Powiedzenie mówi, że nie od razu Kraków zbudowano. Mieszkańcy zawojskiego osiedla Chopy uważają jednak, że budowa kanalizacji sanitarnej w tej części wioski trwa zdecydowanie zbyt długo, a przy tym inwestycja nie została należycie zaplanowana i tym samym przygotowana.
- W marcu rozkopano nam osiedle i pociągnięto nitki kanalizacji. Jednak od tego czasu nie zostały wpięte domy do kanalizacji, bo nie ma prądu w przepompowni na osiedlu Chopy. Czy nie jest tak, że inwestor powinien uzgodnić podłączenie przed rozpoczęciem budowy? – skarży się jeden z mieszkańców Zawoi. Utyskuje, że dopiero teraz próbuje się znaleźć sposób na podłączenie. Tymczasem mieszkańcy nie mogą dokończyć porządkowania wykopów, bo za kilka lub kilkanaście tygodni będzie robione przyłącze energetyczne. – To już trwa tak długo, a komunalka dawno już chodziła podpisywać umowy, a mieszkańcy dalej muszą czekać i nikt im nie powie do kiedy – żali.
Prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Budownictwa w Zawoi, Krzysztof Warmuz informuje, że sprawa tylko z pozoru wydaje się prosta. Wspomina, że za podpięcie prądu do przepompowni odpowiada firma, która zajmuje się budową kanalizacji. – Projekt jest realizowany w formie „zaprojektuj i wybuduj”. Przyłącz leży w gestii tej firmy, która się tym zajmuje. Mamy wstępną umowę i zgodę od energetyki na podpięcie się. Problem w tym, że ktoś nie chce się zgodzić na udostępnienie działki. Nie możemy nikogo do niczego zmusić. Były zgody, ale zostały wycofane i trzeba od nowa projektować przyłącz. Energetyka ma dwa lata czasu na to, ale może zrobi to szybciej – mówi Krzysztof Warmuz.
Prezes zawojskiego PGKiB przypomina, że budowa przepompowni także nie przebiegała sprawnie, gdyż nikt nie chciał mieć jej na swoim terenie. W końcu zdecydowano się wykonać ją na gminnej działce, ale pojawił się problem z prądem. – Powstały cztery przepompownie, ale ta jest najważniejsza, bo bez niej pozostałe nie ruszą. Obsługuje całą nitkę do centrum – zauważa.
Krzysztof Warmuz nie ukrywa, że problemów jakie wystąpiły na Chopach jest dużo więcej. Czasami mieszkańcy od razu stają okoniem i nie godzą się na położenie rur na terenie swojej nieruchomości, a innym razem –co jest chyba jeszcze gorsze – wycofują zgodę gdy plany są już zrobione. – Tak było w centrum Zawoi. Osiem domów nie zostało podpiętych po właścicielka jednej działki wycofała zgodę i projekt trzeba było wyrzucić do kosza. Gdy zrobiliśmy nowy, to pani zmieniła zdanie, ale było już za późno i osiem domów pominięto – mówi. Dodaje, że niektórzy oczekują finansowej rekompensaty za udostępnienie działki pod rury. – Każdy chciałby być przyłączony do sieci, ale nie chce mieć głównego kolektora na swojej działce. Gdybyśmy mieli płacić, to inwestycja kosztowałaby nie 40, a 100 mln zł. Tylko, że wtedy cena za odbiór ścieków byłaby co najmniej dwa razy wyższa bo ktoś musiałby za to zapłacić. Błędne koło – puentuje prezes Warmuz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze