Reklama


Bartosz Wójcik - podróż rowerem do Berlina, mur berliński, stadion Unionu Berlin, podróż rowerowa nad poligonem, suskanin na rowerze nad poligonem

25/09/2023 19:03

O tym, że mając odrobinę wolnego czasu i dużo zapału można góry przenosić udowadnia Bartosz Wójcik z Suchej Beskidzkiej. Przed rokiem promując zbiórkę środków dla chorej Zosi Pająk dotarł rowerem na Hel. Tym razem z przygodami dojechał na dwóch kółkach do Berlina.

Bartosz Wójcik od lat dba o formę. Z powodzeniem występował między innymi w drużynie Beton2 rywalizującej w Amatorskiej Lidze Powiatu Suskiego w piłce nożnej. Z zamiłowaniem jeździ także na rowerze, robiąc sobie wycieczki po naszym regionie, a także odwiedzając np. położone jest na Słowacji Namestovo. Przed rokiem postanowił swoje zamiłowanie do sportu wykorzystać w słusznym celu. Wsiadł na rower i ruszył na Hel. Nie wybrał się jednak na drugi koniec Polski dla relaksu, lecz aby jak najwięcej osób dowiedziało się o chorującej wówczas na SMA Zosi Pająk, która potrzebowała około 10 mln zł na zakup najdroższego leku świata.

Reklama

Tym razem Bartosz Wójcik już nie kierował się wyższymi powodami. Po prostu chciał się sprawdzić, a przy tym zobaczyć kawałek Polski i jakiegoś innego państwa. – Nie chciałem jechać na Słowację, bo to żadna atrakcja, gdyż mamy do niej rzut beretem. Postanowiłem dojechać do Berlina, który położony jest około 800 km od Suchej Beskidzkiej, ale z drugiej strony tylko kilkadziesiąt kilometrów od Polski – mówi Bartosz Wójcik.

Jak ambitny suszanin postanowił, tak też zrobił. We wtorek 19 września spakował się i ruszył w drogę ku wielkiej przygodzie. Najpierw obrał kurs na zachód. Odwiedził Pszczynę, Zamek w Mosznej, Zieloną Górę, a następnie odbił na północ. – Podpowiadano mi, aby przekroczył granicę w Zgorzelcu, ale uznałem, że lepiej jechać przez Polskę, a dopiero na koniec wjechać do Niemiec – opowiada.

Reklama

Jak wspomina Bartosz Wójcik eskapada tylko na pozór przebiegała bez większych przygód i niespodzianek. – Pogoda dopisywała. W sumie padało chyba tylko pół dnia. Dla mnie to nie jest problem, choć wiadomo, że gdy nie pada jedzie się bardziej komfortowo – mówi. Po chwili zastanowienia suszanin przyznaje się jednak, że przeżył jedną przygodę, ale za to jaką. Jadąc przed siebie nagle stracił połączenie z Internetem, a tym samym orientację w terenie. – Nie mogłem zawrócić, bo nie trafiłbym do miejsca, z którego przyjechałem. Uznałem, że muszę jechać przed siebie – opowiada.

I tak podążając w nieznane Bartosz Wójcik zobaczył znaki zakazujące przebywania na terenie, w którym się znalazł. Ale jak już zauważył odwrotu nie było. Tymczasem jakby znikąd obok niego pojawiły się pojazdy wojskowe, z czołgami na czele! O dziwo nikt nie zwrócił uwagi, że przez poligon, na którym trwają manewry przemieszcza się rowerzysta w cywilu. – Co było robić. Jechał i jechałem, aż dotarłem do jakieś jednostki – wraca do tamtego momentu. Tam podbiegł do niego żołnierz, którym ku zaskoczeniu Bartosza Wójcika okazał się jego dobry kolega! – Co tu mówić. Ochrzanił mnie, że nie mam prawa przebywać na tym terenie, bo grozi to surowym mandatem. Wyjaśnił mi jak mam wyjechać. Okazuje się, że świat jest mały – opowiada suszanin.

Reklama

Po pięciu dnia Bartosz Wójcik osiągnął cel podróży. W stolicy Niemiec odwiedził dzielnicę Mitte, gdzie do dziś zachowały się trzy kawałki Muru Berlińskiego, symbolicznej granicy oddzielającej blok komunistyczny od demokratycznej Europy. Suszanin przejechał również pod Bramę Brandenburską, a także jako miłośnik futbolu stadion Unionu Berlin.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama