Poważny problem ma część mieszkańców Jordanowa. Na należących do nich działkach zadomowiły się bobry, które niszczą nieruchomości i stwarzają zagrożenie. Problem jest poważny, ale władze miasta same niewiele mogą w tej materii zrobić, bo zwierzęta te są nietykalne!
Poważny problem ma część mieszkańców Jordanowa. Na należących do nich działkach zadomowiły się bobry, które niszczą nieruchomości i stwarzają zagrożenie. Problem jest poważny, ale władze miasta same niewiele mogą w tej materii zrobić, bo zwierzęta te są nietykalne!
Niedawno donosiliśmy o zadomowieniu się bobrów w Stryszawce w Suchej Beskidzkiej. Te jednak, przynajmniej na razie, nie uprzykrzają życia mieszkańcom. W Jordanowie sytuacja wygląda zgoła inaczej, na co na sesji Rady Miasta zwrócił uwagę Krzysztof Cieżak, informując, że te zwierzęta osiedliły się w potoku płynącej wzdłuż odnogi ulicy Kopernika, stanowiącej łącznik pomiędzy ul. gen. Maczka i drogą krajową. – W dwóch miejscach wybudowały tamy i woda wylewa się na działki. Zasmakowały w drzewkach, w tym owocowych. Połamały je i z tego zrobiły tamy – pożalił się radny Krzysztof Cieżak.
Mówiąc o bobrach radny zwrócił się do burmistrza z prośbą, aby ten wystosował w tej sprawie pismo do PGW Wód Polskich. – Jak się nie mylę bobry są pod ochroną, ale trzeba coś z nimi zrobić. Sami tych tam przecież nie będziemy rozbierać – zaznaczył radny Cieżak. Zauważa, że tylko w bajkach są to miłe stworzenia, a w rzeczywistości to bardzo duże zwierzęta, a posiadane przez nich ogony na każdym robią wrażenie. – Może trzeba przegonić. Rok temu wybudowały tamę 100 metrów wyżej, ale już jej nie ma. Jak burmistrz napisze pismo do Wód Polskich, to może bardziej posłuchają, choć to dziwna i trudna instytucja – mówił radny Cieżak.
- Temat jest nam znany. Bobry nie wystąpiły o wycinkę drzewa. Robią to samowolnie – odpowiedział półżartem burmistrz Andrzej Malczewski. Już z pełną powagą zaznaczył, że problem jest poważny i wystąpił już do Wód Polskich. Dodał, że bobry są pod ochroną i podjęcie wobec nich jakichkolwiek działań bez zgody odpowiednich instytucji mogłoby narazić miasto na bardzo wysokie kary finansowe. – Monitorujemy to, próbujemy pospieszać, ale ta instytucja działa jak działa – oświadczył burmistrz. Wskazał, że po wystąpił z pismem zaraz po interwencji mieszkańców, a Wody Polskie, choć minęło 30 ustawowych dni nie udzieliły odpowiedzi. A tymczasem problem narasta, bo bobry podgryzając i tym samym ścinając kolejne drzewa spowodowały, że doszło do uszkodzenia ogrodzenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze