Reklama


Szymon Gospodarczyk: Trzymam kciuki za Romka Ficka i wiem, że osiągnie swój cel

13/06/2020 11:20

528,9 km i 21 130 metrów przewyższenia - tyle wskazał GPS Szymona Gospodarczyka, gdy zakończył swoją 19-dniową wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim. - Zawsze gdzieś z tylu głowy miałem to marzenie, tylko brakowało czasu. Pamiętajcie, że warto spełniać marzenia - mówi Szymon Gospodarczyk.

Pandemia koronawirusa sprawiła, że rajdowy samochodowy mistrz Polski Szymon Gospodarczyk na chwilę porzucił rolę pilota Miko Marczyka i ruszył w podróż najdłuższym w Polsce szlakiem, Głównym Szlakiem Beskidzkim. - Decyzja, że idę zapadła na 4 dni przed wyjazdem. Na szczęście kilka tygodni przed wyjściem na szlak zacząłem biegać 10-12 km dziennie co świetnie przygotowało moje nogi na tak długą wędrówkę. Czułem się trochę jak na Dakarze, bo moim zadaniem codziennie było przejść z punktu A do punktu B, coś zjeść, zrobić pranie i się zregenerować. Niczym innym nie musiałem sobie zaprzątać głowy - przyznaje Gospodarczyk, który w swoich mediach społecznościowych szczegółowo opisywał każdy z etapów dodając przy okazji bardzo interesujące ciekawostki historyczne związane z danym miejscem.

Najwięcej nerwów kosztowały go pierwsze cztery dni, ale bynajmniej nie z powodu trudności pokonywanych etapów. - Obawiałem się spotkania z niedźwiedziem. Przez to w nocy ciężko było mi zasnąć, szczególnie, że ślady „misia” widziałem dość często. Kiedy wyszedłem z Komańczy byłem już wyluzowany - dodaje.

Reklama

- Cieszy mnie fakt, że ani razu nie miałem takich myśli: po co mi to było, nie dam rady, wszystko mnie boli. Codziennie rano kiedy wstawałem czułem euforię, że za chwilę znowu będę na szlaku. Codziennie planowałem kolejny etap, nigdy nie myślałem o kilku etapach do przodu, nawet nie sprawdzałem prognozy pogody na 2 dni do przodu. Na 19 dni w górach tylko jeden był całkowicie deszczowy kiedy szedłem z Krościenka nad Dunajcem na Turbacz - mówi Gospodarczyk.

Z kolei najbardziej swoiskim, domowym etapem był ten z Turbacza do rodzinnego miasta Szymona Gospodarczyka, czyli do Jordanowa. Przypadł on nomen omen na dzień 1 czerwca, czyli dzień dziecka. Wtedy to dołączyli do niego Miko Marczyk oraz brat Kuba. - Ruszyłem z Turbacza po 7. Spodziewałem się pięknych widoków, niestety był niski pułap chmur. Po chwili usłyszałem, że zbliżam się do ludzi z przeciwka. To był Kuba z Miko. Wstali po 5 wyszli po mnie przynosząc przy okazji pyszne jedzenie z domu - opisuje Szymon Gospodarczyk. Etap ten miał się początkowo zakończyć w Jordanowie, lecz ostatecznie trójka podróżników udała się 4 kilometry dalej do Bystrej Podhalańskiej.

Reklama

Następnego dnia Szymon spotkał na trasie Romka Ficka, który przygotowuje się do pobicia rekordu GSB. Ficek planuje go przebiec poniżej 100 godzin. - Spotkaliśmy się, kiedy schodziłem z Babiej Góry do schroniska na Markowych Szczawinach. Romek ma na to ułożony plan w głowie i myślę, że jest to całkiem realne. Widać, że wie co robi i nie rzuca słów na wiatr. Już nie mogę się doczekać, żeby śledzić jego poczynania w trakcie pokonywania. GSB. Jedyny minus jaki widzę w jego planie to brak czasu na podziwianie widoków. W miejscach widokowych spędzałem bardzo dużo czasu, jadłem, leżałem i podziwiałem piękno gór. Trzymam za niego mocno kciuki i wiem, że osiągnie cel - mówi Szymon Gospodarczyk.

 

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama