Przez całe swoje życie spotykał na swojej drodze autorytety. Najpierw z wielkim podziwem otaczał swoich rodziców, później nauczycieli i duchownych. Ciężka praca, charakter ukształtowany w trudnych czasach oraz niezwykła skromność sprawiły, że sam stał się autorytetem dla własnych dzieci, uczniów oraz parafian. Tą niezwykłą postacią był Władysław Radwan, wieloletni organista pełniący swoją misję w Makowie Podhalańskim.
Władysław Radwan(27 maja 1913 – 15 sierpnia 2002) urodził się w Makowie Podhalańskim. Ze wzruszeniem wspominał swoich rodziców: Antoniego i Karolinę.
Z wielkim wysiłkiem pracowali, by utrzymać sześcioro dzieci (5 synów i córkę). Ojciec dorabiał w tartaku, natomiast matka zajmowała się domem oraz niewielkim gospodarstwem.
W latach szkolnych był ministrantem. Pewnego dnia ks. prałat Józef Leja dostrzegł nieprzeciętny głos Władysława i to właśnie ówczesnemu proboszczowi zawdzięcza ukierunkowanie swojej organistowskiej przyszłości. Pod koniec lat 20-tych ks. Leja wysłał go do osieleckiego organisty p. Matyasika. Pod jego okiem rozpoczął wstępne nauki, a następnie wziął udział w kursach organistowskich, organizowanych przez ks. Wargowskiego
i prof. Konserwatorium krakowskiego, p. Garbusińskiego.
Po ukończeniu nauki w szkole powszechnej został zatrudniony w Starostwie Makowskim w dziale gospodarczym. W celu dokształcenia wysłano go do Szkoły Rolniczej w Łososinie Górnej. Naukę z wynikiem celującym ukończył w 1931 r., jednak nie podjął się dalszej pracy w starostwie z racji jego likwidacji. Wkrótce powrócił do tego, co ukochał
w latach młodzieńczych. Podjął się obowiązków organisty w pobliskiej Bieńkówce. Tam też ożenił się z Joanną Głuc, którą poznał wcześniej w Makowie.
Spokój młodego małżeństwa zakłócił wybuch II wojny światowej. Władysław wziął udział w kampanii wrześniowej docierając aż pod Kowel za Bugiem. Na szczęcie powrócił
w rodzinne strony. Niebawem wraz z żoną i dwojgiem dzieci przeprowadzili się do – jak to określił w autobiografii – „naszego Makowa”. Zbiegło się to w czasie z objęciem miejscowej parafii przez ks. prałata St. Czartoryskiego. Władysław ponownie został dostrzeżony. Makowski proboszcz powierzył mu posługę parafialnego organisty. Było to spełnienie dziecięcego marzenia, a zarazem motywacja do ciągłego doskonalenia swoich umiejętności. Młody organista najpierw uczęszczał na lekcje u prof. Garbusińskiego, następnie zdał egzamin przed Komisją diecezjalną do Spraw Muzyki Sakralnej, a już po wojnie ukończył „Kurs dla dyrygentów” zorganizowany przez Konserwatorium Krakowskie.
Praca w parafii makowskiej nie należała do najłatwiejszych, gdyż oprócz Makowa należały do niej jeszcze: Białka, Grzechynia, Juszczyn i Żarnówka. Mimo tego z wielkim zaangażowaniem oddawał się misji, którą określił jako: „troskę o podtrzymanie
i rozśpiewanie naszego makowskiego kościoła”. Ponadto prowadził chór mieszany na Białce, uczył śpiewu w Szkole Krawieckiej w Makowie, czy też w Technikum Ekonomicznym. Wniósł także olbrzymi wkład dla zachowania makowskiej historii. Jako członek TPZM napisał szereg artykułów dotyczących parafii oraz miasta. Zostały one zamieszczone
w książce „Ocalmy od zapomnienia”, gdzie również znajdziemy jego skromną autobiografię.
Zmieniali się kolejni proboszczowie, przemianom ulegała Mała i Duża Ojczyzna, lecz Władysław Radwan oddanie służył przy parafialnych organach, oprawiając ich niezapomnianym dźwiękiem kolejne nabożeństwa, chrzty, śluby, pogrzeby. Ukoronowaniem wieloletniej pracy makowskiego organisty było odznaczenie go wraz z żoną orderem „Pro Eclesiua et Pontyfice” przez Ojca św. Pawła VI w 1971 r. Z kolei na 60 – lecie posługi
(1993 r.) Władysław otrzymał od Ojca św. Jana Pawła II serdeczne błogosławieństwo.
Sumienna posługa nie przeszkadzała mu w życiu rodzinnym. Wraz z żoną Joanną stworzyli wspaniałą rodzinę dla ósemki dzieci. Przy opiece na dziećmi małżeństwu pomagała ciocia Zosia, która była podporą i pomocą przy wszelakich kłopotach wychowawczych. Wszystkie pociechy zdobyły odpowiednie wykształcenie i odpowiedzialne posady, a Władysław i Joanna doczekali się gromadki wnucząt i prawnucząt. O dzieciach W. Radwana częściowo wspomina p. Malaga w krótkim filmie „Z przewodnikiem po Makowie” (4-6min.): www.dailymotion.com/video/x12p1i8_z-przewodnikiem-po-makowie-podhalanskim_travel
Świadectwem wielkiego autorytetu Władysława Radwana jest szacunek z jakim otaczają pamiętający go parafianie. Warto tu też przytoczyć wspomnienia ucznia oraz syna organisty, które ukazują, jak niezwykłym człowiek był Władysław Radwan:
Stanisław Radwan (syn, kompozytor) Ojciec był znakomitym organistą. W dodatku pasjonatem. Z olbrzymim zainteresowaniem śledziłem jego przygotowania do kolejnych nabożeństw, zaangażowanie i powagę, z jakimi traktuje formę. Czas, spędzony na podglądaniu Ojca podczas pracy, traktuję jako swoją pierwszą, może najważniejszą, szkołę muzyczną, która nauczyła mnie odpowiedzialności za to, co robię. Ojciec bardzo starannie dobierał repertuar w zależności od fragmentu Ewangelii, który miał być czytany, przekonany, że podczas nabożeństwa nie wolno śpiewać przypadkowych pieśni - muszą one stanowić logiczne i konsekwentne dopełnienie liturgii. Często wybierał zapomniane już, cudowne utwory z XVII wieku - ich słowa przepisywał na maszynie, a potem na domowym powielaczu robił kilkadziesiąt kopii, które rozdawał wiernym i przed mszą uczył ich nowych melodii.
Stanisław Stopa (uczeń, autor śpiewnika „W drodze do mojego Ojca”) Wówczas to, gdy byłem w domu śp. Władysława Radwana, znakomitego organisty w mojej rodzinnej parafii w Makowie Podhalańskim, pan Władysław, widząc moją fascynację śpiewami żałobnymi, zasugerował, abym spróbował opracować śpiewnik poświęcony wyłącznie tej tematyce. Po przejściu na emeryturę postanowiłem zrealizować pomysł mojego wielkiego mistrza. Śpiewnik, w którego opracowanie włożyłem tyle serca, sił i zdrowia, uważam za dzieło swojego życia i Bogu dziękuję, że pozwolił mi pozostawić po sobie tego rodzaju pamiątkę. Wydaje mi się też, że zrealizowałem „testament” mojego niezapomnianego, wspominanego już tutaj organisty z Makowa. Pozostaję z nadzieją, że wiele pięknych pieśni pogrzebowych i żałobnych zamieszczonych w tym śpiewniku powróci i będzie znów rozbrzmiewać w kościołach, domach, kaplicach, podczas ceremonii towarzyszącej ostatniej drodze na tym świecie.
Dzięki uprzejmości pana Stanisława Stopy możemy obecnie posłuchać nagrań na których usłyszymy kolędy i pieśni wykonywane przez Władysława Radwana w makowskim kościele na początku lat 90 –tych:
więcej - https://www.youtube.com/user/Belfere/videos?view=0&shelf_id=0&sort=dd
KB
BIBLIOGRAFIA:
Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Makowskiej, Ocalmy do Zapomnienia, Warszawa 1995;
www.e-teatr.pl/pl/artykuly/181432.html;
www.krakow.gosc.pl/doc/2799904.Co-mnie-spotkalo-i-was-nie-minie;
www.dailymotion.com;
www.youtube.com
ZDJĘCIA:
Fot. 1. Rodzina Radwanów, chór parafialny prowadzony przez Władysława Radwana, źródło: Ocalmy od Zapomnienia, 1995;
Fot. 2. Dom rodzinny Radwanów tzw. „Organistówka” wyburzona ponad 2 lata temu;
Fot. 3. Od prawej ks. Prałat Franciszek Dźwigoński, ks. dr Stanisław Czartoryski i organista Władysław Radwan, 1964 r., źródło: Ziemia Makowska, p. Stanisław Stopa;
Fot. 4. Poświęcenie kaplicy Chowaniakowej (www.sucha24.pl/component/k2/item/3676-podbabiogorze-znane-i-nieznane-kaplica-chowaniakowej) przez ks. Prałata Teofila Grobelickiego, z lewej widoczny jest organista Władysław Radwan, źródło: Ziemia Makowska, p. Maria Polak;
Fot. 5. Władysław Radwan (z lewej) podczas pogrzebu prowadzonego przez ks. Prałata Franciszka Dźwigońskiego na makowskim rynku, lata 70 - te; źródło: Ziemia Makowska,
p. Joanna Stypuła;
Fot. 6. Papież Jan Paweł II (Karol Wojtyła dwukrotnie wizytował parafię makowską) podczas rozmowy z Władysławem Radwanem, źródło: Ocalmy od Zapomnienia, 1995.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze