Reklama


PAMIĘTAMY O WOJENNYCH BOHATERACH

09/09/2021 11:34

PAWEŁ KULIGOWSKI

Urodził się 16 czerwca 1915 roku w Zembrzycach. Pochodził z rodziny robotniczo-chłopskiej. Szkołę podstawową ukończył w swojej rodzinnej miejscowości. Jako młodzieniec pracował z rodzicami w gospodarstwie. 24 marca 1938 roku rozpoczął odbywanie służby wojskowej w 45 pułku piechoty w Równej koło Gdyni. Tam przeszedł 6-miesięczne szkolenie podoficerskie, awansując do stopnia starszego strzelca. Kapralem został 24 czerwca 1939 roku. Władze wojskowe 15 lipca 1939 roku przeniosły Kuligowskiego do Korpusu Ochrony Pogranicza. W okresie od 1 do 18 września 1939 roku brał udział w wojnie z Niemcami w rejonie Krakowa, Tarnowa, Lwowa i Stryja. 19 września tego samego roku Paweł Kuligowski przekroczył granicę Węgier, gdzie został internowany. Tuż po zwolnieniu 29 maja 1940 roku wyjechał do Jugosławii, a następnie do Grecji i Syrii. W obozie syryjskim Hims wstąpił do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, utworzonej tam z rozkazu Wodza Naczelnego i premiera rządu polskiego na uchodźstwie gen. Władysława Sikorskiego. Walczył w Pułku Ułanów Karpackich.

29 czerwca 1940 roku ze współtowarzyszami broni Kuligowski wyruszył poprzez Palestynę do Egiptu. Tutaj Polacy stoczyli wspólnie z oddziałami brytyjskimi zwycięską bitwę pod Aleksandrią, pokonując oddziały wojska włoskiego. W okresie od 21 sierpnia do 24 grudnia 1941 roku Paweł Kuligowski walczył w Libii nad Morzem Śródziemnym w obronie Tobruku. Uczestniczył w pościgu za wycofującymi się oddziałami niemieckimi. Polacy stoczyli wówczas zwycięski bój z wojskami niemiecko-włoskimi pod miejscowością Al.-Ghazala oraz współpracowali z Brytyjczykami w zdobyciu twierdzy pustynnej Bardia.

Reklama

Dalszy udział Kuligowskiego w walkach związany był z powstaniem w końcu 1943 roku II Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W jego skład weszła Armia Polska na Wschodzie oraz Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich zreorganizowana w 1942 roku w 3 Dywizję Strzelców Karpackich, która prowadziła działania operacyjne na terenie Włoch. Tam Paweł Kuligowski walczył najpierw nad rzeką Sangro, a następnie w obronie Monte Cassino- wzgórza silnie umocnionego przez Niemców wykutymi w skałach bunkrami żelbetonowymi ze stanowiskami ogniowymi, zaporami z pól minowych i urządzeniami hydrotechnicznymi. W jego okolicach 23 maja 1944 roku został ranny w prawą rękę. Nie zgodził się odejść z pola bitwy do punktu opatrunkowego, toteż jego ręka pozostała zdeformowana i niesprawna do końca życia. O bohaterskiej postawie Pawła Kuligowskiego pisał Melchior Wańkowicz, znakomity pisarz, w latach wojny korespondent II Korpusu Polskiego, w pracy pt. „Monte Cassino”. Oto jej fragment: „ Ogarnęła nas jak gdyby furia bojowa- mówi por. Popiel.- Brakowało granatów, więc kpr. Kuligowski porwał dwa kamienie i zawołał:- Krzykiem ich, panie poruczniku, krzykiem. Ryknęliśmy straszliwie hura! Kuligowski rzucił swoje dwa kamienie, a ja ostatni granat. Niemcy mając przecięty odwrót do drugiej linii bunkrów, uciekli już tylnym wyjściem w stronę Monte Cairo. Kuligowski podskoczył w dół, porwał pozostawiony przy skoku na bunkry cekaem, ustawił na podstawie i dał serię, która zdążyła jeszcze dogonić Niemców uciekających po odkrytym stoku. Padł jeden… drugi… trzeci… czwarty… piąty… szósty… siódmy… .”

Razem z kolegami – żołnierzami Kuligowski na froncie włoskim zdobywał też Passo Corno, Arikonę, Pesaro. Walczył o Senigalię i nad rzeką Metauro w czasie od 19 lipca do 29 sierpnia 1944 roku. Uczestniczył w walkach na odcinku obronnym rzeki Serio i w bitwie o Bolonię. W tej ostatniej 17 kwietnia 1945 roku został ranny w głowę. 15 czerwca 1946 roku wraz z innymi żołnierzami polskimi wyjechał do Anglii.

Reklama

2 czerwca 1947 roku Kuligowski powrócił z tułaczki wojennej do Ojczyzny. W Zembrzycach założył rodzinę. Pracował w tutejszym GS, a później w garbarni. Często gościł w Szkole Podstawowej im. Bohaterów Monte Cassino w Kętach, uczestnicząc w akademiach i uroczystościach związanych z rocznicą bitwy. Prelekcje wygłaszał też w Szkole Podstawowej im. Kazimierza Przerwy- Tetmajera w swojej rodzinnej wiosce.

Paweł Kuligowski- bohater II wojny światowej – zmarł 29 kwietnia 1982 roku. Cześć jego pamięci.

Rodzinie mieszkającej w Zembrzycach pozostawił wiele pamiątek w postaci książeczki wojskowej, zdjęć, medali i orderów. Za swoją ofiarną walkę otrzymał następujące odznaczenia: Order Wojenny Virtuti Militari, Krzyż Walecznych, Medal Wojska Polskiego, Gwiazdę za wojnę 1939-1945, Gwiazdę Italii, Gwiazdę Afryki, Odznakę za Rany z Dwiema Gwiazdkami, Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino, Odznakę Warszawskiej Dywizji Pancernej, Odznakę Pułku Ułanów Karpackich i Odznakę Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich.

Reklama

 

JULIAN LIKUS

 

Urodził się 1 stycznia 1920 roku w Chrzanowie. Od 1947 roku był mieszkańcem Zembrzyc. Ukończył zasadniczą szkołę zawodową i wiele kursów o profilu budowlanym. W czasie okupacji hitlerowskiej pracował od 1940 roku we Wrocławskiej Firmie Budowlanej „Bohn und Hudik”. W roku 1941 wraz z grupą robotników został oddelegowany do Kombinatu Chemicznego Buna Werke, filii J.G. Farben w Oświęcimiu. Tam pracował na obiekcie E-708, przy prefabrykacji nowych elementów betonowych, wraz z zespołem, który tworzyli robotnicy cywilni oraz więźniowie obozu w Auschwitz oznaczeni jako Komando nr 99. Wśród nich byli Żydzi z Polski, Czech, Węgier i Turcji.

Reklama

18 czerwca 1959 roku Julian Likus złożył oświadczenie w Państwowym Muzeum w Oświęcimiu ( Tom 3, str. 293-301, Ośw./Likus/113 Nr Inw. 29816), w którym czytamy m.in.: „ Nazwisk więźniów nie pamiętam, gdyż często się zmieniali. W 1941 roku więźniowie pracujący na terenie kombinatu doprowadzani byli z obozu pieszo, zazwyczaj szli oni boso, a drewniaki ubierali dopiero w czasie pracy. W 1942 roku, dokładnej daty nie pamiętam, zaczęto więźniów przywozić koleją. Przypominam sobie, że w 1942 roku jeden z więźniów usiłował uciec, ale został ujęty. Osobiście widziałem, jak więźnia tego SS-mani bili, a następnie pędzili za rowem, szczując go psami. Wypadek ten miał miejsce obok agregatora kwasu solnego. Wiosną 1944 roku poznałem się z więźniem Janem Tomczykiem. W czasie pierwszej naszej rozmowy zaproponował, abym dopomógł mu w zorganizowaniu ucieczki. Informował się jednocześnie, czy mogę przygotować jakieś ciężarowe auto. Największą trudność sprawiało nawiązanie kontaktu z kimś, kto mógłby dysponować ciężarowym autem i nie byłby zbyt ściśle kontrolowany. Po żmudnych poszukiwaniach porozumiałem się z szoferem Tadeuszem Zalewskim, który dowoził do kombinatu materiały budowlane.’

Julian i Tadeusz, aby umożliwić więźniom ucieczkę, prace przygotowawcze rozpoczęli od przeróbki wnętrza samochodu ciężarowego marki „Mann”, wykonując w nim stosowne skrytki. 4 maja 1944 roku o godz. 12. pięciu więźniów w jednym z baraków zakładu, w przygotowanym schowku pod podłogą ukryło obozowe pasiaki, przebierając się w ubrania cywilne. We wspomnianym oświadczeniu Likus powiedział: „ Przebrani uciekinierzy podeszli do samochodu i pozorując ładowanie pustych skrzyń znikali jeden po drugim. Trzech więźniów ukryło się w skrzyni na drzewo opałowe, a dwóch w skrzyni na narzędzia, która znajdowała się pośrodku platformy od dołu. Kiedy wszyscy uciekinierzy zajęli swoje miejsca, do samochodu podszedł szofer i wspólnie dokonaliśmy ostatecznych uzupełnień i zamaskowaliśmy kryjówki. Samochód jechał w kierunku Oświęcimia, następnie Kęt. Więźniowie zostali dowiezieni do miejscowości Kobiernice koło Bielska. Samochód zatrzymał się w lesie, gdzie na zbiegów czekało dwóch nieznanych mi mężczyzn. Ja również wysiadłem i rowerem powróciłem do Oświęcimia.”

Reklama

Kilkanaście dni później uciekinierzy zostali ujęci i przewiezieni do obozu w Monowicach. Jeden z więźniów nie wytrzymał tortur podczas przesłuchania i ujawnił, iż w ucieczce pomagał im Likus, a także kierowca Zalewski oraz Józefa Hankus, która, jako pracownica cywilna zatrudniona w budynku E-199 na terenie kombinatu, dostarczała więźniom dokumenty stwierdzające ich nową tożsamość.

13 października 1944 roku w czwartek około godziny 9. hitlerowcy aresztowali Juliana Likusa podczas pracy w zakładzie i odwieźli do obozu w Auschwitz. Najpierw do baraku Oddziału Politycznego, a następnie do bloku 11., gdzie został zamknięty w ciemnicy celi nr 20. „ W celi tej -wspomina Likus- przebywałem przez 4 dni, nie otrzymując żadnego pożywienia. W czwartym dniu zostałem z ciemnicy wyprowadzony do umywalni ( na parterze bloku 11.), gdzie zostałem ostrzyżony i przebrany w obozowe ubrania. Przypominam sobie, że na drugi dzień po moim aresztowaniu w piątek 14 października 1944 roku w godzinach rannych usłyszałem na korytarzu w podziemiach jakieś krzyki i szamotania. W krzyczącym rozpoznałem Tadeusza Zalewskiego, szofera, który dopomógł więźniom w ucieczce, następnie przeniesiony zostałem do celi 19. Przesłuchanie odbywało się w drewnianym baraku Oddziału Politycznego. W czasie śledztwa było 5-ciu SS-manów oraz więźniarka Żydówka pełniąca rolę tłumaczki... ponieważ odmówiłem składania zeznań, rozpoczęto mnie bić specjalnymi pejczami, kopać itd. W czasie następnych przesłuchań potwierdziłem zeznania uciekinierów... Po pewnym czasie zostałem wywołany na korytarz i odczytano mi wyrok. Za pomoc w ucieczce zostałem skazany na dożywotni pobyt w obozie koncentracyjnym. W bloku 11. przebywałem około 7. tygodni. W celi 19. pozostał na ścianie wykonany w czasie mojego pobytu kalendarz, na którym zaznaczyłem dzień przesłuchania i ogłoszenia wyroku. Otrzymałem nr obozowy 20001900. jakie były losy Józefy Hankus i Tadeusza Zalewskiego po ich aresztowaniu, nie wiem.”

Reklama

6 grudnia 1944 roku Juliana Likusa przeniesiono z Auschwitz do Birkenau, zaś końcem tego miesiąca do obozu w Buchenwaldzie. Tam przebywał do końca wojny. Wkrótce po wyzwoleniu obozu, w kwietniu 1945 roku amerykańscy chirurdzy wykonali mu operację krwiaka.

Po wojnie Likus powrócił do Chrzanowa. Wykonywał zawód budowlańca. Pracował w Oświęcimiu i w Zembrzycach. Tutaj poznał Anielę, z którą zawarł związek małżeński w 1947 roku. Odtąd zamieszkał na stałe w Zembrzycach. Obozy koncentracyjne pozostawiły spore piętno w zdrowiu i psychice Juliana Likusa. Bał się mundurowych m.in.: policjantów i wojskowych. Z biegiem lat ujawniły się poważne uszkodzenia ucha środkowego i kolan spowodowane- jak stwierdzili lekarze z Krakowa na czele z dr Kłosińskim, należącym do Międzynarodowej Organizacji do spraw Leczenia Uwięzionych w Obozach Hitlerowskich- biciem w głowę i staniem w zimnej wodzie podczas licznych przesłuchań w obozie, przede wszystkim w Auschwitz. Były tez lęki i dreszcze na widok dymu, który przypominał mu krematorium. Tak wyglądało życie człowieka, który pragnął pomóc innym w cierpieniu, sam stając się ofiarą ideologii nazizmu.

Reklama

Julian Likus zmarł 1 maja 1986 roku w Zembrzycach.

 

FRANCISZEK JÓZEF BORAWSKI

 

Był jedną z ofiar zbrodniczego systemu stalinowskiego. Urodził się 25 stycznia 1908 roku w Zembrzycach. Pierwszą wiedzę zdobywał w miejscowej szkole podstawowej. Następnie uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Wadowicach. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w latach 1930-1934. Studia ukończył 18 czerwca 1934 roku, otrzymując tytuł magistra praw. Zdał następujące egzaminy: z prawa rzymskiego, teorii prawa, historii prawa polskiego i historii prawa na zachodzie Europy; z prawa kościelnego, ekonomii politycznej, prawa politycznego i prawa narodów; ze skarbowości i prawa skarbowego, z nauki administracji i z prawa administracyjnego, statystyki, prawa i postępowania karnego oraz filozofii prawa; z prawa cywilnego, postępowania sądowo-cywilnego, prawa handlowego i wekslowego oraz prawa międzynarodowego i prywatnego.

Reklama

Franciszek Borawski pragnął zostać sędzią, ale przeszkodziła mu w tym II wojna światowa. Wysłany został wraz z rodziną do Lwowa. Tam jako podporucznik piechoty pełnił funkcję podkomisarza Wydziału Śledczego do spraw rabunkowych. Władze Lwowa zakwaterowały Borawskich w luksusowym mieszkaniu, które w późniejszym okresie zniszczyli Niemcy.

NKWD aresztowało Borawskiego 1 października 1939 roku. Najpierw więziono go we Lwowie. Od chwili aresztowania jego żona co tydzień zanosiła Borawskiemu czystą bieliznę. Na bieliźnie, którą Maria zabierała do prania, Franciszek wyszywał dla niej wiadomości o swoim pobycie w niewoli.

Reklama

Końcem 1939 roku Borawskiego wywieziono ze Lwowa. Nikt od tej pory nic więcej nie słyszał o jego losie. Dopiero w roku 1990 odkryto i oficjalnie potwierdzono, że na rosyjskiej liście zamordowanych znajduje się nazwisko Borawskiego.

W sercach najbliższych pozostał ból i cierpienie. Żona Borawskiego, Maria, zmarła w roku 1999, a jedyna córka Krystyna mieszka obecnie w Ameryce.

 

MARIA BORAWSKA

 

Urodziła się 7 sierpnia 1911 roku w Zembrzycach. Jej rodzicami byli Teofila i Szczepan Żmudka, którzy posiadali gospodarstwo rolne. Po ukończeniu miejscowej szkoły powszechnej wstąpiła do Miejskiego Seminarium Nauczycielskiego-Żeńskiego w Wadowicach. Świadectwo dojrzałości uzyskała 18 czerwca 1930 roku. 9 lat później poślubiła Franciszka Józefa Borawskiego. 23 kwietnia 1939 roku urodziła córkę Krystynę. W sierpniu tego samego roku wraz z rodziną wyjechała do Lwowa. Tutaj jej mąż Franciszek objął posadę oficera policji. W październiku 1939 roku Rosjanie aresztowali Franciszka i osadzili go w więzieniu. Do końca 1939 roku Maria odwiedzała męża, dostarczała mu paczki, wiedziała, że żyje. Po tym okresie kontakt z mężem został zerwany i Maria nie mogła uzyskać informacji o jego losie. Dopiero po wojnie dowiedziała się, zginął w Katyniu zamordowany przez NKWD.

Reklama

Po wkroczeniu Ukraińców do Lwowa zaczęły się masowe wysiedlenia zwłaszcza Polaków. Do mieszkania Marii Borawskiej wkroczyli Rosjanie i polecili jej, aby się szybko spakowała, a następnie udała z nimi. Przerażona kobieta zupełnie straciła głowę, nie potrafiła się nawet spakować. Zabrała eleganckie buty, kapelusze, suknię ślubną. Nie pomyślała o żywności ani o ubraniach dla dziecka. Żołnierze rosyjscy zawieźli je na stację, gdzie stał pociąg towarowy. Każdy z jego wagonów był zapełniony ludźmi. W jednym z nich ulokowano Marię i jej kilkumiesięczną wówczas córeczkę. Ludzie nie wiedzieli dokąd jadą. W drodze dawano im małe racje żywnościowe. O myciu nie było nawet mowy. Czynności fizjologiczne należało załatwić podczas jednego postoju pociągu. Było zimno. Podróż w takich tragicznych warunkach trwała kilka tygodni. Wkrótce okazało się, że Rosjanie przywieźli ich na Syberię. Kazali wszystkim zesłańcom wysiąść z wagonów. Przezywali ich wulgarnie oraz życzyli „aby zdechli”. Po długim marszu przy kilkunastostopniowym mrozie dotarli do wioski. Maria Borawska, jak wszyscy, szukała schronienia. Pod swój dach przyjęła ją samotna kobieta z Kazachstanu, która opiekowała się jej dzieckiem. W tym czasie Borawska mogła pracować w kołchozie przy bykach. Tam codziennie z innymi kobietami zbierała i suszyła łajno. Wykorzystywano je później na opał. Ludzie nauczyli Borawską jak kraść zboże z worków. Otóż, w małym patyczku wydrążano otwór, wbijano patyczek do worka. W ten sposób gromadziły się w nim ziarna, które potem tłuczono i gotowano z nich zacierkę. Kobiety zbierały też często lebiodę, zwaną również białym zielem i gotowały z niej zupę. Maria Borawska z córką spędziła półtora roku na Syberii.

Gdy w 1942 roku gen. Władysław Anders wyprowadzał Armię Polską ze ZSRR na Bliski Wschód, Borawska sprytnie wykorzystała te sytuację. Poprosiła jednego z żołnierzy, by udawał jej męża. Ten zgodził się i Maria wraz z dzieckiem znalazła się w gronie Polaków opuszczających Syberię. Skazane były jednak znów na długi szlak tułaczy przez Teheran, Ahwaz, Karaczi w Indiach.

W Bwana M’Kubwa w Rodezji Północnej Borawska pracowała z polskimi sierotami, prowadziła lekcje z języka polskiego i zespół artystyczny, na zajęciach którego dzieci śpiewały, tańczyły, rysowały oraz przygotowywały krótkie scenki teatralne. Następnie trafiła do Tanzanii, gdzie założyła polską szkołę, w której była nauczycielką. Po siedmioletnim pobycie w Afryce Maria z córką wyjechały do Australii. Tam Borawska pracowała jako salowa w miejscowym szpitalu. Dwa lata później jej wujek sprowadził je do Stanów Zjednoczonych. Stamtąd Maria kilkakrotnie przyjeżdżała do Zembrzyc.

Córka Krystyna wyszła za mąż w USA. W Polsce adoptowała dwoje dzieci.

 

Maria Borawska zmarła 12 marca 1999 roku w Stanach Zjednoczonych. Jej prochy zostały sprowadzone do Polski. Spoczywa na cmentarzu w Zembrzycach.

 

JAN DANEK- „KIENIK”

 

Urodził się w czerwcu 1907 roku w Zembrzycach. Tutaj ukończył szkołę podstawową. Do gimnazjum uczęszczał w Wadowicach. Dalszą edukację zdobywał w wojsku. Pracował w II Pułku Lotnictwa w Krakowie. Walczył w kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu przedostał się przez granicę polsko - rumuńską, gdzie został internowany. Po uzyskaniu zwolnienia z Rumunii przez Jugosławię przybył do Francji, aby tam walczyć w powstającej armii gen. Władysława Sikorskiego. Po kapitulacji Francji planował z lotnikami przedostać się przez Pireneje do Hiszpanii, a stamtąd łodziami do Anglii. Na skutek zdrady został schwytany przez hitlerowców i po przesłuchaniu w Gestapo osadzony w obozie jenieckim, w którym przebywał do połowy 1945 roku. Po wojnie pełnił funkcję kierownika Urzędu Gminy w Zembrzycach. Za ofiarną walkę z Niemcami otrzymał medal za wojnę obronną w 1939 roku oraz odznaczenie francuskie.

Zmarł 13 grudnia 1981 roku w Zembrzycach.

 

WŁADYSŁAW GRUSZECZKA

Urodził się 26 września 1911 roku w Zembrzycach. Tutaj ukończył szkołę podstawową. Będąc ministrantem, często usługiwał kapłanowi podczas liturgii Mszy Świętej w zembrzyckim kościele. Pomagał też rodzicom w domowym gospodarstwie. W wiosce uchodził za młodzieńca pracowitego, spokojnego i roztropnego. Nauczył się również rzemiosła garbarskiego, z którego słyną Zembrzyce. Od 1936 roku pracował jako marynarz w Szwecji. Dwa lata później wyjechał do Anglii. Zamieszkał w Londynie. Podczas II wojny światowej walczył w marynarce na statkach „Błyskawica” i „Garland”. Potem znalazł się w jednej z baz Polaków w Playmouth, następnie w Aleksandrii, we Włoszech, Palestynie i na Malcie. Pod koniec wojny powrócił do Anglii. Stamtąd grupa zaprzyjaźnionych marynarzy zabrała go do Szwecji. Po krótkim pobycie w tym państwie Władysław Gruszeczka wyjechał do Ameryki, gdzie zamieszkał na stałe. Zmarł 3 grudnia 2003 roku, w wieku 92 lat. Jego prochy sprowadzone zostały z Ameryki. Spoczywa na cmentarzu w Zembrzycach.

 

Kazimierz Surzyn

Dziękuję za udostępnienie materiałów rodzinom: Kuligowskich, Likusów, Lorków, Borawskich, Danków, Gruszeczków, dzięki którym powstało powyższe opracowanie.

Źródła:

 

  1. Materiały pozyskane od rodzin osób zamieszczonych w opracowaniu.

  2. Surzyn K. Ocalmy od zapomnienia, Wadowice 2009.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Najnowsze wiadomości