Zawodnicy Zapaśniczego Uczniowskiego Klubu Sportowego Siła Mysłowice trenują nie tylko na macie. Są przy tym zapalonymi morsami i to ekstremalnymi. Kilka dni temu, mając na sobie jedynie buty, skarpety i krótkie spodenki, próbowali zdobyć Babią Górę. Bez powodzenia. Grupa w porę zawróciła, kierując się zdrowym rozsądkiem.
Trener Siły przede wszystkim jest strażnikiem miejskim. Jak tłumaczy ekstremalne morsowanie to hobby. Wyprawa na Babią Górę nie była pierwszą. W góry wychodzi z zawodnikami nawet dwa razy w miesiącu. Ma już na koncie 10 wycieczek tego typu na różne szczyty w Beskidach Śląskim i Żywieckim. Za każdy razem przebiega ona podobnie. W górę jej uczestnicy podchodzą, a w dół po prostu biegną, by zmusić ciało do wysiłku, a tym samym wytwarzania ciepła.
W wycieczce na Babią Górę trenerowi towarzyszyło dwóch jego zawodników Sebastian Pudełko i Gabriel Kontny. Nie mieli jednak tyle szczęścia do pogody, co inny członek Siły Łukasz Krakowiak. Temu ostatniemu dane było stanąć na szczycie Diablaka w samych szortach. Trójce morsów już nie. Musieli zawrócić. Jak zauważają pogoda była tak zła, że nawet będąc w pełni ubranym wchodzenie na wierzchołek byłoby obarczone ogromnym ryzykiem.
Niech postawa zawodników Siły Mysłowice będzie przestrogą dla innych amatorów ekstremalnego morsowania. Jak zawsze, najważniejsze jest bezpieczeństwo.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Kolejni pasjonaci ale ogarnięci w porę użyli rozumi
Kolejni pasjonaci ale ogarnięci w porę użyli rozumi