Reklama


O kapliczce, w której ponoć straszyło – legenda

20/07/2024 10:26

W kapliczce w Tarnawie Dolnej jakiś czas temu podobno straszyło. Ludzie we wsi mówili, że ciągle tam w nocy coś się błyska, stuka, tak jakby w niej ktoś mieszkał. Drwal Stefan Zadora szedł pewnego razu koło kapliczki do lasu. Przystanął na chwilę. Była pełnia lata. Promienie słoneczne rozsypywały żółcień na góry, lasy oraz łąki. Przepiękny szafir nieba i kolorowe polne kwiaty cieszyły oczy, a także serce. Ptaszki śpiewały arie najpiękniejsze na świecie. Wiatr lekko szumiał wraz ze strumykiem. Zerknął też na tańczące barwne motyle i rozmarzony pomyślał jaki ten świat jest śliczny. Skosztował również dorodnych, smacznych borówek.

 

Reklama
  • Co też ci ludzie wymyślili, przecież tu nic nie widzę, żeby ktoś chodził, ani też tu żył, albo, żeby coś straszyło – dumał nie odrywając oczu od tego miejsca.

  • Ludzie, to potrafią stworzyć bajki – myślał idąc dalej, podziwiając misterność natury.

 

Po pracy bardzo zmęczony poszedł do karczmy prowadzonej przez Żyda Melhera. Lubił piwo toteż je zamówił. Kiedy już je pił, dosiadł się do niego sąsiad Karol Miarka.

 

  • Wiesz, Karolu, to są jakieś bajdy o tym, że w kapliczce, tej na tarnawskim wzgórzu straszy – podjął rozmowę Stefan.

    Reklama
  • A kiedy tam byłeś marudo? - zapytał Karol.

  • Wtedy, gdy szedłem rąbać drzewa w lesie i potem z powrotem, to nic niepokojącego nie widziałem – mówił z przejęciem drwal.

  • E, idź, idź stary, co mi to powiadasz, szedłeś w dzień, a tam przecież straszy tylko w nocy – ripostował sąsiad.

 

Napili się jeszcze po piwie i poszli do swoich chałup. Stefkowi Zadorze nie dawało to wszystko spokoju. Chciał koniecznie wiedzieć czy w kapliczce straszy, czy nie. Toteż odczekał, aż nastanie zmrok i poszedł żwawym krokiem pod kapliczkę. Przyczaił się po drugiej stronie w owsie, tak, że nie było go widać. Czeka i długo nic się nie wydarzyło. Dopiero koło północy coś tam zastukało. Stefan otworzył szerzej oczy, ręce mu zadrżały, a serce biło tak mocno, jak w kościele dzwon.

Reklama

 

  • Jezus Maryjo! - naprawdę straszy.

 

Potem było jeszcze gorzej. Jakaś łuna serbrzysto – złota przeleciała koło kaplicy jeden, drugi, trzeci raz w niewielkich odstępach. Dudniało, brzęczało donośnie. Chłop myślał, że kapliczka zaraz się zawali. Naraz zobaczył, iż w kapliczce ktoś chodzi. Bał się, co będzie dalej. Nie chciał już nic wiedzieć ani słyszeć. Wyskoczył szybko z owsa i jak suseł uciekł z tego miejsca. Jeszcze obejrzał się dwa razy za siebie, czy kto za nim nie biegnie. Uradował się bardzo, kiedy zobaczył swoją chałupę. Zdyszany usiadł na krzesełku, gdyż miał już szczerze dosyć tej wieczornej wyprawy. Umył się i poszedł spać.

Reklama

 

Gdy tylko zaczęło świtać odwiedził sąsiada Karola Miarkę.

 

  • Ty wiesz, że tam w rzeczywistości straszy.

  • No, widzisz, mówiłem ci, to nie chciałeś mi uwierzyć – z przekonaniem odrzekł Miarka.

  • Może pójdziemy razem do proboszcza, żeby nam poradził, co z tą kapliczką jest nie tak? - proponował Stefan sąsiadowi. Na to on powiada:

  • Dobrze, Stefku, razem nam będzie raźniej – przytaknął mu Karol i poszli.

     

    Okazało się, iż proboszcz dawno już o tej sprawie wiedział, ale nic nie mówił, ponieważ nie chciał straszyć parafian. Bał się, aby nie myśleli, że to diabły nawiedzają kapliczkę.

    Reklama

 

  • Najlepszym sposobem na to, aby rozwiązać raz na zawsze ten problem będzie zburzyć tę kapliczkę, a następnie wybudować nową w innym miejscu – powiedział ksiądz do przybyłych na plebanię chłopów.

  • Jak to mamy ją zburzyć? – oburzyli się na te słowa.

  • Przecież to jest święte miejsce. Pan Bóg nam tego nie daruje – dodali po chwili, nie dowierzając proboszczowi.

  • Boga, to wy już zostawcie w spokoju i nie mieszajcie Go do tego – odpowiedział kapłan.

  • Mówię tak dlatego – rozważał dalej proboszcz – gdyż kiedyś jeden pan powiedział mi, iż podobno dawno temu, na miejscu gdzie stoi kapliczka, pochowano jakiegoś człowieka, który wcześniej odebrał sobie życie. Może to on straszy – zastanawiał się wielebny.

    Reklama

 

Mężczyźni ucieszyli się z rady proboszcza. Zrobili dokładnie jak duszpasterz radził. Starą kapliczkę rozebrali, a niżej postawili nową. Od tego czasu nic podobnego się już nie zdarzyło. Czasem dobrze jest posłuchać czyjeś życzliwej rady. Kapliczka nie istnieje – jak mówią najstarsi mieszkańcy Tarnawy, została zburzona podczas budowy drogi, przebiegającej przez wioskę.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Najnowsze wiadomości