19 listopada, zmarł w wieku 81 lat, Stanisław Motowidło, mieszkaniec Zawoi, którego życie najlepiej opisywały słowa: społecznik, muzyk, strażak ochotnik, aktywista, śpiewak i człowiek oddany innym. Taki skrót jednak nie oddaje ogromu jego działalności ani wyjątkowej osobowości, którą przez dziesięciolecia znała i ceniła cała społeczność.
Pan Stanisław urodził się w 1944 roku, w trudnych czasach II wojny światowej, jako trzeci z sześciorga dzieci Bernadetty i Romana Motowidłów. Dorastał na Śpikówce, wysoko pod Kiczorą, gdzie nieurodzajna ziemia nie pozwalała rodzinie utrzymać się z gospodarstwa. Dlatego bardzo wcześnie zaczął szukać pracy – terminował u kowala i kołodzieja, choć od początku wiedział, że jego droga powinna prowadzić dalej. Z determinacją podnosił swoje kwalifikacje, co ostatecznie pozwoliło mu zostać kierownikiem kina w Zawoi, a następnie – aż do emerytury – kierownikiem piekarni Gminnej Spółdzielni „SCh”.
Jeszcze bogatsze było jego życie społeczne. Jako uczeń szkoły w Suchej Beskidzkiej zetknął się z rówieśnikami grającymi amatorsko muzykę i to spotkanie odmieniło jego życie. Zaczął uczyć się gry na instrumentach – klawiszowych, saksofonie, klarnecie, lecz przede wszystkim na ukochanej trąbce. Na początku lat 70. wstąpił do reaktywowanej Orkiestry Dętej w Zawoi, w której szybko stał się jednym z filarów. Ufundował dla niej puzon, prowadził naukę gry na instrumentach dętych i uczył zapisu nutowego. W 1999 roku wybrano go kierownikiem orkiestry – funkcję tę pełnił przez siedem lat, w okresie jej największych sukcesów.
Zapamiętany został także jako człowiek, który potrafił dostrzec talent w innych i – jak wspominają członkowie orkiestry – nieraz podać pomocną dłoń. Jedno z takich wspomnień dotyczy Wielkiej Soboty 1985 roku, kiedy widząc młodego chłopca zainteresowanego trąbką, pożyczył mu własny instrument i podręcznik, odwiedzał go w domu i wspierał w pierwszych krokach. Po kilku miesiącach zaprosił go do orkiestry – i dla wielu był tak samo życzliwym przewodnikiem.
Jego aktywność nie kończyła się na muzyce. Jako członek orkiestry został także strażakiem OSP Zawoja Centrum, gdzie angażował się w życie jednostki. Przez lata służył też w zawojskiej parafii jako lektor, kantor, przewodnik pielgrzymów na kalwaryjskich ścieżkach i osoba, która modlitwą oraz śpiewem żegnała zmarłych z lokalnej społeczności. W chórze parafialnym śpiewał basy, wielokrotnie uświetniając uroczystości kościelne.
Miał również wielkie serce. Choć nie mówił o tym głośno, podejmował się adopcji na odległość dzieci z krajów afrykańskich, regularnie przekazując im wsparcie finansowe. Robił to cicho, z potrzeby serca, bez oczekiwania na podziękowania.
Za swoje zaangażowanie w 2018 roku został uhonorowany tytułem „Zasłużony dla Gminy Zawoja”.
Stanisław Motowidło odszedł w dniu świętej Cecylii – patronki muzyków kościelnych. Dla tych, którzy go znali, to symboliczny znak. Wierzą, że dziś stoi już w sekcji basów niebiańskiego chóru albo gra na trąbce w rajskiej orkiestrze, patrząc z góry na tych, dla których muzyka zawsze była jego darem.
Społeczność Zawoi żegna człowieka, który całe swoje życie przeżył dla innych. Pozostawił po sobie wdzięczność, wspomnienia i muzykę, która – jak wierzą jego bliscy – rozbrzmiewa teraz w niebie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze