Wizyta na policji zamiast jajecznicy. Śledzeni przez tajniaków. Zwariowane stopy na najwyższej drodze świata.
Karakorum Highway – droga łacząca Chiny i Pakistan to marzenie każdego autostopowicza. Niestety wydarzenia z kwietnia 2013 roku, kiedy to pod Nanaga Parbat zginęło kilkunastu himalaistów sprawiły, że zrezygnowaliśmy z myśli o wjeździe na teren Pakistanu. Chiński odcinek, jest dopiero przedsmakiem tego, co czeka podróżnych dalej, ale i tak dostarczył nam nie zapomnianych wrażeń. Po kolejnej nocy w zaroślach i arbuzowym śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Najpierw chińskimi moto - przyczepkami, a potem nową Toyotą w której pokonaliśmy ponad 200 km. {gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/1-8{/gallery}
Krajobrazy, jakie zobaczyliśmy podczas tej jazdy zapamiętamy do końca życia. Karakorum Highway wspina się stromymi zakrętami, mając z jednej strony pionową ścianę, a z drugiej przepaść. Mogliśmy zobaczyć na własne oczy, że opowieści o samochodach na jej dnie to nie legendy. Ruch na drodze spory, w końcu to jedyne połączenie lądowe między Chinami, a Pakistanem. Obserwując poczynania kierowców, można przypuszczać że Kubica otworzył tu jakąś szkołę jazdy. Pokonując kolejne niewidoczne zakręty, nieraz z naszych ust płynęły błagalne akty nawrócenia, innym znów razem bardziej niecenzuralne słowa. {gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/9-14{/gallery}
Nasz największy zachwyt wzbudził Mustag Ata wznoszący się bagatela na 7548 m n.p.m.. Wierzchołek oddalony jest zaledwie 20 km, od Highway Karakorum. Podziwiając lodowe cielska spływające z jego szczytu nie dziwi nazwa, która w dosłownym tłumaczeniu ma oznaczać Ojca Lodowych Gór.{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/15-18{/gallery}
Na widok księżycowego otoczenia jeziora Karakul uznaliśmy, że teoria o zmistyfikowanym lądowaniu amerykanów na Księżycu wydaje się być prawdopodobna. Miejsce to wyglądało jak część innej planety. {gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/19-23{/gallery}
Po paru godzinach jazdy lądujemy w mieście Tashkurgan, tutaj Tomek pożycza od miejscowych roweru i pędzi na targ oddalony o parę kilometrów, by zrobić dla nas małe zakupy. Z pełnymi żołądkami jedziemy dalej, mijając kolejne niesamowite górskie scenerie. Samym wieczorem docieramy do wioski oddalonej ok. 40-50 km od Pakistanu. W planach, następnego dnia chcemy dotrzeć do granicy, „pomachać” Pasztuną i ruszyć w powrotną drogę. {gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/24-32{/gallery}
Szukając noclegu zgadaliśmy, gościa na motorze. Jakie było nasze zdziwienie, gdy odpowiedział nam po angielsku. Ponoć nauczył się go, gdy pracował w Urumczi, a teraz mieszka tu na końcu świata. W miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi, niestety nie przez chińską policję – o czym przekonaliśmy się tego wieczora. Panowie w mundurach zgodzili się na nasz nocleg w nowo wybudowanym domu. Niestety w momencie kiedy mieliśmy rozpocząć kolację usłyszeliśmy ostre pukanie do drzwi. Uchyliliśmy je, a tam czekał na nas oddział policjantów, który grzecznie zaprosił nas na komisariat. W pełnej eskorcie (niektórzy mieli nawet broń długą - jakaś chińska odmiana Kałasznikowa) przemaszerowaliśmy na posterunek, gdzie rozpoczęło się przesłuchanie. Po wysłuchaniu, że nielegalnie znajdujemy się w strefie granicznej, szczegółowej kontroli zostały poddane nasze plecaki. Nie obyło się bez odrobiny śmiechu, no bo jak wytłumaczyć za pomocą gestów do czego służą kijki trekkingowe lub tabletki na biegunkę…{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/33{/gallery}
Otrzymaliśmy polecenie natychmiastowego opuszczenia zakazanej strefy. Tłumacząc, że podróżujemy stopem i jest środek nocy więc nas wyjazd jest niemożliwy prawie uzyskaliśmy zgodę na nocleg na komisariacie. Niestety komendant musiał zapytać kogoś wyżej postawionego, który kategorycznie zabronił nam spać pod czujnym okiem chińskiej władzy. Policjanci postanowili zamówić dla nas taksówkę i osobiście za nią zapłacić. W ten sposób przejechaliśmy ponad 80 km do Tashkurgan na koszt chińskiej władzy. Parę godzin spędzonych na komisariacie sprawiło, że zaprzyjaźniliśmy się z policjantami. Niestety w Chinach każda decyzja musi być konsultowana z „górą”, a ta jak wszędzie ma mniej ludzką twarz. W mieście zostaliśmy przekazani na kolejny posterunek, niestety tutaj spotkaliśmy się tylko z urzędową postawą władzy. Tym razem szczegółowym przeszukaniem zostały poddane nasze aparaty fotograficzne. Specjalnie zatrudniony tłumacz, chyba przez godzinę wyjaśniał nam, że mamy spać w hotelu, a nocleg w namiocie będzie uznany za kolejne przestępstwo. W końcu, koło 2 w nocy opuściliśmy komisariat. Idąc przez miasto, naszą uwagę zwrócił dość dziwny ruch jednego z samochodów - jechał za nami bardzo powoli. Kiedy w „śpiącym” pasażerze rozpoznaliśmy policjanta wszystko stało się jasne – jesteśmy śledzeni przez chińską policję. Próbując zgubić niewygodne towarzystwo, weszliśmy do hotelu. Tutaj Tomek po raz kolejny dał popis swoich umiejętności negocjatorsko - lingwistycznych. Stargował cenę o ponad połowę, ale i tak to było dla nas za dużo. Ruszyliśmy dalej w miasto, mając nadzieję, że policja uwierzyła w nasz nocleg w hotelu. Niestety Chińczycy należą do wytrwałych i nie dali się tak łatwo nabrać. Postanowiliśmy więc wejść do jakieś knajpki, aby coś zjeść i spróbować przeczekać. Jedyny lokal jaki był otwarty, okazał się jednocześnie mieszkaniem – na podłodze w najlepsze bawiła się dwójka dzieciaków. Z bogatego menu udało się nam dostać tylko wrzątek z jakimś listkiem – prawdopodobnie herbaty. Gospodarz odetchnął z wielką ulgą, kiedy w końcu opuściliśmy lokal. Niestety „tajniacy” wciąż na nas czekali. Ruszyliśmy do następnego hotelu, który znajdował się na obrzeżach miasta – około godziny drogi. Tutaj chwilę się pokręciliśmy, a że w pobliżu rosły krzaki to ”daliśmy nura”. Tym razem skutecznie udało się nam zgubić naszych „nocnych stróżów”. Wyczerpani (było już około 4 rano) w końcu mogliśmy wskoczyć w śpiwory. Co za dzień, a właściwie noc! {gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/34-35{/gallery}
Następnego ranka wstaliśmy skoro świt i ruszyliśmy w powrotną drogę. Z Tashurgan wywiozła na niewielka ciężarówka, niestety po paru kilometrach zakończyła swoją jazdę. Dla nas zaczęło się oczekiwanie na stopa w „klimacie pustynnych gór”.{gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/36-41{/gallery}
Po godzinie zatrzymuje się para – wystarczyło krótkie spojrzenie na nich i już wiemy, że ten stop będzie niezwykły. Niestety mogą zabrać tylko dwie osoby, los padł na Kasię i Tomka. Ja z Wojtkiem po chwili łapiemy tira, który na zawsze zostanie w mojej pamięci. Była to najbardziej szalona jazda podczas całej pięciomiesięcznej wyprawy. {gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/42-50{/gallery}
Kierowca naprawdę miał „nie po kolei” w głowie. Potrafił wchodzić w niewidoczne zakręty na pełnym gazie. Parę razy myśleliśmy z Wojtkiem, że już po nas. Widok ciężarówki, która parę minut wcześniej zleciała w przepaść nie napawał nas optymizmem. U naszego kierowcy wywołał tylko lekki uśmieszek, który zdawał się mówić „tam jechał jakiś amator”. Podczas tej jazdy zastanawiałem się na poważnie, czy nie rzucić „tego sportu” (stopowania) i zająć się na przykład grą w szachy. W końcu dojeżdżamy do punktu kontrolnego – tutaj mieli na nas czekać Kaśka i Tomek. Nie ma ich, a przecież wyjechali dużo przed nami. Pytani policjanci potwierdzają: żadni Polacy dziś tędy nie przejeżdżali. Nie odpowiadają na smsy. Czy coś im się stało? W końcu po dwóch godzinach są! Ich stop, też był niezwykły. Jechali, jak to określił Tomek: z modern hipisami. Po drodze zaliczyli jazdę na motorze, imprezę nad jeziorem, jazdę konną, zdążyli opróżnić butelkę whisky, zjeść kurze łapki i odwiedzić jurtę. A ty się człowieku zastanawiająco się dzieje?! J {gallery width="250" height="300" }news/2014/kwiecien/azja8/51-59{/gallery}
W następnej części:
Czy uda się wjechać do Tybetu? „Milionowa” wioska na pustyni. Sami zgłaszamy się na policję. Pustynne klimaty.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze