Kino wróciło do Suchej Beskidzkiej po 19 latach nieobecności w wielkim stylu. Już w drugim roku od otwarcia sala kinowa w Centrum Kultury i Filmu była jedną z najpopularniejszych w Polsce! Kto po prawie trzech latach działalności placówki nazwanej na cześć jednego z najsłynniejszych reżyserów pozostał nadal sceptyczny, ten... najwyraźniej jeszcze nie odwiedził Centrum.
Ostatnie napisy końcowe w Smreku wyświetlono w czasach, gdy największymi hitami były Władca Pierścieni: Dwie wieże oraz pierwsza zekranizowana część Pottera. Przez ten czas wyrosło pokolenie, które budynek kina kojarzyło wyłącznie z siecią sklepów z biedronką w logo. Tak długa absencja obiektu kinowego w ponad 80-tysięcznym powiecie zniknęła wraz z otwarciem największej realizacji na terenie powiatu suskiego po 1989 roku. Uroczyste przecięcie wstęgi nastąpiło jednak w najgorszym okresie dla branży kinowej. Epidemia koronawirusa spowodowała, że już następnego dnia suskie kino musiało się zamknąć przez kolejny lockdown w całej Polsce.
W 2022 roku Centrum Kultury i Filmu pod przewodnictwem dyrektora Grzegorza Wysmołka sprzedało już ponad 50 tysięcy biletów na 796 seansów. Tak imponujące statystyki zostały zauważone przez branżowe portale i Główny Urząd Statystyczny. Średnia 64 osób na pokazie dała drugi wynik w kraju, co zauważył Box Office'owy Zawrót Głowy. Pod względem liczby sprzedanych biletów na mieszkańca z kolei Sucha Beskidzka znalazła się na samym szczycie rankingu! Taki sukces godny był specjalnego tortu, którym zespół kina świętował ogłoszenie wyników.
Z tak zacnej okazji udało się namówić Bognę Jurewicz, główną animatorkę kultury CKiF, na zdradzenie kulis działalności suskiego kina.
Bogna Jurewicz: Przyjeżdżam tutaj od trzydziestu lat, a mieszkam od siedmiu i pamiętam jeszcze Kino Smrek z salą pełną widzów. Pamiętam też moment, w którym razem z Mamą próbowałyśmy zachęcić ludzi na ulicy do wejścia, by seans mógł się w ogóle odbyć. To były już czasy, gdy w Polsce pojawiły się multipleksy. Myślę, że dla wielu osób Smrek nadal pozostaje takim nieodżałowanym miejscem. Ta nostalgia towarzyszyła też dyrektorowi Grzegorzowi Wysmołkowi, rodowitemu suszaninowi, któremu zależało na przywróceniu świetności kina w mieście. Otwarcie w 2021 roku Centrum Kultury i Filmu pokazało, że wszyscy tęsknili za przychodzeniem do kina. Cieszy, że widzowie z całego regionu są otwarci na nasze propozycje. Doceniają naszą pracę i to, że ich słuchamy. Każdy może do nas przyjść i zaproponować jakiś tytuł.
BJ: W repertuarze nie ograniczamy się do konkretnych gatunkòw – puszczamy dokumenty, niszowe rzeczy, chociaż wiadomo, że najwięcej osób przychodzi na animacje i blockbustery Marvela. Głównie dlatego, że to właśnie całe rodziny lubią chodzić do kina, traktując takie wyjście jako wspólnie spędzony czas. Takimi największymi hitami w historii naszego Centrum są do tej pory zdecydowanie Minionki, Psi Patrol, a wśród starszych widzów Avatar 2 i Barbie. Pomogło nam to, że były to świetnie wypromowane tytuły. Każdy chce taki tytuł zobaczyć. Nas jednak najbardziej cieszy, gdy dużą widownię zdobędzie film, który nie ma wielkiego budżetu na promocję. Dobrym przykładem był pokaz Serca dębu. Zaczęło się od tego, że jeden z naszych widzów zapytał, czy nie pokazalibyśmy takiego dokumentu o przyrodzie. Obawialiśmy, że podczas seansu pojawi się tylko ta osoba, a bilety kupiło ponad 50 widzów. To jest sympatyczne w naszej pracy: gdy uda się zachęcić widzów do obejrzenia niszowego obrazu.
BJ: Największym jest posiadanie tylko jednej sali, która jest jednocześnie widowiskową. A to sprawia, że filmy muszą ustępować pozostałym wydarzeniom jak koncerty, teatr czy inne, nie tylko kulturalne eventy. Program jest wypełniony do maksimum. Często musimy przypominać, że kino nie może działać cały czas. Czasami ta sala jest zwyczajnie już zajęta. Ogranicza nas to w pokazywaniu premier, chociaż staramy się umieszczać je w repertuarze jak najczęściej. Praktycznie każdy głośny tytuł jest u nas obecny najpóźniej do dwóch - trzech tygodni po pierwszych pokazach w Polsce. Układanie kinowego programu to wyzwanie także ze względu na praktyki dystrybutorów. Nie zawsze są chętni do wyświetlania w mniejszej liczbie seansów, gdy w takich multipleksach mają nawet 5 pokazów dziennie. Negocjacje w tym temacie bywają bardzo trudne. Chcielibyśmy, by mieszkańcy znali takie kulisy prowadzenia kina, bo brak jakiegoś tytułu równo z premierą naprawdę nie zależy tylko od nas. Przełożenie np. koncertu muzycznego, zaplanowanego z dużym wyprzedzeniem czasowym, jest o wiele bardziej skomplikowane niż puszczenie blockbustera trochę później od wejścia do kin.
BJ: Oczywiście, ponieważ zawsze będzie skierowane do konkretnego widza, a nie do anonimowej publiki, która następnie wrzucana jest do słupków w Excelu. Jesteśmy bardzo blisko swojej publiczności – mieszkańców powiatu – wszyscy się znamy. Rozmawiamy o filmach, o tym, co by chcieli zobaczyć. Chętnie przyjmujemy podpowiedzi co do nowego repertuaru. Oglądanie w multipleksach to zupełnie inny odbiór filmu niż kino w małym mieście. To nie jest nawet kwestia “konkurencyjności”. Wiadomo, że nigdy nie wygramy z multipleksami, bo to poważni gracze, którzy mogą negocjować z dystrybutorami i producentami. Dla nich liczy się tylko ilość, my z kolei stawiamy na pracę nad jakością programu. Bo bez naszych widzów to wszystko nie ma sensu. Zależy nam na tym, by w fotelu kinowym naprawdę mogli oni przeżyć coś wyjątkowego. I wierzymy, że to właśnie z tego tytułu możemy świętować taki sukces frekwencyjny.
BJ: Nad częścią pomysłów już pracujemy. Jednym z nich jest właśnie wpuszczenie na nasz ekran kinowej klasyki. Zaczęliśmy od Casablanki, a przed nami Tramwaj zwany pożądaniem. Bardzo nas ucieszyła frekwencja na pierwszym tytule, bo chociaż film ma swoje lata, to jednak zobaczenie go na dużym ekranie to wciąż olbrzymie przeżycie. Chcielibyśmy kontynuować oczywiście festiwal im. Billy'ego Wildera, w którym łączylibyśmy różne elementy sztuki filmowej. W zeszłym roku była to muzyka, a w kolejnej edycji myślimy nie tylko o pozostawieniu orkiestr dętych, ale też o pokazaniu innych “zawodów” filmowych – reżyserzy, aktorzy. Plany zatem powstają, ale tak naprawdę wszystko zależy od mieszkańców Suchej Beskidzkiej i okolic. Im więcej widzów na seansach i wydarzeniach kulturalnych, tym więcej nowych rzeczy możemy zaproponować.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze