Reklama


Marcin Migas oszustwo na budowie ?

13/10/2022 08:25

O Marcinie Migasie w powiecie suskim zrobiło się głośno i to bynajmniej nie z powodu jego dokonań zawodowych. Niedawno ponownie zaczęto o nim mówić i to w mediach ogólnopolskich. Jak sam twierdzi popełnił w życiu wiele błędów, ale poniósł za nie karę, a teraz sam -jak twierdzi – padł ofiarą nieuczciwości innych. Migas zapewnia, że nikogo nie okradł, choć jest o to pomawiany, a zarazem szykanuje się jego najbliższych.

Wiele osób kojarzy Marcina Migasa z pracą w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Suchej Beskidzkiej. Związany był z nią do 2017 roku. Wówczas został zwolniony ze służby, na co -do czego się przyznaje- sam zapracował.

Miałem swoje problemy. Popełniłem błędy  i przyszło mi za nie słono zapłacić. Zostałem skazany przez sąd, co spowodowało, że zostałem zwolniony. Człowiek popełnia błędy i ponosi za nie karę. Ja swoją odpokutowałem. Wyprzedzając pytanie, z powodu pogłosek pojawiających się w sieci, nigdy nie byłem karany z powodu prowadzenia swojej działalności gospodarczej. Ani wtedy, ani obecnie – mówi Marcin Migas, nawiązując do ataków z jakimi się spotyka obecnie, a które wynikają z niezrealizowanych zleceń jakich podjęła się jego firma budowlana. 

Reklama

O tej sprawie dowiedziała się cała Polska w reportażu wyemitowanego przez jedną z telewizji.

Nie dano mi się wytłumaczyć. Chciałem pokazać dokumenty, ale powiedziano, że to niepotrzebne, a potem zrobiono ze mnie złodzieja i oszusta. Nie obchodzi mnie co myślą o mnie ludzie na drugim końcu Polski. Mieszkam w powiecie suskim i tutaj ludzie mnie znają, dlatego zależy mi na wyjaśnieniu prawdy, szczególnie tutaj – zaznacza.

Jak wspomina Marcin Migas, firmę Maja Budownictwo prowadzi od 14 lutego 2019 roku. Zajmuje się ona pracami rozbiórkowymi, remontami i robotami wykończeniowymi.

Reklama

- Od samego początku zatrudniałem inne osoby. Wynikało to z faktu, że choruję na łuszczycowe zapalenie stawów i często przebywam na zwolnieniach lekarskich, jak również w szpitalach. Pracownicy wykonywali remonty przy użyciu mojego sprzętu, natomiast ja kupowałem materiał, zlecałem wykonanie określonych prac oraz wypłacałem uzgodnione wcześniej wynagrodzenia. Swoich pracowników darzyłem ogromnym zaufaniem. Niestety wielokrotnie zawiodłem się na nich. Dlatego musiałem zatrudniać kolejnych. Miały miejsce nawet dwa przypadki, gdzie pracownicy okradli klientów i w tych sprawach toczą się przeciwko nim postępowania karne - wyjaśnia.

Ze słów Marcina Migasa wynika, że jego firma zaczęła przeżywać największe trudności w maju bieżącego roku.

Reklama

- Klienci zaczęli zrywać umowy, gdyż w Internecie zaczęły się pojawiać niepochlebne opinie na mój temat i firmy. Często ich autorami byli moi byli pracownicy – uskarża się Marcin Migas i zauważa, że z tego powodu nie dokończył też kilku zleceń, co zaczęło generować następne problemy. - Wielokrotnie umieszczałem informacje na forum z przeprosinami za problemy oraz prośbę o kontakt na firmowego maila w celu zawarcia ugody. Wiele osób tak zrobiło i większość zostało spłaconych, a część jest w trakcie. Niestety, część osób mimo wielkich nakładów, jakie poniosłem w trakcie wykonywania poszczególnych zleceń oraz zakupionego materiału, zażądała ode mnie zwrotu całych zaliczek, na co nie mogłem się zgodzić. Wtedy zgotowali piekło mi i mojej rodzinie. Zaczęli ne tylko  obrażali nas w internecie, ale i w programie „Interwencja”, gdzie żaden z występujących nie powiedział prawdy co do stanu faktycznie dostarczonego materiału i wykonanych prac Mam świadomość, że ludzie są rozgoryczeni, ale wbrew temu co mówią, nie stworzyłem piramidy finansowej – opisuje przebieg zdarzeń suszanin.

Marcin Migas nie ukrywa, że przyjął kilkaset tysięcy złotych, ale podkreśla, że mówiące to osoby zapomniały dodać, że za tę kwotę kupiono pokaźną ilość materiałów, wykonano cześć prac, a tym samym musiał wypłacić pracownikom wynagrodzenie, zapewnić im transport na plac budowy.

Reklama

- Według niektórych klientów wynagrodzenia pracowników i koszty dojazdu to najmniej istotny element. Trzej bohaterowie programu telewizyjnego podali, że jestem im winny 250 tys. zł. To wierutna bzdura. Po odliczeniu zakupionego materiału, na co mam rachunki, i wykonanych prac pozostaje 80 tys. zł, a to już zupełnie inna kwota. Ze wszystkimi chciałem się porozumieć. Z częścią się udało. O wysokości zobowiązań względem tych osób z którymi nie udało się polubownie załatwić sporu, będą decydowali biegli sądowi i sądy – mówi suszanin, który ponawia apel do osób, od których otrzymał zaliczki, ale wywiązał się z zawartej z nimi umowy. – Jeżeli ktoś czuje się pokrzywdzony przez moją firmę, namawiam do kontaktu mailowego i polubownego załatwienia sprawy. Niestety, z niektórymi osobami nie widzę możliwości innego rozstrzygnięcia sporu, jak za pośrednictwem Sądu. Chodzi mi o bohaterów programu Interwencja. Z każdej budowy posiadam zdjęcia wykonanych prac, a także dowody zakupu i dostarczenia materiału – deklaruje.

Marcin Migas wskazuje również, że z powodu hejtu do jakiego doszło w Internecie, nie otrzymywał zleceń i musiał czasowo zawiesić działalność. Najbardziej ucierpiały na tym osoby, z którymi podpisał ugody, gdyż nie miał środków na zwrot zadeklarowanych kwot pieniędzy. Podkreśla jednak, że obecnie realizuje już kolejne zlecenia i już pod koniec bieżącego miesiąca ponownie będzie spłacał wierzycieli , którzy zawarli z nim ugody.

Reklama

- Tym razem nie zgadzam się już na pobieranie zaliczek, ani na zakup materiałów, a rozliczenia otrzymuję po wykonanym etapie każdego zlecenia, co pozwoli uniknąć jakichkolwiek niedomówień i pomówień – mówi. - Ze swojej strony nadal nawołuje do kontaktu i polubownego załatwienia spraw, nigdy się nie ukrywałem. I nigdy ani nikogo nie obraziłem, ani nie zastraszałem. Mimo problemów z nowymi zleceniami, robię wszystko, aby zawarte ugody doprowadzić do końca i dokonać ich spłaty. Na obecną chwilę nie mogę przekazać wszystkich swoich dowodów do opinii publicznej, które całkowicie zmieniają obraz historii osób pokrzywdzonych z uwagi na trwające śledztwa, ale zrobię to w późniejszym czasie za pomocą środków masowego przekazu – deklaruje.

Z wyliczeń Marcina Migasa wynika, że do tej pory spłacił łącznie około 90 tys. zł. Przyznaje, że sporo musi jeszcze zwrócić. – Udałoby się więcej, ale jak mówiłem, przez hejt i program nie miałem zleceń. Teraz roboty ruszyły i widzę dużą szansę, że do końca roku spłacę wszystkie zobowiązania wobec tych osób, z którymi się porozumiałem. Osoby występujące w programie Interwencji, gdy dowiedziały się, że jedynie sądownie uda się załatwić sprawę, zaczęły poruszać niebo i ziemię, jak i wszystkie możliwe  instytucje, aby mnie sprawdzać i wykończyć, Bardzo utrudnia mi to spłatę, ale się nie poddaje. Podpisując umowy chciałem dać zarobić pracownikom i też naprawić swoje życie, a nie dobijać się kolejnymi problemami – zwierza się Marcin Migas.

Reklama

Dodaje przy tym, że sam padł ofiarą nieuczciwych pracowników, którzy popadli w konflikt z prawem i przez to ściągnęli i na niego kłopoty. - Kiedy zawierałem umowy, miałem już pewne problemy finansowe z przeszłości, o czym informowałem każdego klienta. Otóż, gdy w wyszukiwarce internetowej klient wpisywał moje nazwisko, pojawiały się takowe informacje i żeby uniknąć niepotrzebnych wyjaśnień, mówiłem o tym na wstępie, podobnie jak o rozdzielności majątkowej - zaznacza.

Marcin Migas nie bez powodu porusza wątek osobisty. - Bohaterowie programu Interwencja publicznie grożą zniszczeniem mojej rodziny. Dlatego każde pomówienie, oczernianie mnie, mojej rodziny, nakłanianie do prześladowania, jest sukcesywnie zgłaszane organom ścigania. Z powodu gróźb w tym również tych na forum i już nawet nie anonimowych, szkalowania, byłem zmuszony złożyć zawiadomienia do organów ścigania odnośnie dziewięciu osób. Zaznaczam, że wynikało to głównie z obawy o bezpieczeństwo żony i córki. Nie zależy mi na robieniu z siebie ofiary, ale chcę chronić niczemu winnych bliskich oraz pokazać, że prawo obowiązuje wszystkich – podkreśla Marcin Migas.

Reklama

Informuje, że dom, w którym mieszka z rodziną oraz mamą swojej żony, został zakupiony już w 2011 roku. Koszty w połowie pokryto ze sprzedaży domu rodzinnego jego teściowej, a pozostałą cześć inwestycji sfinansowano z kredytu hipotecznego, a nie jak sugeruje się na forach internetowych „oszukiwania innych osób”.

- Dom należy do mojej żony i jej mamy. Ja w nim tylko mieszkam. Moja żona do tego stopnia traktuje swoją pracę poważnie, że od 2011 roku posiadamy rozdzielność majątkową, aby nigdy nie miała problemów w pracy z powodu choćby opóźnionej raty kredytu z mojej strony. Po drugie, moja żona nigdy nie miała styczności z moją firma, nie podpisywała umów, nie jeździła ze mną na roboty, nigdy nie brała nawet pośredniego udziału w pomocy przy prowadzeniu firmy, nigdy też nie wykorzystywała swojego stanowiska w tym celu – kategorycznie stwierdza Marcin Migas, dementując pogłoski, że jego żona wykorzystuje swoje kontakty zawodowe do chronienia męża. - Prokuratury umarzały postępowania tylko i wyłącznie dlatego, iż nie dopatrywały się znamion przestępstwa po sprawdzeniu przedstawionych przeze mnie dowodów, o których pisałem wyżej – kończy wyjaśnienia Marcin Migas.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama