy jeszcze wrócili na kołach do domu – przekazali z mety członkowie „Szczurek w kanale Złombol Team” z Zawoi, którzy w podróż życia wybrali się poczciwym żukiem. No i łatwo nie było. - Do mety zostało nam około 250 km. Nasz zielony wojownik mimo, że ma małe problemy, to się nie poddaje i walczy do końca. Dziś mieliśmy przyjemność zrobić dobry uczynek i wziąć parę autostopowiczów. Mieli szczęście przejechać się naszym pięknym dobrem narodowym jakim jest żuk -relacjonowali. Wcześniej donosili o innych problemach technicznych, które mogły uniemożliwić im dotarcie do mety rajdu. - Od startu zrobiliśmy prawie 1000 km. Jechaliśmy całą noc. Żuk dostał trochę w kość. Straciliśmy wolne obroty, grzeje nam się lewe tylne koło oraz leje się z mostu z jednej oraz drugiej strony – opisywali sytuację będąc 230 km od granicy z Danią, a mając przed sobą jeszcze Szwecję i Norwegię.
- O Złombolu dowiedziałem się parę lat temu z Facebooka i stwierdziłem że też chcę przeżyć taką przygodę ponieważ interesuję się starymi samochodami z okresu PRL. Moim marzeniem przez lata było wzięcie udziału w tym rajdzie charytatywnym, które się właśnie spełniło. Był to szalony pomysł zajechać żukiem z Zawoi do Norwegii. Moi koledzy powiedzieli, że piszą się na to i dzięki nim się to udało. Od domu do mety zrobiliśmy 2850 km, nie płynąc żadnym promem, jadąc cały czas na kołach. Jechaliśmy przez Niemcy, Danię, Szwecję i Norwegię. – podsumowuje Mateusz Szczurek z Zawoi, który do wyprawy 29-letnim żukiem namówił Jakuba Tlałkę ze Stryszawy i Wojciecha Fydę spod Nowego Sącza.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze