29 maja świat turystyki górskiej ze smutkiem przyjął wiadomość o śmierci niezwykle zasłużonej dla tego ruchu, a w szczególności dla PTTK Oddział "Ziemi Babiogórskiej" im. prof. dr Walerego Goetla w Suchej Beskidzkiej – Marii Skrbeńskiej. Wspomnienia ze współpracy z nią, jej zaangażowaniu i serdeczności pozostaną jednak na długie lata w pamięci tych, którzy mieli okazję z nią współdziałać. W gronie tych osób jest znakarz szlaków Andrzej Danel.
- Babcia Marysia, czyli oficjalnie Pani Maria Skrbeńska, to określenie niezwykle zasłużonej osoby związanej z historią działalności suskiego oddziału PTTK, a które powstało dość spontanicznie podczas rozmowy z moim kolegą o niezwykle sympatycznej pani o charakterystycznym i rozpoznawalnym wyglądzie, która czuwała nad sprawami suskiego oddziału, która zawsze tam była odkąd pamiętamy i która tworzyła niezwykły klimat idei PTTK-owskich, po prostu taka „dobra babcia” – Babcia Marysia – mówi Andrzej Danel.
Dzisiejszy mieszkaniec Budzowa wspomina, że po raz pierwszy spotkał Panią Marię we wrześniu 1995 rok. Był wtedy uczniem I klasy suskiego Liceum Ogólnokształcącego. - Pamiętam ten moment doskonale. Udałem się do oddziału PTTK z prośbą o przyjęcie mnie, a ściślej mówiąc przepisanie się z oddziału żywieckiego, w którym rozpocząłem moje członkostwo w PTTK. Najpierw chciałem się zapytać w jaki sposób mogę to zrobić i czy wszystkie formalności załatwię tu w Suchej. Budynek PTTK znajdował się kilka kroków od suskiego ogólniaka i w tamtym czasie był czynny od poniedziałku do piątku między 10:00 a 12:00, więc niepostrzeżenie w czasie długiej przerwy wymknąłem się na moment ze szkoły aby, jak się później okazało związać się z tym oddziałem nieprzerwanie do dnia dzisiejszego – opowiada.
Wszedłem do budynku i stanął przed wielkimi drzwiami z tabliczką Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze oddział w Suchej Beskidzkiej. Zapukał, po czym ostrożnie otworzyłem drzwi, gdzie na końcu pokoju, na tle wielkiej szafy, za biurkiem siedziała starsza pani, z pofalowanymi śnieżnobiałymi włosami i skromnym, naturalnie serdecznym uśmiechem. - Z zainteresowaniem oderwała się od przeglądania leżących na stole dokumentów. Przywitałem się i od razu poczułem, że miejsce w którym się znalazłem emanuje niesamowitą atmosferą, w której można było poczuć ducha górskiej turystyki, właśnie taką jaką sobie w tamtym czasie wyobrażałem i w jakiej chciałbym kontynuować przygodę z PTTK. Teraz po latach uważam, że ten specyficzny klimat w znacznej mierze była zasługą Pani Marysi – dzieli się przemyśleniami Andrzej Danel.
Jak wspomina budzowski znakarz został przez Marię Skrbeńską serdecznie przyjęty. - Porozmawialiśmy trochę o moim dotychczasowym członkostwie w żywieckim oddziale, o tym gdzie się uczę, jakie mam plany związane z turystyką, o zdobywaniu kolejnego stopnia odznaki GOT i po załatwieniu formalności z członkostwem wróciłem na lekcje. Minęło kilka miesięcy i nieoczekiwanie w szkole dostałem informację, że ktoś z PTTK szukał mnie i prosił o kontakt. Zaskoczony, znowu na przerwie udałem się do oddziału, a tam Pani Marysia jakby już na mnie czekała i w swój sposób zaczęła mówić o rajdzie organizowanym przez oddział od wielu lat na Koskową Górę – wspomina tamten dzień. Nestorka turystyki pytała Andrzeja Danela czy chciałbym się na niego wybrać lub może ktoś z jego klasy lub szkoły też miałby na to ochotę, że na pewno będzie wtedy ładna pogoda i, że po prostu to świetna okazja żeby miło spędzić sobotni wiosenny dzień. - Opowiadała to w taki sposób, że ani przez chwilę nie miało się wrażenia, że chce na mnie „wymusić” uczestnictwo w tym rajdzie, tylko z każdym jej zdaniem wyobrażałem sobie jak idę na Koskową Górę z kolegami i już nie mogę się doczekać tego wydarzenia. Taka właśnie była Pani Marysia, zresztą jej zdolność do „negocjacji” w sprawach udzielania się w suskim oddziale sprawiła, że nie wiedzieć jak i kiedy wciągnąłem się w jego działalność – opisuje naturalność przyciągania ludzi jaki posiadała Maria Skrbeńska.
Andrzej Danel najpierw zdobywał kolejne punkty na stopnie GOT (Górska Odznaka Turystyczna) aż w pewnym momencie Pani Marysia stwierdziła, że to już czas żeby sam zdał egzamin na przodownika GOT (uprawnienia do potwierdzania i weryfikowania punktów do GOT), bo przecież przodownicy… są potrzebni w oddziale. W międzyczasie Pani Marysia zabierała go na odbiory prac znakarskich, żeby niepostrzeżenie po kilku latach zostać znakarzem górskich szlaków turystycznych. - Stopniowe angażowanie mnie w sprawy corocznych organizacji prac znakarskich spowodowały, że w zasadzie sam się zastanawiam kiedy przekazała mi swoją pałeczkę, aby kontynuować po Niej utrzymanie sieci szlaków turystycznych, którymi opiekuje się suski oddział PTTK. Zawsze odbywało się to bez poczucia przymusu, że ja „muszę” lub powinienem coś zrobić. Zresztą nie trzeba mnie było do takiej działalności namawiać bo już od czasów szkoły podstawowej chciałem właśnie w taki sposób przyczynić się do aktywności w PTTK, a Pani Marysia jakby czytała w moich myślach i kiedy uważała że już nadszedł ten czas odsłaniała przede mną kolejne tajniki szeroko pojętej turystyki – wspomina Andrzej Danel, który z Marią Skrbeńską przewędrowałem po górach setki kilometrów razem. Podczas tych wycieczek uczył się od niej turystyki górskiej, co zaowocowało zapisaniem się na kurs i zdobyciem uprawnień Przewodnika Beskidzkiego. - Niesamowite było w tym to, że „nauka” ta nie była relacją nauczyciel – uczeń, tylko wręcz przeciwnie, chciała słuchać mnie, wplatając w to swoje wspomnienia z jakże bogatego doświadczenia turystycznego niejako naprowadzając mnie (wówczas młodego turystę) w jaki sposób myśleć o górach, jak chodzić po górach i jak być pokornym w stosunku do gór. Ona po prostu miała taki dar, że słuchając jej człowiek nieświadomie nabierał wiedzy i doświadczenia – opisuje.
- Z perspektywy kilkudziesięciu lat działalności zarówno przewodnickiej jak i znakarskiej myślę sobie, że może i byłem „podatnym gruntem” ale jednak to właściwe ziarno zasiała Pani Marysia, właśnie wtedy gdy 28 lat temu na przerwie między lekcjami po raz pierwszy zobaczyłem za biurkiem w suskim oddziale PTTK tą sympatyczną panią po prostu „Babcię Marysię” – mówi, oddając hołd Marii Skrbeńskiej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze