Dawno temu w Grzechyni żył chłop, którego mieszkańcy nazywali Kulaskiem. Był biedny. Miał pięcioro małych dzieci. Aby ich nakarmić musiał pracować ciężko od świtu do nocy w lesie jako drwal. Wycinał drzewa i zwoził je dziedzicowi. Żywił się plackiem z posypką, który piekła mu jego żona Marysia, zapracowana przy potomstwie. Pilnował tego placku bardzo i nie chciał się nim z nikim dzielić.
Pewnego popołudnia, kiedy zgłodniał, przerwał pracę, usiadł na pniaku i jadł ze smakiem placek. Wtedy podszedł do niego jakiś wędrowiec. Pięknie przywitał Kulaska, podając mu rękę. Po chwili powiedział:
Gdy wędrowiec najadł się do syta, nałożył drewno na wóz zaprzężony w dwa konie i zawiózł panu. Do wieczora wszystko było należycie zrobione. Kulasek zaraz poszedł do dziedzica po pieniądze. Pan najpierw pochwalił chłopa za sumienną robotę, a potem sowicie za nią zapłacił.
Chłop nie wiedział, co jest takiego z tym służącym – wędrowcem, ponieważ jest taki robotny, a pieniędzy nie chce wziąć. Kulasek pomyślał, iż postawi nową chałupę, gdyż stara była już mocno wysłużona. Jak postanowił tak uczynił. Chata jego była najpiękniejsza w całej okolicy.
Kulasek i służący dalej razem rąbali drzewo w lesie, a potem odpowiednio przygotowane zawozili dziedzicowi, który ich za pracę bardzo dobrze wynagradzał. Chłop kupił jeszcze dużo gruntu, konia, krowę. I tutaj mógł liczyć na wędrowca, który pomógł mu przy pracach na roli. Kulasek traktował go jak brata.
Wczesnym porankiem chłop zapytał wędrowca:
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!