Trzecia kolejka Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego ponownie przyniosła kilka nieoczekiwanych wyników i sprawiła, że tabela na nowo się przetasowała, a dość nieoczekiwanie liderem została drużyna Zawojski.pl Sucha Beskidzka.
FESTIWAL NIESKUTECZNOŚCI. KARNY TO JESZCZE NIE BRAMKA
Piłkarskie powiedzenie mówi, że zwycięzców się nie sądzi, a już tym bardziej grzechem jest to czynić, gdy ci po zainkasowaniu 3 punktów zostają liderem. A tymczasem po meczu Zawojskiego.pl z Relaxem głowę popiołem posypał kapitan suszan. - Ten mecz to był festiwal nieskuteczności. Zamiast nerwówki do samego końca powinniśmy prowadzić pięcioma bramkami. Sam miałem dwie „setki” – stwierdził szczerze Marcin Pająk, kapitan Zawojski.pl
I trudno się z Marcinem Pająkiem nie zgodzić. Grający z meczu na mecz coraz lepiej suszanie szybko przejęli kontrolę nad wydarzeniami na murawie. Bramka dla nich wisiała w powietrzu. Jednak potrzebowali sporo czasu, by ją zdobyć. Wynik otworzył wreszcie Przemysław Smyrak, a prowadzenie podwyższył Jarek Franczak. Wydawało się, że nie jest to ostatnie słowo napastników Zawojski.pl. - Jednak na tej liczbie zatrzymał się licznik. Na szczęście pewna i twarda gra obronna oraz dobrze dysponowany bramkarz sprawiają, że długo utrzymuje się na tablicy wynik 2:0 – przyznaje kapitan Zawojski.pl.
Relax kontaktowego gola powinien zdobyć dużo wcześniej niż miało to nastąpiło. - Nasz obrońca dał się wyminąć przez napastnika Relaxu i nieczysto go zatrzymał w polu karnym. Sam poszkodowany chciał wymierzyć karę, jednak świetna interwencja bramkarza, który wyczuł jego intencję sprawia, że nadal prowadzimy 2:0 – skomentował sytuację Marcin Pająk.
Niewykorzystana sytuacja nie zemściła się. Ba, białczanie dostali prezent od losu i pokusili się o bramkę w dość kuriozalnych okolicznościach. Po długim podaniu z głębi pola piłka wyraźnie zmierzała na aut. Początkowo asekurował ją suski obrońca, a następnie bramkarz, ale tak niefortunnie, że Mateusz Pacyga w sobie wiadomy sposób (jakąś tajemniczą sztuką – jak twierdzi kapitan rywali) wyłuskał ją i myląc bramkarza i obrońcę skierował futbolówkę do siatki. - Zaczęła się nerwówka, kiedy Relax poczuł trochę wiatru w żagle, a my nadal świętujemy festiwal nieskuteczności. Na szczęście mecz skończył się dopisaniem przez nas 3 punktów i wyciągając wnioski z tego spotkania, szykujemy się na Monter – podsumowuje Marcin Pająk.
Zawojski.pl Sucha Beskidzka – Relax Białka 2:1
Bramki: Spryka, Franczak – Pacyga
Zawojski.pl: Franczak, P. Gąstała, Gigoń, Pająk, Rak, Smyrak, Spyrka.
Relax: Bargiel, Białończyk, Ceremuga, Fidelus, Hubicki, Pacyga, W. Polak,
MONTER DOJECHAŁ W PRZERWIE
Po znakomitym starcie piłkarze Montera poczuli, że ten sezon może należeć do nich. Rywale jednak szybko sprowadzili ich na ziemię. Przed tygodniem kurowianie podzielili się punktami, a w niedzielę musieli przełknąć gorycz porażki. – Nie będę się tłumaczył brakami kadrowymi spowodowanymi uroczystościami komunijnymi. Beton2 był po prostu lepszą drużyną i zasłużenie zdobył komplet punktów. Zdecydowała o tym przede wszystkim pierwsza połowa. Źle weszliśmy w mecz, byliśmy nieskoncentrowani, graliśmy niedokładnie, a Beton na tym skorzystał – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera.
Nieporadność kurowian w pierwszej połowie wykorzystali Jakub Lupa i Tomasz Jopek, dając swojemu zespołowi duży komfort, co w kontekście wydarzeń z drugiej połowy na pewno pomogło. – W drugiej połowie spisaliśmy się już lepiej. Wreszcie akcje zaczęły się zazębiać, choć nadal brakowało skuteczności – zauważa kapitan Montera. Zanim jego ekipa pokusiła się o bramkę Mariusza Spyrki, która okazała się honorową, drugi raz na liście strzelców pojawiło się nazwisko Jakuba Lupy.
- Zawaliliśmy pierwszą połowę i ostatecznie przegraliśmy 1:3, ale wcale nie musiało tak być. Zdobyliśmy bramkę na 10 minut przed końcem meczu. Chwilę potem należał nam się ewidentny rzut karny. Sędzia dopiero po meczu przyznał się do pomyłki. Szkoda. Stał blisko i wszystko widział. Zabrakło mu zdecydowania. Gdyby zrobiło się 2:3, to na pewno dostalibyśmy wiatru w żagle, ale jak powiedziałem Beton był w niedzielę lepszy, a my słabsi – wspomina Tadeusz Copija.
Monter Kurów – Beton2 Sucha Beskidzka 1:3
Bramki: Spyrka – Lupa (2), Jopek
Monter: Barzycki, Karcz, Karkula, Klimasara, Spyrka, Szwed, Tlałka, Ząbek
Beton2: S. Fronczak, M. Fronczak, Jopek, Lupa, Nikiel, Plewa, Wrona
EMOCJE NA WŁASNE ŻYCZENIE
Powoli na właściwe tory wracają suscy Los Asfaltos, choć niedzielny mecz z Mucharz Teamem pokazał, że jeszcze jest nad czym pracować. A jednym z elementów do poprawy jest… koncentracja. Po golach Rafała Pietrusy, Pawła Cieślewicza i Karola Głuca, którego powrót sprawił, że w szeregach obronnych obrońców zapanował spokój dały suszanom trzybramkowe prowadzenie. Wydawało się, że jest po zawodach, a orlikowy zegar wolno odliczał sekundy do końca pierwszej połowy. I gdy wydawało się, że suszanom nic złego nie może się stać stracili w ciągu minuty dwie bramki. Na dwie minuty przed zmianą stron przymierzył Adrian Brytan, a chwilę później kontaktowego gola zdobył Damian Śpiewla.
Powrót do meczu dodał drużynie z powiatu wadowickiego wiary we własne możliwości. Rzucili się do szaleńczych ataków, uderzając niemal z każdej piłki. Można powiedzieć, że w szaleństwie była metoda. Bo choć często po atomowych uderzeniach piłka przelatywała obok bramki lub nad poprzeczką, to kilka razy trafiła w światło bramki. Jednak tego dnia obaj golkiperzy spisywali się bez zarzutu (szczególne słowa uznania dla Michała Jurowatego, który pod nieobecność Bartłomieja Karlaka z konieczności stanął między słupkami suskiej bramki) i to dzięki nim mecz nie zakończył się wyższym rezultatem. A wynik spotkania na 4:2 dla Los Asfaltos ustalił Marcin Pęczek.
Mucharz Team – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 2:4
Bramki: Brytan, Śpiewla – Cieślewicz, Głuc, Pęczek, Pietrusa
Mucharz Team: Bargiel, Biel, Brytan, Gajda, Małysa, Polak, Śpiewla, Steczek, Wolski
Los Asfaltos: Cieślewicz, Głuc, Jurowaty, Karlak, Krzeszowiak, Kuczek, Pęczek, Pietrusa, Pilarczyk, Rak
ZA DARMO PUNKTÓW NIE DAJĄ
Po dwóch solidnych meczach faworytem starcia RKS Huwdu z Woodica byli niewątpliwie juszczynianie, choć słusznie podchodzili do spotkania skoncentrowani i z dużym szacunkiem do rywali. Tym bardziej, że ci w swoich szeregach mają bramkostrzelnego Macieja Joba. I choć w niedzielę ten nie ukłuł ani razu, to wraz z kolegami wysoko zawiesił poprzeczkę przeciwnikom. - Mecz w pierwszej połowie był bardzo wyrównany. Obie drużyny grały bardzo ostrożnie. Dopiero w drugiej połowie skończyły się piłkarskie szachy. Zaryzykowaliśmy nieco i to ryzyko się nam opłaciło. Był to typowy mecz walki i kolejny, który pokazuje, że o punkty w lidze nie będzie łatwo – mówi Mateusz Surmiak, kapitan Woodica.
Bohaterem niedzielnej konfrontacji został Arkadiusz Piątek, który ustrzelił hat-tricka. Juszczyński napastnik otworzył wynik meczu i go ustalił, a w międzyczasie po raz drugi wyprowadził swój zespół na prowadzenie po tym jak do wyrównania doprowadził Mateusz Malina. Na 3:1 wynik podwyższył Adrian Bury, a trafienie Bartłomieja Szczepaniaka było golem kontaktowym, ale nie sprawiło, że RKS Huwdu poszedł za ciosem.
RKS Huwdu Bieńkówka – Woodica Juszczyn 2:4
Bramki: Malina, Szczepaniak – Piątek (3), Bury
RKS Huwdu: Job, Lizak, Malina, Pupczyk, Sz. Szczepaniak, B. Szczepaniak
Woodica: Bury, Kwaśniewski, Nowak, Piątek, Rusin, Sałapatek, M. Surmiak, K. Surmiak
KAŻDY MIAŁ SWOJE… 25 MINUT, ALE GOLDEN STREET WYKORZYSTAŁO JE LEPIEJ
Powiedzenie mówi, że kobieta zmienną jest. Niedzielny mecz Gamby Furiosy z Golden Street udowodnił, że bywa i prawdziwe w przypadku mężczyzn. Piłkarze z Zembrzyc do dziś nie wiedzą jak przegrali wygrany mecz. Do przerwy grali jak natchnieni, a i wszystko im wychodziło. Efekt tego był taki, że po golu Tomasza Listwana i późniejszym hat-tricku Michała Drwala prowadzili po 25 minutach 4:0.
Trudno powiedzieć co się wydarzyło w przerwie meczu. Gdyby to był film, to można byłoby przypuszczać, że niczym w „Kosmicznym meczu” przybysze z odległej galaktyki odebrali zembrzyczanom umiejętności. W drugiej połowie Szalone Krewetki stały się bowiem dla suszan owocami morza, które Golden Street skonsumowało. Ostre strzelanie rozpoczął Maciej Pyka, dublet ustrzelił Paweł Gołuszka, a Robert Sumera pokusił się o hat-tricka, choć nie klasycznego, gdyż kompletowanie go rozpoczął po pierwszym golu Gołuszki. Inna sprawa, że być może Gamba wróciłaby do meczu gdyby w drugiej połowie wykorzystała rzut karny. - Pierwsza połowa, to festiwal błędów w naszym wykonaniu. Nie mogliśmy wejść w mecz, co skutecznie wykorzystywał rywal, strzelając nam cztery bramki już w pierwszej połowie. W drugiej zaczęliśmy łapać wiatr w żagle, starając się zamykać graczy Gamby na ich połowie. Skuteczność w ataku i dobra gra w obronie pozwoliła odmienić losy spotkania. Strzelić 6 bramek, gdy się przegrywa do przerwy 0:4 tylko pokazuje, że zawsze się gra do końca – komentuje szalony niedzielny mecz Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street.
Gamba Furiosa Zembrzyce – Golden Street Sucha Beskidzka 4:6
Bramki: Drwal (3), Listwan – Sumera (3), P. Gołuszka (2), Pyka (1)
Gamba Furiosa: Drwal, Klimasara, Listwan, Sitarz, Świerkosz, Talaga
Golden Street: Basiura, Fidelus, P. Gołuszka, G. Gołuszka, Ponikiewski, Pyka, Sumera, Talaga, Wróbel
GRANDA MIAŁA TYLKO MOMENTY
- Co to dużo mówić. Nie udał nam się ten mecz. Mimo, że to my objęliśmy prowadzenie nie potrafiliśmy postawić kropki nad „i” w innych akcjach i zdobyć kolejnych bramek. Jednocześnie nasze błędy w obronie dawały rywalom dodatkową pewność siebie. Niestety nadal szwankuje skuteczność. Cieszy natomiast, że Mariusz Szewczyk, który nie jest nominalnym napastnikiem rozstrzelał się na dobre, a także fakt że przełamał się w końcu Andrzej Szafraniec. Przy odrobinie szczęścia i lepszej koncentracji spokojnie mógł strzelić hat-tricka. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Walczymy dalej. Mam przeczucie, że w następny weekend na pewno zapunktujemy - mówi Robert Sowa, bramkarz Grandy, podsumowując jej mecz z Black Shadows.
Mecz zaczął się faktycznie dla Grandy obiecująco, gdyż to wspomniany przez Roberta Sowę Andrzej Szafraniec jako pierwszy posłał piłkę do siatki i drużyna z Kojszówki objęła prowadzenie. Długo się nim jednak nie cieszyła bo zawojanie urządzili sobie w niedzielę ostre strzelenie. Prym wiódł Mateusz Bienias, który zakończył mecz z czterema golami na koncie. Dublety ustrzelili Patryk Dudziak i Grzegorz Głuszek, a raz trafił Maciej Baca. W tej sytuacji dwa gole, które do bramki Szafrańca dołożył Mateusz Szewczyk nie mogły niczego zmienić. - Na pewno na szczególną pochwałę może zasłużyć Mateusz Bienias, czyli nasz ulubiony Beny. Cztery bramki to bardzo dobry wynik. Wydatnie pomogły nam w odniesieniu zwycięstwa, ale najlepiej działamy jako drużyna i to się potwierdza. Każdy dał z przysłowiowej wątroby i udało się odnieść okazałą wygraną. Jeśli się zepniemy, to naprawdę potrafimy grać fajną piłkę zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Mamy ambicje na czołówkę w tym sezonie i takimi meczami to pokazujemy – podsumowuje mecz Patryk Dudziak z Black Shadows.
Granda Kojszówka – Black Shadows Zawoja 3:9
Bramki: Szewczyk (2), Szafraniec – Bienias (4), P. Dudziak (2), Głuszek (2), Baca
Granda: Ciapała, Dudziak, Sowa, Szafraniec, Szewczyk, Wala,
Black Shadows: Baca, Bienias, P. Dudziak, Głuszek, Leżański, Polak, Pudalik
| Poz | Zespół | M | Pkt | Bramki+ | Bramki- |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Zawojski.pl | 11 | 31 | 51 | 22 |
| 2 | A.K.P RELAX | 11 | 22 | 54 | 24 |
| 3 | Los Asfaltos | 11 | 21 | 50 | 33 |
| 4 | Mucharz Team | 11 | 21 | 51 | 30 |
| 5 | Beton 2 | 11 | 20 | 58 | 34 |
| 6 | Woodica | 11 | 19 | 55 | 29 |
| 7 | Monter | 11 | 19 | 46 | 21 |
| 8 | Golden Street | 11 | 16 | 50 | 47 |
| 9 | Black Shadows | 11 | 12 | 47 | 49 |
| 10 | Gamba Furiosa | 11 | 7 | 32 | 67 |
| 11 | RKS Huwdu | 11 | 3 | 18 | 56 |
| 12 | Granda | 11 | 3 | 24 | 124 |
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze