Niedaleko Rynku w kierunku północnym od Świątyni Przemienienia Pańskiego w Makowie Podhalańskim usytuowane jest wzgórze nazywane jeszcze dzisiaj przez najstarszych mieszkańców miasta Srebrną Grapą. W dawnych czasach porośnięte było puszczą złożoną z wysokich smreków, świerków, jodeł, buków oraz różnego rodzaju dzikich krzewów i roślin. Niektórzy ludzie twierdzili, że w tym miejscu straszy. Inni nad górskim wzniesieniem widzieli ponoć jakieś czerwone światełka. Jeszcze inni sądzili, iż mieszka tam czarownik. Prawie wszyscy, bojąc się przebywać na tym terenie, omijali go z daleka.
Dawno, bardzo dawno temu w ubogiej chatce tuż koło makowskiego dworku mieszkał samotnie Jakub. Jego żona i syn zmarli na cholerę. Mieszczanin był bardzo biedny. Nie miał gdzie zarobić grosza, więc często po Mszy Świętej pod kościołem prosił o jałmużnę. Mieszkańcy Makowa litując się nad nim wrzucali co nieco do czapki. Byli też i tacy, którzy proponowali Jakubowi robotę za drobną opłatą. A to rąbanie drewna, a to pomoc przy szlachtowaniu świniaka. Czasami pracował u szewca lub młynarza.
Jakuba od lat interesowało czy to, co mówi się w mieście o Srebrnej Grapie, jest prawdą. Pewnego ranka zaraz po wschodzie słońca udał się więc tam powodowany ciekawością. Idąc rozmyślał o swoim nędznym życiu. Po jego twarzy spływały łzy. Wtem zobaczył wydrążony w skale otwór.
Ciekawe dokąd on prowadzi – myślał. -Trzeba to koniecznie sprawdzić.
Nie zastanawiając się długo, przekroczył wejście i wszedł do ogromnego tunelu. Na chwilę przystanął bojąc się iść dalej.
Raz kozie śmierć – pomyślał i szybkim krokiem podążył w nieznane. Przy końcu tunelu dostrzegł jakąś kamienną postać podobną do mędrca z długą brodą.
Co to może być, do licha? – westchnął, nie odrywając wzroku. To chyba ten czarownik, o którym opowiadali ludzie – domyślił się Jakub.
W jednej chwili ogarnął go strach. Serce mu mocno biło, krew pulsowała wartko, pot zalał czoło. Nagle zapanowała jasność. Postać, przedtem martwa, ożywiła się i odezwała się do Jakuba tymi słowami:
Nie bój się. Chodź ze mną. Mężczyzna otarł pot, posłuchał nieznajomego i poszedł razem z nim do komnaty wypełnionej po brzegi przedmiotami ze srebra i złota. W centralnym miejscu na stole znajdowały się worki pełne dukatów. Jakub zaniemówił ze zdumienia. Jeszcze nigdy w życiu nie widział tyle bogactwa.
Nie lękaj się Jakubie – powtórzył jeszcze raz starzec. Weź taką ilość pieniędzy, jaką zdołasz unieść – kontynuował. Jeśli ci zabraknie, możesz tutaj do mnie wrócić. Wtedy otrzymasz następne dukaty. Mieszczanin w milczeniu ładował pieniądze, gdzie tylko się dało.
Dziękuję – wykrztusił i już prawie odwracał się do wyjścia, ale czarownik zatrzymał go i rzekł:
Pamiętaj, nie możesz nikomu zdradzić tej kryjówki. Nie opowiadaj też ludziom o tym, coś tutaj zobaczył i co cię spotkało.
Będę milczał jak pień – obiecał Jakub. Jeszcze raz podziękował starcowi i udał się w drogę powrotną.
Następne dni upływały Jakubowi w radości i szczęściu. Kupił nowy dom z dużym ogrodem, dwa konie oraz piękną dorożkę. Wynajął także służbę, która sprzątała, gotowała, prała. Dotąd zawsze głodny, teraz jadł do syta. W miejscowym kościele mężczyzna modlił się przed cudownym obrazem Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin dziękując, że Bóg i Jego Matka tak bardzo odmienili jego życie na ziemi.
Wkrótce jednak coraz częściej zaglądał do karczmy. Tam upijał się i wszczynał awantury oraz bójki. Obrażał ludzi, urągał im, a biednych wyśmiewał, zapominając o tym, że sam kiedyś należał do ich grona. Przestał nawet uczęszczać do świątyni na niedzielne nabożeństwa. Makowianie pragnęli zrozumieć, dlaczego dotąd spokojny i ułożony Jakub zmienił się w złego człowieka. Chcieli także wiedzieć, skąd nagle wziął tyle pieniędzy. Przecież wcześniej był ubogi.
Pewnego razu kilku mężczyzn zaciągnęło Jakuba do oberży, gdzie upili go, a następnie wyciągnęli od niego odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Wkrótce całe miasto o tym huczało. Nazajutrz biesiadnicy namówili Jakuba, aby ten poszedł z nimi na Srebrną Grapę po dukaty. Gdy przyszli na miejsce, niestety nie znaleźli wejścia do siedziby czarownika.
Oszukałeś nas, ty stary durniu – krzyczał i pienił się ze złości jeden z przybyszów, wymachując rękami. Inni zaczęli Jakuba najpierw tarmosić, a potem bić do upadłego.
To prawda, co wam wyjawiłem, szczera prawda – odezwał się szeptem mężczyzna. Przestańcie, przestańcie – prosił, konając z bólu.
Mieszczanie jeszcze bardziej go okładali, aż w końcu umarł. Wówczas Srebrna Grapa zmieniła się w maleńki lasek, pośrodku którego do dziś przepływa strumyczek łez. Biedak Jakub przemienił się w dęba i sześć razy w roku, co drugi miesiąc o północy przypomina mieszkańcom Makowa, że zginął z rąk drabów. Tych z kolei los zmienił w dziesięć kamiennych fundamentów pod przyszłe zabudowania w pobliżu lasu. Pierwszych dziesięciu osadników właśnie na nich wybudowało swoje domy. Na pamiątkę tego tragicznego wydarzenia mieszkańcy nazwali to osiedle Drabami. Nazwa ta utrzymana jest do dnia dzisiejszego.
Niektórzy mówią, że czarownik żyje nadal na Srebrnej Górze, strzegąc swoich skarbów. I tylko czeka na odpowiedni moment, aby się nimi podzielić z mieszkańcami.
Kazimierz Surzyn
Kazimierz Surzyn, Legendy Podbabiogórskie, Wadowice 2010.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!