Po Suchej Beskidzkiej prawdopodobnie grasuje truciciel. Jego ofiarą padają wolno żyjące koty, ale zagrożone są również domowe pieszczochy, bo nie wiadomo, gdzie wykładana jest karma z trutką. Zwierzaki padają jak muchy. Konają w strasznych mękach.
O sprawie zawiadomiła nas Joanna Frydel z Suchej Beskidzkiej. Koło budynku w centrum miasta (w sąsiedztwie komendy policji), w którym kobieta wynajmuje mieszkanie, do niedawna kręciło się 8 kotów. Teraz została tylko połowa z nich. Pierwszego martwego zwierzaka znalazły dzieci Joanny Frydel. Bardzo to przeżywały, więc kobieta nie powiedziała im, gdy natknęła się na drugie i trzecie kocie zwłoki. Ale świadkami śmierci czwartego zwierzęcia znów były jej dzieci. Młody, zaledwie trzy- lub czteromiesięczny kociak skonał w ogrodowej altance. – Serce mi pękło, gdy się o tym dowiedziałam. Komu zawiniło to bezbronne kocię? Jak można coś takiego robić? Zagrożone są nie tylko bezdomne zwierzęta, ale wszystkie domowe czworonogi. Mam rasowego psa, co będzie, jeśli znajdzie i zje tę trutkę? Sąsiedzi też mają zwierzęta – z płaczem mówi Joanna Frydel.
Kobieta jest zdeterminowana, by sprawiedliwość dopadła osobę, która truje koty. Ma podejrzenia kto to robi, ale najpierw chce sprawdzić, jaką substancję zjadły zwierzaki. – Skontaktowałam się z Animal Patrolem z Warszawy. Powiedzieli, że przyjadą we wtorek i zabiorą tego ostatniego kotka na sekcję zwłok. Sama za nią zapłacę, bo nie mogę się pogodzić z takim okrucieństwem – zapewnia Joanna Frydel. – Chcę też przestrzec mieszkańców Suchej, by uważali na swoje czworonogi. Chodzi tu wiele osób z psami, są też domowe, wychodzące koty. Każde z tych zwierząt może paść ofiarą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze