Prawdziwa rewolucja szykuje się na drodze prowadzącej do Morskiego Oka. Wożące nią turystów fasiągi mają pokonywać znacznie krótszą trasę i tym samym nie będą już docierać na Włosienicę. Czy zatem turystom, chcącym dotrzeć do schroniska pozostaną tylko własne nogi?
Popularne fasiągi to czterokołowe pojazdy konne używane na Podhalu do przewożenia turystów. Zarobkowo zaczęto je wykorzystywać już w połowie XIX wieku. Wówczas wożono nimi „ponów” z Krakowa do Zakopanego, a sama podróż trwała dwa, a niekiedy nawet trzy dni. Po otwarciu linii kolejowej do Chabówki, w 1884 r., podróż konnym zaprzęgiem skróciła się do jednego dnia, gdyż od tego momentu letnicy zwykle przesiadali się na fasiąg dopiero w Chabówce. Kres temu zakresowi usług położyło oddanie w 1899 roku linii kolejowej pod same Tatry.
Dziś fasiągi znane są głównie jako pojazdy, którymi fiakrzy wożą turystów na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego z parkingu na Palenicy Białczańskiej na parking na Włosienicy, z którego już niemal po płaskim turyści udają się nad Morskie Oko. Dawniej fiakrzy zgodnie z przepisami mogli wieźć na fasiągu 30 osób, potem tę liczbę zmniejszono do 24. Po upadku konia ciągnącego wóz 14 lipca 2009 r. wprowadzono regulaminowy limit 15 osób, a w roku 2014 limit zmniejszono do 12 osób.
Pomimo tych ograniczeń transport turystów fasiągami na tym odcinku wzbudza wiele emocji, a obrońcy praw zwierząt domagają się, by górale zaprzestali tej działalności. W piątek (28 lutego) w siedzibie Tatrzańskiego Parku Narodowego doszło do rozmów między Ministerstwem Środowiska, parkiem, władzami samorządowymi i fiakrami.
Nie tylko przewoźnicy obsługujący trasę do Morskiego Oka zabiegali o utrzymanie transportu konnego, ale także starosta tatrzański oraz wójt Gminy Bukowina Tatrzańska. Dzięki wspólnym ustaleniom udało się zachować tę formę przewozu, jednak w zmienionej formule.
- Transport konny przyjmie charakter kulturowy i będzie funkcjonował na odcinku od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. Wprowadzone zostaną mniejsze wozy, a konie nie będą już środkiem transportu, lecz staną się atrakcją turystyczną. Celem jest, aby przewozy w rejonie Morskiego Oka przypominały te znane z Zakopanego, Doliny Chochołowskiej czy Kościeliskiej, gdzie pełnią rolę atrakcji, a nie podstawowego środka komunikacji – wyjaśnił Szymon Ziobrowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.
- Moment jest historyczny i wyczekiwany. Cieszy mnie to, że doprowadziło nas do tego porozumienie. Konie, które pracują nad Morskim Okiem, będą elementem kulturowym i nie będą świadczyć usług transportu konnego. W praktyce oznacza to zejście z 7-kilometrowego odcinka, na którym dzisiaj pracują do odcinka 2,5 km w dolnym odcinku tej trasy. Konie będą pracowały dużo lżej i będą mniej obciążone. To oczekiwanie społeczne, aby pracowały jak inne konie, które pracują z bryczką osiągamy - przekazała Paulina Hennig-Kloska, minister Klimatu i Środowiska. Dodała, że wielu mieszkańców i turystów podkreślało, że konie są nieodłącznym elementem podhalańskiego krajobrazu i trudno wyobrazić sobie Tatry bez ich obecności. Z szacunku dla tego dziedzictwa podjęto decyzję o zachowaniu transportu konnego, choć w zmienionej formie.
Od dłuższego czasu prowadzone są prace nad wprowadzeniem elektrycznego transportu na bardziej wymagającym odcinku trasy, który stanowił większe obciążenie dla zwierząt. Jednocześnie, chcąc wesprzeć lokalną społeczność, zdecydowano się na kontynuację przewozów konnych, ale na krótszym dystansie. Na odcinku między Wodogrzmotami Mickiewicza a Włosienicą planowane jest wprowadzenie transportu pojazdami elektrycznymi. Nie będzie to jednak standardowy środek komunikacji, lecz forma edukacyjnej podróży, podczas której pasażerowie będą mogli poszerzyć swoją wiedzę o Tatrach i regionie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze