Dwa dni morderczego etapu Chrono mają za sobą uczestnicy 47. Rajdu Dakar. - Chyba nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak wymagającym wyzwaniem - przyznał pilot z Jordanowa, Szymon Gospodarczyk.
Benediktas Vanagas i Szymon Gospodarczyk (GURTAM TOYOTA GAZOO RACING BALTICS) zajęli bardzo dobre, dziesiąte miejsce w dwudniowym etapie Chrono liczącym aż 992 kilometrów i tym samym przesunęli się na czternastą pozycję w klasyfikacji generalnej. Trasę drugiego etapu Rajdy Dakar pokonali w 11 godzin, 19 minut i 55 sekund. Do zwycięskiej pary Rokas Baciuska/Oriol Mena (Mena był pilotem Eryka Goczała na poprzednim Dakarze - przyp. red.) stracili niecałe 26 minut.
- To był wykańczający etap. Wczoraj przejechaliśmy 626 kilometrów i było bardzo trudno. Na trasie mieliśmy mnóstwo krótkich wydm, które kończyły się pionową przepaścią. Utknęliśmy na nich. Kilka razy lądowaliśmy na nosie, dlatego przód naszego samochodu nie wygląda teraz najlepiej. Podczas jednego z lądowań złapał mnie skurcz w lewej łydce i nie mogłem przez długi czas wyprostować nogi. Pierwszą część etapu kończyliśmy już po zmroku, bez świateł, więc cieszę się, że udało nam się dojechać na biwak. Mimo to byliśmy w czołówce, nikomu nie udało się dojechać dalej - pisze w swoich mediach społecznościowych, Szymon Gospodarczyk.Reklama
Dojechanie do miejsca postojowego było trudne, ale spędzenia tam nocy było również sporym wyzwaniem.
- Dostaliśmy od organizatora namiot, karimatę, śpiwór i rację żywnościową, którą odpowiednio sobie rozłożyliśmy. W nocy było bardzo zimno, więc dobrze, że mieliśmy śpiwory w teorii utrzymujące ciepło do -25 stopni Celsjusza. Warunki były nieco spartańskie, na środku pustyni wiał mocny wiatr, ale taki jest klimat Dakaru i odcinka 48H Chrono - dodaje Gospodarczyk.
Także dziś nie zabrakło wielu trudnych momentów dla pary Vanagas/Gospodarczyk.
- Dzieje się tutaj tak dużo, że nie jestem w stanie wszystkiego zapamiętać. Zmienialiśmy dziś koło, ale to jest tego typu etap, gdzie każdy ma jakieś problemy i trzeba po prostu minimalizować straty. Teraz auto trafia do naszych mechaników, którzy muszą przygotować je do kolejnych dni rajdu. Jesteśmy zadowoleni z tego, że jesteśmy na mecie, a czas jest całkiem niezły. To dopiero drugi etap, a już jest bardzo ciężko. Nawigacja w samochodzie najwyższej kategorii jest bardzo intensywna i wymaga absolutnego skupienia non stop. To duża różnica, chociażby w porównaniu do kategorii Challenger, gdzie startowałem wcześniej - podsumował Gospodarczyk.
Bardzo aktywny w mediach społecznościowych jest Benediktas Vanagas.
- To dopiero początek Dakaru, a ja nie wiem, jaki jest dzień tygodnia czy miesiąca. Kiedy zaczęliśmy wczoraj odcinek, to przez pierwsze siedemdziesiąt kilometrów musieliśmy jechać na pół gwizdka. Wszędzie dosłownie stał kurz. Niewiele brakowało, a rozbilibyśmy się na wydmach jak Carlos Sainz. Nie czułem się też najlepiej, dobrze, że miałem ze sobą tabletki. Następnego dnia musieliśmy zmieniać koło, kilka razy się zgubiliśmy, a ja wciąż nie czułem się najlepiej. Na Dakarze jest jak w życiu, wszystko się może zdarzyć i się dzieje. Ważne jest, żeby myśleć i cierpliwie wykonywać nakreślony plan. Jak na razie, przynosi to efekty - czytamy w mediach społecznościowych Litwina Benediktasa Vanagasa.
Na wtorek zaplanowano trzeci etap Rajdu Dakar i trasę liczącą 793 kilometrów z Biszy do Al Henakiyah.
ZOBACZ TAKŻE:
PROLOG RAJDU DAKAR 2025 - 03.01.2025
1 ETAP RAJDU DAKAR 2025 - 04.01.2025
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze