Wyzwolenie obozu
Niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz I utworzony został przez ówczesne władze hitlerowskie w 1940 roku i był głównie obozem pracy przymusowej, stanowił też centrum zarządzania. 2 lata później powstał w pobliżu obóz Auschwitz II - Birkenau, pierwotnie obóz koncentracyjny, potem miejsce masowej eksterminacji, w którym uśmiercano w komorach gazowych, a następnie palono zwłoki w krematoriach. Auschwitz III Monowitz (Monowice) założono w 1942 roku, jako obóz pracy przymusowej w zakładach Buna – Werke koncernu IG Farben. Obóz Auschwitz – Birkenau był największym niemieckim obozem koncentracyjnym oraz ośrodkiem zagłady w okupowanej przez hitlerowców Polsce. Nazywany „fabryką śmierci”. Stanowił miejsce najokrutniejszych kaźni, w którym więźniów uśmiercano cyklonem B, a następnie palono w krematoriach, a także na stosach. W Auschwitz – Birkenau i w związanych z nim podobozach zginęło około 1, 1 – 1,5 miliona więźniów 29 narodowości, w tym około 1 mln Żydów, około 70 tysięcy Polaków, około 21 tysięcy Romów i Santi, około 14 tysięcy sowieckich jeńców wojennych i około 12 tysięcy więźniów innych narodowości m.in.: Czechów, Węgrów, Białorusinów, Jugosłowian, Francuzów, Niemców, Austriaków.
Obóz Auschwitz – Birkenau został wyzwolony przez żołnierzy Armii Czerwonej, a w szczególności 60. Armię 1. Frontu Ukraińskiego, która w wale z hitlerowcami nacierała lewym brzegiem Wisły, od Krakowa w kierunku okręgu przemysłowego Górnego Śląska. Główny udział w operacji oświęcimskiej wzięli żołnierze z 454 Pułku Strzeleckiego z 100 Lwowskiej Dywizji Piechoty pod dowództwem generała majora Fiedora Michajłowicza Krasawina. W sobotę 27 stycznia 1945 roku, po przełamaniu obrony cofających się oddziałów niemieckich, obóz Auschwitz – Birkenau został wyzwolony około godziny 15.00. W obozach około 7,5 tysiąca więźniów doczekało wyzwolenia. Około 600 byłych więźniów zmarło w szpitalach mimo intensywnej opieki medycznej.
Oddajemy Hołd, Cześć i Pamięć Wszystkim Ofiarom Auschwitz – Birkenau i innych niemieckich obozów!
Relacje więźniów
Julian Likus urodził się 1 stycznia 1920 roku w Chrzanowie. Od 1947 roku był mieszkańcem Zembrzyc. Ukończył zasadniczą szkołę zawodową i wiele kursów o profilu budowlanym. W czasie okupacji hitlerowskiej pracował od 1940 roku we Wrocławskiej Firmie Budowlanej „Bohn und Hudik”. W roku 1941 wraz z grupą robotników został oddelegowany do Kombinatu Chemicznego Buna Werke, koncernu I.G. Farben w Oświęcimiu. Tam pracował na obiekcie E-708, przy prefabrykacji nowych elementów betonowych, wraz z zespołem, który tworzyli robotnicy cywilni oraz więźniowie obozu Auschwitz oznaczeni jako Komando nr 99. Wśród nich byli Żydzi z Polski, Czech, Węgier i Turcji.
18 czerwca 1959 roku Julian Likus złożył oświadczenie w Państwowym Muzeum Auschwitz ( Tom 3, str. 293-301, Ośw./Likus/113 Nr Inw. 29816), w którym czytamy m.in.: „Nazwisk więźniów nie pamiętam, gdyż często się zmieniali. W 1941 roku więźniowie pracujący na terenie kombinatu doprowadzani byli z obozu pieszo, zazwyczaj szli oni boso, a drewniaki ubierali dopiero w czasie pracy. W 1942 roku, dokładnej daty nie pamiętam, zaczęto więźniów przywozić koleją. Przypominam sobie, że w 1942 roku jeden z więźniów usiłował uciec, ale został ujęty. Osobiście widziałem, jak więźnia tego SS-mani bili, a następnie pędzili za rowem, szczując go psami. Wypadek ten miał miejsce obok agregatora kwasu solnego. Wiosną 1944 roku poznałem się z więźniem Janem Tomczykiem. W czasie pierwszej naszej rozmowy zaproponował, abym dopomógł mu w zorganizowaniu ucieczki. Informował się jednocześnie, czy mogę przygotować jakieś ciężarowe auto. Największą trudność sprawiało nawiązanie kontaktu z kimś, kto mógłby dysponować ciężarowym autem i nie byłby zbyt ściśle kontrolowany. Po żmudnych poszukiwaniach porozumiałem się z szoferem Tadeuszem Zalewskim, który dowoził do kombinatu materiały budowlane”.
Julian i Tadeusz, aby umożliwić więźniom ucieczkę, prace przygotowawcze rozpoczęli od przeróbki wnętrza samochodu ciężarowego marki „Mann”, wykonując w nim stosowne skrytki. 4 maja 1944 roku o godz. 12. pięciu więźniów w jednym z baraków zakładu, w przygotowanym schowku pod podłogą ukryło obozowe pasiaki, przebierając się w ubrania cywilne. We wspomnianym oświadczeniu Likus powiedział: „ Przebrani uciekinierzy podeszli do samochodu i pozorując ładowanie pustych skrzyń znikali jeden po drugim. Trzech więźniów ukryło się w skrzyni na drzewo opałowe, a dwóch w skrzyni na narzędzia, która znajdowała się pośrodku platformy od dołu. Kiedy wszyscy uciekinierzy zajęli swoje miejsca, do samochodu podszedł szofer i wspólnie dokonaliśmy ostatecznych uzupełnień i zamaskowaliśmy kryjówki. Samochód jechał w kierunku Oświęcimia, następnie Kęt. Więźniowie zostali dowiezieni do miejscowości Kobiernice koło Bielska. Samochód zatrzymał się w lesie, gdzie na zbiegów czekało dwóch nieznanych mi mężczyzn. Ja również wysiadłem i rowerem powróciłem do Oświęcimia”.
Kilkanaście dni później uciekinierzy zostali ujęci i przewiezieni do obozu w Monowicach. Jeden z więźniów nie wytrzymał terroru podczas przesłuchania i ujawnił, iż w ucieczce pomagał im Likus, a także kierowca Zalewski oraz Józefa Hankus, która, jako pracownica cywilna zatrudniona w budynku E-199 na terenie kombinatu, dostarczała więźniom dokumenty stwierdzające ich nową tożsamość.
13 października 1944 roku w czwartek około godziny 9. hitlerowcy aresztowali Juliana Likusa podczas pracy w zakładzie i odwieźli do obozu w Auschwitz. Najpierw do baraku Oddziału Politycznego, a następnie do bloku 11, gdzie został zamknięty w ciemnicy celi nr 20. „W celi tej - wspomina Likus - przebywałem przez 4 dni, nie otrzymując żadnego pożywienia. W czwartym dniu zostałem z ciemnicy wyprowadzony do umywalni (na parterze bloku 11), gdzie zostałem ostrzyżony i przebrany w obozowe ubrania. Przypominam sobie, że na drugi dzień po moim aresztowaniu w piątek 14 października 1944 roku w godzinach rannych usłyszałem na korytarzu w podziemiach jakieś krzyki i szamotania. W krzyczącym rozpoznałem Tadeusza Zalewskiego, szofera, który dopomógł więźniom w ucieczce, następnie przeniesiony zostałem do celi 19. przesłuchanie odbywało się w drewnianym baraku Oddziału Politycznego. W czasie śledztwa było 5-ciu SS-manów oraz więźniarka Żydówka pełniąca rolę tłumaczki... ponieważ odmówiłem składania zeznań, rozpoczęto mnie bić specjalnymi pejczami, kopać itd. W czasie następnych przesłuchań potwierdziłem zeznania uciekinierów... Po pewnym czasie zostałem wywołany na korytarz i odczytano mi wyrok. Za pomoc w ucieczce zostałem skazany na dożywotni pobyt w obozie koncentracyjnym. W bloku 11 przebywałem około 7 tygodni. W celi 19 pozostał na ścianie wykonany w czasie mojego pobytu kalendarz, na którym zaznaczyłem dzień przesłuchania i ogłoszenia wyroku. Otrzymałem nr obozowy 20001900. Jakie były losy Józefy Hankus i Tadeusza Zalewskiego po ich aresztowaniu, nie wiem”.
6 grudnia 1944 roku Juliana Likusa przeniesiono z Auschwitz do Birkenau, zaś końcem tego miesiąca do obozu w Buchenwaldzie. Tam przebywał do końca wojny. Wkrótce po wyzwoleniu obozu, w kwietniu 1945 roku amerykańscy chirurdzy wykonali mu operację krwiaka.
Po wojnie Likus powrócił do Chrzanowa. Wykonywał zawód budowlańca. Pracował w Oświęcimiu i w Zembrzycach. Tutaj poznał Anielę, z którą zawarł związek małżeński w 1947 roku. Odtąd zamieszkał na stałe w Zembrzycach.
Obozy koncentracyjne pozostawiły spore piętno w zdrowiu i psychice Juliana Likusa. Bał się mundurowych m.in.: policjantów i wojskowych. Z biegiem lat ujawniły się poważne uszkodzenia ucha środkowego i kolan spowodowane - jak stwierdzili lekarze z Krakowa na czele z dr Kłosińskim, należącym do Międzynarodowej Organizacji do spraw Leczenia Uwięzionych w Obozach Hitlerowskich - biciem w głowę i staniem w zimnej wodzie podczas licznych przesłuchań w obozie, przede wszystkim w Auschwitz. Były też lęki i dreszcze na widok dymu, który przypominał mu krematorium. Tak wyglądało życie człowieka, który pragnął pomóc innym w cierpieniu, sam stając się ofiarą ideologii niemieckiej.
Julian Likus zmarł 1 maja 1986 roku w Zembrzycach. Cześć Jego Pamięci!
Szczepan Matuszyk, mieszkaniec Zembrzyc, urodził się 21 grudnia 1919 roku. „Pochodzę z Tarnawy Dolnej. Przed wojną pracowałem w miejscowym zakładzie wojskowym, który później spłonął. Od lipca 1939 roku pełniłem służbę u księdza infułata w Krakowie. Gdy wybuchła wojna, wróciłem do domu, do Tarnawy. Nasza wieś należała do III Rzeszy, a graniczące z nią Zembrzyce do Generalnej Guberni. Aresztowała mnie żandarmeria niemiecka 30 grudnia 1942 roku. Zabrano mnie najpierw do Mucharza, a stamtąd zostałem przewieziony do Bielska na Gestapo. Tam podczas licznych przesłuchań byłem bity. Wraz z innymi więźniami zamknięto mnie w piwnicy. Następnie musieliśmy maszerować na plac „kryminal polizai” i siedzieliśmy tam w celach przez całą noc. Byliśmy bardzo głodni, rany bolały, ale najbardziej bolał strach. Z Bielska przewieziono nas do obozu w Auschwitz. Najpierw przeprowadzono nas przez główną bramę obozową. Jeden z niemieckich oficerów odczytał nam, że zostaliśmy skazani na pobyt w obozie pracy. Następnie zaprowadzono nas do niewielkiego pomieszczenia umywalni. Tam Niemcy kazali nam rozebrać się do naga i umyć zimną wodą. Później wszyscy zostaliśmy ogoleni do łysa. Dali nam tzw. „pasiaki”, czyli ubrania dla więźniów. Jako więzień polityczny otrzymałem numer 85257. Przetransportowano nas do bloku na tzw. kwarantannę, gdzie przebywaliśmy dwa tygodnie. Po tym czasie przeszedłem na blok nr 2. Potem przewieziono nas na Comando Bauhow. Tutaj pracowałem przy wyładowywaniu z wagonów towarów budowlanych. Sami musieliśmy gołymi rękami dźwigać tarcicę, wapno, cegłę. W obozie w Auschwitz o piątej rano była pobudka. Wtedy gnano nas do umywalni. Było zimno, woda lodowata. Na śniadanie dostawaliśmy litr herbaty i kawałki chleba. Później wychodziliśmy na plac i czekaliśmy na apel, który odbywał się zawsze bez względu na pogodę i porę roku. O godzinie siódmej wychodziliśmy do pracy. Beczki z zupą przywożono w południe. Pożywienie to nazywano „lura - zupa”. Pracowaliśmy do godziny szesnastej. Wieczorem znowu był apel. Za każdym razem liczono więźniów. Staliśmy na baczność, bez czapek. Po apelu kazano się rozejść na bloki. Kolację wydawano o dziewiętnastej. Dostawaliśmy ćwiartkę chleba, kawałek sera lub margaryny. O godzinie dwudziestej drugiej zaczynała się cisza nocna. Najgorzej było zimą. W blokach panował chłód. Byliśmy zmęczeni, głodni, zziębnięci, paraliżował nas strach. Pamiętam, jak w obozie w Auschwitz zabrano nas (kilku więźniów z jednego bloku) i zaprowadzono na plac. Nie wiedzieliśmy, że mamy być zagazowani. Czuliśmy jednak, iż dzieje się coś niedobrego. Wywołano nas (nasze numery). Niemcy byli szczególnie nieprzyjemni. Zaprowadzono nas przed blok, gdzie ludzie byli gazowani. Do końca nie wiedzieliśmy, co się szykuje. Nagle przyszedł Niemiec z jakimś dokumentem. Odprowadzono nas z powrotem do bloku. Jeden z więźniów, (z innego bloku), przyniósł nam bochenek chleba, w którym umieszczona była kartka z treścią „mieliście być zagazowani, lecz przyszło zawiadomienie z Berlina, żeby to odwołać”. Opatrzność czuwała nad nami. Cudem uniknęliśmy śmierci. W obozie w Auschwitz przebywałem od 31 grudnia 1942 roku do 19 września 1944 roku. Później przewieziono mnie do obozu w Mauthausen, w Austrii. Byłem w nim aż do wyzwolenia tj. do 5 maja 1945 roku. Trochę inaczej było w tym obozie niż w Auschwitz. Po przybyciu do Mauthausen ulokowano mnie w jednym z 30 drewnianych baraków. Otrzymałem numer 102022. Chodziliśmy codziennie do pracy do kamieniołomów. Stanowiliśmy transport, przenosząc kamienie na ramionach. Policzyłem było tam 186 schodów. Wynosiliśmy kamienie na plac obozowy, skąd były zabierane i transportowane w głąb Niemiec. W listopadzie 1944 roku zostaliśmy przewiezieni do Winer Najschtad, stanowiącej filię obozu Mauthausen. Tam pracowaliśmy przy reperacji hali oraz budowie łodzi. Wyzwolili nas żołnierze amerykańscy. W obozach przebywałem z więźniami różnych narodowości. Byli wśród nich Niemcy, Francuzi, Grecy, Żydzi, Romowie, Norwegowie, Rosjanie. Dzieliliśmy wspólny czas. Nie było między nami żadnych różnic. Jedni byli słabsi inni silniejsi. Kiedy było bardzo ciężko, jeden drugiego pocieszał, podtrzymywał na duchu. Pomagaliśmy sobie, dzieliliśmy się chlebem. Czasem nawet wspólnie śpiewaliśmy, opowiadaliśmy o swoich rodzinach. Każdy miał nadzieję, że jakoś dotrwamy do końca. Niektórzy nie przeżyli. Najbardziej prześladowano Żydów. Inni w tym Polacy, też nie mieli lekko. Było ciężko, bardzo ciężko, więźniowie chorowali, byli bici, wiele godzin trwały apele (czasem na mrozie). Wielu współtowarzyszy niedoli zginęło podczas masowych egzekucji. Młodzi ludzie wyglądali jak starcy. Byli wychudzeni, posiadali zmarszczki na całym ciele. Czasem ktoś płakał. Zawsze w trudnych chwilach pomagaliśmy sobie wzajemnie. I to chyba pozwoliło nam przetrwać. Przy każdej okazji dziękuję za to Bogu. Po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów wróciłem do Tarnawy. Byłem w domu, bardzo szczęśliwy. Ludzie nie wiedzieli, jak to było naprawdę w obozie. Opowiadałem im o tym, co przeżyłem, płakaliśmy i cieszyliśmy się, że jest koniec wojny”.
Wiersz upamiętniający
Auschwitz – Birkenau
Na rampie wyładowczej
dzieci i dorośli.
Ci z prawej zostali
na prace ponad siły
eksperymenty medyczne
tortury rozstrzelania
piekło głodu.
Z lewej szli od razu
do komór
na zagazowanie
czarne dymy
rozsiane prochy
a my pochylamy
głowy w zadumie.
Ocaleni
wychudzeni do kości
z zapadniętymi oczami
upodleni.
Bolą serca
Pękają skały
Ściany płaczą
Krzyczą Pomniki
Modlitwa
Biała róża
Znicz Pamięci
Hołd na wieki!
Kazimierz Surzyn
Źródła:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze