Wydarzyło się to na ziemi jordanowskiej w II połowie XIX wieku. Żyła tam wtedy rodzina żydowska Frydmanów, która prowadziła sklep. Można było w nim kupić prawie wszystko: żywność, sprzęt gospodarstwa domowego, zegarki, lampy naftowe, tkaniny, nici, igły, guziki itp. Senior familii Wawrzyniec razem z zatrudnionym pomocnikiem Marcinem co tydzień wyjeżdżali na jarmark do Czarnej Skomielnej, aby tam sprzedawać towary. W tym czasie interesu w sklepie doglądały Marianna, żona Wawrzyńca z córką Małgorzatą.
Pewnego dnia wczesnym rankiem Wawrzyniec z Marcinem załadowali towar na wóz. Następnie zaprzęgli do niego dwa Siwki i pojechali na targ. Po przybyciu na miejsce zbudowali stragan i ułożyli w nim rzeczy do sprzedania. Ludzi było bardzo dużo, ale towar jakoś nie schodził. Większość klientów oglądała tylko wyroby pytając o cenę i ewentualne jej obniżenie.
- Ile kosztuje ten kołowrotek? – zapytał starszy jegomość w długim płaszczu. -50 złotych – usłyszał w odpowiedzi.
- To za drogo – westchnął. – No, to bierz pan za 45 – rzekł Wawrzyniec. – Dam 40 złotych – powiedział starzec. – 42 złote, więcej opuścić nie mogę – stanowczo odpowiedział Żyd. Widocznie cena przypadła do gustu mężczyźnie, gdyż zgodził się i kupił kołowrotek.
Około południa do straganu podszedł młodzieniec ubrany na czarno.
- Chciałbym kupić zegarek damski – powiedział lekko zdenerwowany. Wawrzyniec pokazał mu cały zestaw zegarków i poprosił mężczyznę, aby ten dokonał odpowiedniego wyboru. Potem zajął się kobietą, która pragnęła nabyć czerwoną chustkę do okrycia głowy. Korzystając z zamieszania chłopak rozglądnął się dookoła i myśląc, że nikt go nie widzi schował zegarek do kieszeni i już chciał uciekać, aż tu nagle złapała go za kark czyjaś ręka. Okazało się, iż bystry Marcin odgadł już wcześniej niecne zamiary młodzieńca.
- Oddaj zaraz zegarek, złodzieju, bo zawiadomię straż miejską – ostrzegał mężczyznę Marcin.
- Ja, ja – bełkotał młodzieniec - ja chciałem ofiarować ten zegarek mojej dziewczynie na urodziny. Ale nie mam pieniędzy, aby za niego zapłacić – żalił się ze wstydem.
- No, dobrze – wtrącił się Frydman. Zegarek dostaniesz, ale nie dzisiaj. Musisz na niego zapracować. Jeśli chcesz, przyjdź jutro do naszego sklepu. Będziesz nam pomagał. W oczach chłopca dostrzec można było łzy radości. – Oczywiście przyjdę i będę pracował solidnie – oznajmił. Żyd wręczając mu wizytówkę powiedział: -Widzisz, chłopcze, tylko życiem uczciwym możesz dojść do czegoś wielkiego. Nie kradnij więcej – dodał Wawrzyniec i nawet się do niego uśmiechnął. Młodzieniec podziękował i w skrusze serca odszedł.
Gdy nastawał zmierzch, kupiec ze swym pomocnikiem zapakowali na wóz resztę niesprzedanego towaru i ruszyli do domu. Gdy przejeżdżali leśnymi zarębkami, nie wiadomo kiedy, wybiegli rabusie i zastawili im drogę. Marcin chciał widłami ich przestraszyć, ale jeden z nich ugodził go nożem w serce. Zginął na miejscu. Zbóje nie chcieli więcej przelewać krwi, więc wyładowali cały dobytek z wozu, a Wawrzyńcowi kazali jechać dalej.
Mężczyzna w podzięce za uratowanie mu życia ufundował figurkę św. Anny. Usytuowana jest ona w ogrodzie, wśród lip, przy ulicy Józefa Piłsudskiego w Jordanowie.
Kazimierz Surzyn
Źródła:
K. Surzyn, Legendy Podbabiogórskie, Wadowice 2010.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!