W tym roku Skawa Wadowice wywalczyła awans do II-ligi siatkarskiej dziewcząt. Trenerem drużyny jest bardzo dobrze znany w naszym powiecie Piotr Kwak, który pracuje w gimnazjum w Budzowie i trenuje także siatkówkę w LKS Bieńkówka. - W Suchej Beskidzkiej mógłby powstać klub, który skupiałby siatkarzy z całego powiatu. Dlaczego go nie ma, to nie jest do mnie pytanie - mówi Piotr Kwak.
- Awans Skawy to duży sukces na skalę całego regionu. Będziemy grać na szczeblu centralnym, co dla mnie i zawodniczek jest życiowym sukcesem. W składzie mam co prawda Beatą Książek, Gosię Stopyrę czy Iwonę Baranowską, które wywalczyły swego czasu I-ligę w Andrychowie. Musieliśmy wygrać dwa turnieje barażowe. W finałowym, który odbył się w w Golub-Dobrzyniu, rywalizowaliśmy m.in. z gospodyniami, które miał w składzie zawodniczki z przeszłością gry w Budowlanych Toruń! Dwa lata temu zostałem trenerem w Skawie i w pierwszych meczach na trybunach mieliśmy 6-7 osób. Teraz podczas meczów hala jest pełna - dodaje Kwak, który jako siatkarz poznał smak drugiej ligi w barwach MKS Andrychów i klubu z Raciborza.
Wróćmy jednak do naszego powiatu - w każdym klubie w dowolnej dyscyplinie najważniejszy jest narybek. Patrząc na szkolne , na poziomie podstawówek, gimnazjaów, a potem średnich szkół, osiągnięcia drużyn z naszego powiatu, trzeba przyznać, że jest kim grać i kogo szkolić. A w zasadzie byłoby, gdyby taki ligowy klub powstał w powiecie suskim. Chłopcy z SP2 Stryszawa w ostatnim czasie etatowo już grają w finale wojewódzkim, na poziomie szkół średnich dla dziewcząt nie do przeskoczenia co prawda jest drużyna z Myślenic mająca oczywiście w składzie zawodniczki z Dalinu, ale za każdym razem walka o awans do finału wojewódzkiego jest zacięta. Podobnie sytuacja wygląda w gimnazjach - w drużynie z Łętowni są zawodnicy, którzy trenują w kadetach Dalinu Myślenice. Do niedawna zawodniczki z Bieńkówki grały w lidze, ale drużyna się rozpadła. - Dziewczyny poszły na studia , zajmuję się teraz najmłodszymi zawodniczkami. Na wsi jest ciężko pracować, bo w grę wchodzi dojazd do takiej miejscowości i jest mniejszy wybór wśród dzieci - wyjaśnia Kwak.
- Najlepszym ośrodkiem byłaby Sucha Beskidzka. Jest wiele osób np. ze Stryszawy, Jordanowa, Zawoi, czy to dziewcząt czy to chłopców, których można by było właśnie w Suchej "złapać". Bez problemu drużyna mogłaby powalczyć w III-lidze, przecież już teraz w Zaporze Świnna Poręba grają zawodnicy z powiatu suskiego - mówi Piotr Kwak.
Sekcja siatkówki działa jak na razie najlepiej w powiecie w Klubie Orlika Wilki w Zawoi. - I prezentuje się fantastycznie. Treningi odbywają się regularnie i bierzemy udział w zawodach. Od tego roku szkolnego szkolimy w klasach IV-VI i gimnazjalnych przygotowując zawodniczki do udziału w rozgrywkach kadetek. Nasz trener Marek Zawojski bardzo fajnie wszystko ogarnia, ma do pomocy Kasię Sieniawską. W tym roku dziewczyny także wezmą udział w lidze kadetek, nieco starsi i starsze zawodniczki mogą wystartować w ramach Rabczańskiej Ligi. - mówi prezes klubu Wilki Zawoja Krzysztof Jordanek i dodaje, że mają już pierwszy sukces klubowy - do Aluprof Bielsko-Biała odchodzi Dorota Szczurek. Sam jednak przyznaje, że dla wielu potencjalnych zawodników problemem może być dojazd od Zawoi.
W Suchej Beskidzkiej, ale nie tylko, przy okazji różnych amatorskich zawodów można zobaczyć zespół Dziadki. W minionym roku powstało stowarzyszenie kultury fizycznej Dziadki, więc może to będzie zalążek sekcji siatkarskiej w stolicy powiatu? - Chcemy rozpocząć działalność z wysokiego c i szkolić uczniów z klas IV-VI i gimnazjów. Mamy sprzęt, plakaty promocyjne, pojawiają się pierwsi sponsorzy, dzwonią do nas dzieciaki i rodzice. Brakuje tylko hali, bo te w Suchej są obłożone innymi sportami. Dostaliśmy zapewnienie od burmistrza Suchej Beskidzkiej Stanisława Lichosyta, że po otwarciu hali w SP2 Sucha Beskidzka będziemy mogli tam szkolić zawodników. Nowa hala ma zostać otwarta we wrześniu - mówi Krzysztof Janoszek, wiceprezes Dziadków Sucha Beskidzka.
Zajęcia miałyby się odbywać trzy razy w tygodniu po trzy godziny pod okiem Janoszka i Michała Taraska. - Nie chcemy porywać się nie wiadomo gdzie, od razu zapisywać się do ligi i w takich przypadkach, niestety, wszystko wysoko przegrywać. To może zniechęcić. Dajemy sobie około trzy lata na wychowanie zawodników, aby mogli potem grać w kadetach czy młodzikach. Możemy jeździć na różne turnieje, których naprawdę jest masa i można pograć z ciekawymi rywalami. Oczywiście, jeżeli nasi siatkarze będą się dobrze prezentować w turniejach, systematycznie trenować, to możemy ich wcześniej zgłosić czy to do ligi kadetów czy młodzików - wyjaśnia Krzysztof Janoszek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze