Reklama


Szymon Gospodarczyk: Dziwne uczucie, gdy rano przed domem nie widzisz swojej rajdówki

30/01/2020 18:46

Powoli tradycją w Jordanowie stają się dwie rzeczy. Po pierwsze cały Jordanów trzyma kciuki, gdy Szymon Gosoodarczyk jedzie w Rajdzie Dakar (wcześniej przez cały sezon Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski oczywiście również). Po drugie tuż po powrocie z Dakaru, Gospodarczyk pojawia się w swojej rodzinnej miejscowości i dzieli się swoimi wrażeniami z tego najsłynniejszego na świecie rajdu. Nie inaczej było w minioną sobotę, tradycyjnie w Domu Strażaka w Jordanowie, gdzie Gospodarczyk opowiadał o trzeciej z rzędu dakarowej historii.

Przez długi czas wydawało się, że w tym roku Szymon Gospodarczyk ponownie pojedzie polarisem wraz z Meksykanina Santiago Creel Garza Riosą. - We wrześniu okazało się, ze Santiago nie ukończy budowy nowego samochodu. Zacząłem działać, bo wierzyłem, że pojadę po raz trzeci w Dakarze. P ytałem się, czy ktoś nie potrzebuje pilota. Kolejnym kierowcą, z którym mogłem pojechać był kolega z Arabii Saudyjskiej. Ostatecznie nie pojechał w rajdzie. W końcu zadzwonił do mnie Aron Domżała i zapytał czy nie zostanę koordynatorem jego zespołu. Wstrzymałem się z odpowiedzią przez dwa tygodnie licząc, że pojawi się jakaś oferta. Taka nie przyszła, więc zgodziłem się na propozycję Arona. Tymczasem następnego dnia skontaktował się ze mną Patrice Garroust z propozycją pilotowania kierowanej przez niego ciężarówki. Mało tego, dwa dni później propozycję złożył mi jeszcze Marco Piana, który jechał polarisem - mówi Gospodarczyk i dodaje: - Reasumując, przez długi czas nie miałem żadnej oferty, a w końcu było ich nawet za dużo. Wykonałem pracę dla Arona, pojechałem z Patricem, więc wszystko dobrze się skończyło. 

Francuz Patrice Garroust nie był anonimowy dla Gospodarczyla. - Poznaliśmy się w 2015 podczas rajdu w Hiszpanii, potem spotykaliśmy się przy okazji innych rajdów. Wiedziałem, że jest szybkim kierowcą, a ciężarówka to moim zdaniem idealne auto dla niego. Patrice to twardy gość, o czym najlepiej świadczy sytuacja z Rajdu Abu Dabi. Podczas pierwszego etapu dachował, w kabinie zerwała się gaśnica, która złamała mu rękę. Patrice jechał dalej, lecz już jako pilot. Dopiero po rajdzie, który trwał pięć dni, założono mu gips. Gdyby wcześniej poszedł do lekarza, to musiałby wycofać się z rajdu - mówi Gospodarczyk.

Reklama

Jazda ciężarówką była tymczasem dla jordanowianina totalną nowością. - Kiedy oglądałem relacje z Dakaru, to zawsze uważałem, że właśnie jadąc ciężarówką można czerpać z rajdu największą frajdę. Skoki po wydmach muszą wyzwalać mega adrenalinę i już po fakcie mogę to potwierdzić - powiedział Gospodarczyk i dodał: - Ciężarówka Tatra to solidna konstrukcja. Została zbudowana dziesięć lat temu i nie była od tamtego czasu modyfikowana. Można powiedzieć, że stoi w miejscu, ale tak szybki kierowca jakim okazał się Patrice, potrafił osiągać z nią duże prędkości. Niektórzy Czesi śmiali się, że jedziemy takim staro-dawnym autem. Mimo to potrafiliśmy wygrywać na odcinkach z nowszymi ciężarówkami. Ogromna radość panowała wtedy zwłaszcza u naszych mechaników, gdy na mecie pojawialiśmy się przed Macikiem czy Soltysem. Wspomniani dwaj Czesi jechali też Tatrą, tylko dużo młodszą.  Nasza Tatra miała 1000 KM, posiadała 16 biegów do przodu i dwa do tyłu. Przydawały się one zwłaszcza na wydmach, kiedy to używaliśmy ich wszystkich - powiedział Gospodarczyk. 

- Ciężarówką jedzie się zdecydowanie szybciej. Polaris może rozpędzić się do 130 km/h, ale rzadko osiągał taką prędkość i musiał mieć do tego odpowiednie warunki: płaskie, twarde podłoże. Tymczasem nasza Tatra w każdym terenie osiągała maksymalną prędkość 140 km (taki był limit narzucony przez organizatora - przyp. red). Kolosalną różnicę między polarisem i ciężarówką widać było przy hamowaniu. Inaczej hamuje się 9-tonową ciężarówką, inaczej ważącym dziewięć razy mniej polarisem. Z tego powodu czułem większą odpowiedzialność - przyznał.

Reklama

Obok Gospodarczyk i Garrouste"a, w Tatrze jechał jeszcze mechanik, Czech Petr Vojkovsky. - W kabinie rozmawialiśmy po angielsku, żeby Patrice wszystko rozumiał. Od 3 etapu mieliśmy zamontowaną dakarową kamerę. Na jednym z końcowych etapów była ona sprawdzana i wśród osób, które to robiły, zapanowało zdziwienie, dlaczego ze sobą nie rozmawiamy o życiu, przygodach itp. Tymczasem na filmie widać, gdy coś mówię, a w kabinie panuje pełne skupienie. Wytłumaczyłem, że jesteśmy tu po to, żeby się ścigać i na tym się koncentrujemy. Przypominałem też wszystkim co 45 minut, żeby się napili - wyjaśnia Szymon Gospodarczyk.

Zanim załoga Garroust/Gospodarczyk/Vojkovsky wyruszyła na trasę Dakaru, musiała zaopatrzyć się w... nowy akumulator. - To był pierwszy dzień naszego pobytu w Arabii. Poszedłem z Patricem na biwak, gdzie miała być nasza ciężarówka. Okazało się, że nasze akumulatory były totalnie rozładowane i nie nadawały się do naładowania! Około trzech godzin zajęło nam znalezienie nowego. Kupiliśmy na zapas jeszcze jeden i tak w pierwszym dniu ominęły nas testy. Pojechaliśmy na nie drugiego dnia - to był 50-kilometrowy odcinek. Wszystko zadziałało i mogliśmy spokojnie czekać na start rajdu. Wieczorem czekał nas odbiór administracyjny pojazdu, szkolenie medyczne np. co zrobić w przypadku, gdy ugryzie nas wściekły pies, skorpion czy wąż. Nikt nie doradzał tego, co można zobaczyć w westernach, żeby ssać rany, lecz należało przemywać je i wzywać pomoc. Jeżeli w zespołach były kobiety, to informowano, żeby chodziły zakryte, nie w krótkich spodenkach. Taki ubiór mógł sprowadzić niebezpieczeństwo zwłaszcza na prowincji. Kolejnego dnia spałem do godziny 14, następnie mieliśmy oficjalny briefing, przywitanie i otrzymałem pierwszą książkę, a w niej 30 kartek z poprawkami! Tu trzeba zaznaczyć, że organizator przygotował książkę (roadbook) w czerwcu, a my jechaliśmy dobre kilka miesięcy później. W tym czasie z różnych powodów np. przez ulewne deszcze, trasa mogła się całkowicie zmienić - wyjaśniał Gospodarczyk.

Reklama

Jedną z nowości tegorocznej edycji Rajdu Dakar było to, że książkę z opisami trasy piloci nie zawsze otrzymywali dzień przed odcinkiem. - Z jednej strony można się było wyspać, ale z drugiej to była stresująca okoliczność i cały czas myślałem, jak będzie wyglądał kolejny odcinek. Kiedy książkę otrzymywałem kwadrans przed startem, wówczas mogłem ją tylko szybko przewertować i na tym koniec. Takie rozwiązanie miało spowodować, że niektóre ekipy pozbawiały się "handicapów" - niektórzy, gdy otrzymywali książki poprzedniego dnia, robili im zdjęcia i wysyłali do tzw. "map menów", a ci mieli całą noc, żeby narysować trasę z dodatkowymi informacjami. W sytuacji, gdy książki otrzymywaliśmy "za pięć dwunasta", to pilot głównie decydował, gdzie kierowca powinien jechać - dodał jordanowianin.

- Co było celem na Dakar 2020? Na podstawie prognoz, że najlepsi kierowcy naszą Tatrą mogliby przyjechać w okolicach dziesiątego miejsca sądziłem, że super osiągnięciem będzie znaleźć się w czołowej dwudziestce. Wiedziałem, że Patrice jest bardzo szybkim kierowcą, ale okazało się, że przy tym jest bardzo inteligentny. Potrafił co prawda czasami robić stresujące rzeczy, ale z perspektywy czasu mogę przyznać, że trzeba też podejmować w Dakarze ryzyko. Nie pochwalałem np. tego, że kiedy wyprzedzaliśmy jakąś ciężarówkę, to Patrice z Petrem przybijali sobie piątki i się przez dłuższy czas cieszyli. Nie mogłem pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji, byłem skupiony na trasie bo wiedziałem, że np. za chwilę przed nami będzie wielka przepaść - mówi Gospodarczyk.

Reklama

Szymon Gospodarczyk każdego dnia dzielił się swoimi spostrzeżeniami z Dakaru na swoim profilu w mediach społecznościowych, zamieszczał tam również filmiki, które przybliżały ten najtrudniejszy na świecie rajd. - Pierwsze sześć etapów różniło się od sześciu ostatnich. Inna była sceneria, inne wymagania. Obawiałem się, że Dakar w Arabii Saudyjskiej będzie przypominał ten sprzed roku z Peru. Miło się rozczarowałem. Na trzy odcinki przed końcem zaczęliśmy już bardziej patrzeć w tabelę wyników wiedząc, że mamy szansę znaleźć się w pierwszej dziesiątce - dodał.

Tegoroczny Dakar niestety zakończył się tragicznie dla dwóch motocyklistów: Portugalczyka Paulo Goncalvesa oraz Holendra Edwina Stravera. Goncvales zginął podczas siódmego etapu, a Edwin miał wypadek na 11 odcinku - po nim cały czas znajdował się w stanie krytycznym i został nawet przetransportowany do swojej ojczyzny. Stamtąd kilka dni temu nadeszły jednak informacje o jego śmierci. - Byliśmy zadowoleni z wyniku osiągniętego podczas siódmego etapu, ale radość przyćmiła informacja o Paulo. Na początku nie chciałem w to wierzyć, sądziłem, że to jakaś plotka. Kiedy jednak ta informacja do nas dotarła, zaczęliśmy się zastanawiać po co my to robimy, po co jedziemy... - mówi Gospodarczyk.

Reklama

W Dakarze 2020 wzięło udział wielu Polaków. - Generalnie wszyscy Polacy sobie pomagali. Kiedy miałem bóle głowy, to Rafał Marton polecił mi sprawdzone przez siebie lekarstwa. Podczas briefingów Polacy stali obok siebie, rozmawialiśmy o przeżyciach na odcinkach, spekulowaliśmy, co może się wydarzyć następnego dnia - przyznał jordanowianin.

- Najbardziej niesamowite w Dakarze jest to, że kiedy się zaczyna, to o niczym innym nie myślisz. Nie martwisz się, czy wysłałeś list, zapłaciłeś rachunki czy zrobiłeś zakupy. Miałem dobrze nawigować, dojechać do mety, zjeść kolację, przygotować książkę na następny dzień, zasnąć i od rana ruszyć na kolejny odcinek. Przez dwa tygodnie nic mnie nie interesowało, nie wiedziałem, co się na świecie dzieje. Dla mnie nieprawdopodobnym uczuciem było to, że po powrocie do domu budzę się i nie mogę znaleźć swojej rajdówki przed domem... - dodał na zakończenie Szymon Gospodarczyk.

Reklama

Podczas spotkania w jordanowskiej OSP nie zabrakło także i podziękowań od mieszkańców rodzinnej miejscowości Szymona Gospodarczyka. Prezes OSP Jordanów Adam Nizioł przekazał pamiątkową tabliczkę z gratulacjami za ukończenie Dakaru i zdobycie tytułu mistrza Polski w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski, Andrzej Śliwa przekazał kalendarz "Jordanów-Moje Miasto". Gospodarczyk zaś jeszcze długo po prawie dwugodzinnej prelekcji rozdawał autografy, pozował do zdjęć i chętnie odpowiadał na ostatnie, dodatkowe pytania.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama