Pasmo Babiogórskie to nie tylko stały rozdział w albumach z najpiękniejszymi atrakcjami Polski. Autorzy powieści kryminalnych udowadniają, że w cieniu Babiej Góry mogą wydarzyć się historie pełne ponurych tajemnic. Wśród nich jest Michał Zgajewski, którego „Wołanie umarłych” ukazało się w poprzednim miesiącu. Dla czytelników Sucha24 wspólnie z Wydawnictwem Agora przygotowaliśmy konkurs, w którym można wygrać książkę autora z niedalekiego Żywca.
Miłośnicy kryminałów poznali postać Norberta Krzyża, prywatnego detektywa, w dwóch powieściach wydanych w 2024 roku. W debiutanckim „Strażniku Jeziora” oraz następnej części, „Ciemności żyjącej w nas”, Michał Zgajewski zdobył uwagę czytelników umieszczeniem akcji w Żywcu i malowniczych rejonach Żywiecczyzny. W trzeciej odsłonie serii intryga sięga również Babiej Góry i samej Zawoi. Nowi odbiorcy nie muszą jednak poznawać poprzednich tomów – każda historia jest zamkniętą całością.
Egzemplarz „Wołania umarłych” czeka na autora najciekawszej odpowiedzi na pytanie: które jeszcze miejsce w powiecie suskim mógłby odwiedzić Nobert Krzyż podczas zbierania materiałów w sprawie kryminalnej? Propozycje przesyłajcie w mailach o tytule „Wołania umarłych – konkurs” na nasz adres do północy, 29 marca.
„Detektyw Norbert Krzyż otarł się o śmierć i odtąd nie ma zamiaru podejmować się ryzykownych zleceń. Zwłaszcza że jego córka potrzebuje odpowiedzialnego ojca, a nie pokiereszowanego przez życie faceta przed czterdziestką, który nie może się ustatkować.
Sytuacja zmienia się, gdy mroźny Żywiec obiega wieść o samobójstwie znanego w mieście przedsiębiorcy, Mateusza Grochowskiego. Rodzina nieboszczyka nie wierzy, że mężczyzna targnął się na swoje życie. Krzyż wie, że tej sprawy nie będzie mógł zignorować. Zna więcej sekretów tej rodziny, niżby chciał. Ale jeśli to nie samobójstwo, kto miałby życzyć Grochowskiemu śmierci? I dlaczego lokalna społeczność ewidentnie ukrywa coś przed policją?” - czytamy w opisie książki.
Na najpopularniejszym portalu książkowym w Polsce, Lubimy Czytać, średnia ocen „Wołania umarłych” wśród użytkowników wynosi obecnie 7.1. Recenzenci napisali, że „to bardzo wielowątkowa i skomplikowana fabularnie zagadka pozornie typowego samobójstwa” [landrynkowa], a „autor pięknie wplata złowrogie elementy przyrody jak na przykład pejzaż jeziora Żywieckiego i jego złą sławę, co nadaje powieści dramatycznego, a na pewno mrocznego tonu”. [Ficunio].
Sam autor z kolei mówi o swojej najnowszej powieści, że „można czytać podczas podziwiania nocnego nieba albo przy zasłoniętych oknach”. Adam Zgajewski po godzinach spędzonych z Norbertem Krzyżem przygotowuje programy o tematyce filmowej, fascynuje się kinematografią. Na co dzień pracuje w social mediach. Mieszkańcem Żywca został po obronie doktoratu z filozofii w Częstochowie.
Mecenas Radosław Pabiś zjawił się w moim biurze niespodziewanie. Nie widziałem go od prawie pięciu lat i nieszczególnie mnie to martwiło. Ale najwidoczniej prawnik postanowił odnowić starą znajomość.
Zamiast usiąść, zajrzał do jednego z kartonów ustawionych na podłodze. Znajdowały się w nim wyroby, które można określić mianem rękodzieła góralskiego. Ja przysiadłem na skraju biurka i cierpliwie owijałem paczkę folią bąbelkową. Zerkałem na niego spode łba i czekałem, aż przemówi.
Pochylony wyciągnął maskę obrzędową.
– Zmienił pan profesję, panie Norbercie? – zapytał, wpatrując się w ciemnoczerwony przedmiot, który przedstawiał oblicze diabła.
– Pomagam znajomemu. Słabo sobie radzi z handlem online, a teraz jest spory popyt na takie rzeczy.
– Ale z bycia detektywem pan nie zrezygnował?
Pabiś odłożył maskę na miejsce i zajrzał do kolejnego pudła. Jego uwagę przykuła bogato zdobiona ciupaga. Oglądając ją, uśmiechał się do siebie. Wyglądał jak mały chłopiec w sklepie z zabawkami. Nie minęło pięć minut, a facet sprawił, że zagotowałem się w środku. Najchętniej kazałbym mu spierdalać, ale postanowiłem poczekać jeszcze chwilę.
To Pabiś wmanewrował mnie w sprawę zaginięcia Alana Węglarza. Wyszedł z tego taki syf, że na samą myśl jeżyły mi się włosy na głowie. Od tamtych wydarzeń minęło kilka lat i nawet ślepy zauważyłby, że nieopierzony prawnik przeszedł przemianę. To już nie był świeżo upieczony absolwent prawa w źle dobranym garniturze. Stał przede mną cwaniak w drogim wełnianym płaszczu z wielkim złotym zegarkiem na ręku. Ubiór miał świadczyć o tym, że wreszcie mu się udało. Tylko zarost na twarzy wciąż pozostał nijaki. Jak u piętnastolatka.
Odłożyłem paczkę na bok i usiadłem w fotelu.
– Co pana do mnie sprowadza? – spytałem. Chciałem mieć za sobą tę rozmowę.
– Nie co, ale kto. – Położył ciupagę na biurku i w końcu przycupnął na krześle dla interesantów. – Dawna klientka ma do pana sprawę.
– Kto?
– Aneta Grochowska...
– I przysłała pana? Nie mogła sama zadzwonić?
– Nie wiem, czy jest pan tego świadom, ale jej mąż odebrał sobie życie.
Musiałem zrobić głupią minę, bo Pabiś uśmiechnął się dyskretnie.
– Kiedy? – zapytałem.
– W połowie listopada.
Zamyśliłem się na chwilę.
– Rzeczywiście. Na lokalnych portalach pisali o jakimś samobójstwie. Nie skojarzyłem, że chodzi o niego.
– No właśnie. – Pokiwał głową.
Mateusz Grochowski, właściciel firmy komputerowej. W 2018 trochę za nim chodziłem. Aneta podejrzewała go o zdradę. To była pierwsza sprawa po dłuższym urlopie zdrowotnym, na który wyprawił mnie były rzeźnik z Węgierskiej Górki. Facet tak przefasonował moją twarz, że już nigdy nie wróciła do dawnej formy.
Zauważyłem, że Pabiś wpatruje się w bliznę przecinającą mój prawy policzek.
– Ktoś pana nieźle załatwił, panie Norbercie.
– Taka praca – odpowiedziałem. Nie miałem ochoty na wspominki, zwłaszcza w jego towarzystwie. – Co z Anetą? Jak się trzyma?
Pabiś westchnął, jakby rzeczywiście przejmował się losem Grochowskiej.
– Musi zajmować się firmą męża. I oczywiście córeczką. Mała ma siedem lat i bardzo przeżywa śmierć ojca. Pani Aneta nie wierzy, że Mateusz mógł zrobić coś takiego. Chciałaby, żeby ktoś to sprawdził. Dokładnie. Nie tak, jak policja. Nie ufa im... – Pabiś rozpiął płaszcz i spojrzał na czubki swoich świeżo wypastowanych butów. – Pani Aneta nie zwróciła się do pana bezpośrednio ze względu na to, co państwa kiedyś łączyło.
– Wszystko pan wie?
– Jestem pełnomocnikiem Anety, to znaczy pani Anety, więc tak... Wiem wszystko.
– Czy w takiej sytuacji nie lepiej by było poprosić o pomoc kogoś... – Przez moment szukałem właściwego słowa. – Kogoś niezaangażowanego emocjonalnie? Mogę panu podać namiary na specjalistów z okolicy. Na pewno ktoś chętnie to weźmie.
Pabiś pokręcił głową.
– Obaj wiemy, że do takich nieoczywistych spraw pan jest najlepszy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze