Reklama


PODBABIOGÓRZE ZNANE I NIEZNANE – Ocalony

24/05/2023 14:00

Międzywojenna Polska charakteryzowała się niejednolitą strukturą etniczną. Polacy dominowali w ogóle społeczeństwa, jednak w znacznie mniejszym stopniu niż w czasach współczesnych. Tereny Podbabiogórza zamieszkiwali głównie Polacy. Jednak osiedlili się tutaj przedstawiciele innych narodowości. Byli to przede wszystkim Żydzi, którzy np. w Jordanowie stanowili 17 % ludności. Nieduża społeczność żydowska zamieszkiwała Maków. Według danych z 1921 roku było ich 189 osób. Stosunki polsko – żydowskie układały się różnie. Nie brakowało wzajemnych prowokacji, oskarżeń, czy nawet aktów przemocy. Jednak prawdziwy test społeczeństwa przyniósł czas II wojny światowej. Niemcy zaplanowali akcję likwidacji ludności żydowskiej, która miała miejsce również na terenie Makowa. W czasie jej trwania wiele rodzin chroniło ocalałych żydów. Ten mroczny okres z historii Polski przybliżają wspomnienia Ludwika Kornblita, który przeżył wojnę i czas holokaustu.

Matka – Ida z domu Richtman – urodziła się w pobliskich Sułkowicach. Następnie wraz z rodziną wyemigrowała do Belgii. W 1915 roku cała familia powróciła do Galicji i osiedliła się w Makowie. Tutaj urodziła się siostra Idy – Lila oraz brat Julek. Rodzina Richtmanów dbała o wykształcenie swoich dzieci. Brat uczył się w wadowickim gimnazjum, gdzie zdał maturę. Z kolei siostra ukończyła Państwową Szkołę Zawodową Żeńską w Krakowie. Później poślubiła dentystę, który praktykował w Makowie. Matka Ludwika ukończyła gimnazjum, a następnie Akademię Handlową w Krakowie. Postanowiła wrócić do Makowa i właśnie tutaj poznała swojego męża, który pochodził z Baranowa. Pobrali się 18 marca 1934 roku. Ludwik przyszedł na świat 25 stycznia w rodzinnym domu (nr 102). W tym czasie ojciec pracował w prywatnej firmie drzewnej „Ryszard Lipschnitz – eksport drewna”, w której wyceniał lasy przeznaczone do wyrębu. Matka współprowadziła sklep bławatno – galanteryjny, mieszczący się pod nr 18. Ciekawostką jest, że babcia Richtmanowa wraz z młodszą córką zajmowały się szkółką hafciarską. Z tego okresu Ludwik pamięta tylko drobiazgi – mostek w pobliżu domu, czy strumyk, którego wodę ze źródełka odprowadzano drewnianymi deskami.

Reklama

Wybuch wojny całkowicie zmienił życie rodziny Ludwika. Ojciec został zmobilizowany do wojska. Pułk w którym służył rozpoczął natychmiastowy odwrót w stronę Lwowa. Maków został zajęty bez walki 5 września 1939 roku. Okupanci zamknęli sklep matki bez wypłacenia odszkodowania. Wkrótce powrócił ojciec, wykupiony z niewoli niemieckiej. Jednak nie mógł zaakceptować nowego porządku i przedostał się przez „zieloną granicę” do Lwowa, gdzie spotkał się z braćmi. Wszyscy zostali później zesłani na Syberię. Ojcu udało się utrzymać kontakt listowny z rodziną do momentu napaści Niemiec na ZSRR. Podobnie postąpił wujek Julek, który przez Słowację, Węgry i Rumunię trafił do Wojska Polskiego na uchodźstwie we Francji. W Makowie pozostali Ludwik z mamą, ciocia Hela z niemowlęciem oraz Lila z mężem. Wszyscy zamieszkali w domu dziadków Richtmanów. W pamięci Ludwika pozostał: „obraz domu i fragmenty krajobrazu nad Skawą. Chciałem tam złapać małe rybki do słoika po jakiejś konfiturze (dobrze wcześniej wylizanego) i dziwiłem się, że rybki nie chcą takich pyszności, no i śmiech dorosłych z mojego zdziwienia.”

Rok 1942 przyniósł kolejny dramat w życiu chłopca. Wówczas Niemcy rozpoczęli akcję likwidacji i wywozu całych rodzin żydowskich m.in. z Makowa. Wszyscy opuścili dom dziadków i udali się do przygotowanych wcześniej kryjówek. Pierwszy, kluczowy dzień wywózki Ludwik spędził u państwa Bartmańskich, którzy mieszkali na uboczu Makowa. Miał tam urządzony kąt w szafie do którego mógł się schować w razie niebezpieczeństwa. Dobrze zapamiętał pana Bartmańskiego, który był pszczelarzem. Następnie schronienia udzielili mu państwo Bryndzowie, którzy mieszkali w domu samotnie stojącym przy lesie. W tym czasie matka pojechała do Krakowa szukać pomocy. Jakiś czas później parobek p. Bryndzów zawiózł do niej syna. Ludwik dobrze zapamiętał tę podróż: „Przeprowadził mnie, a w dużej części przeniósł górami, w nocy z Makowa do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie można już było względnie bezpiecznie wsiąść do pociągu, i dostarczył na umówiony adres w Krakowie. Z tej wyprawy pamiętam drogę wysadzaną drzewami z majaczącymi w porannej mgle sylwetkami ludzi, których przybywało przy zbliżaniu się do stacji kolejowej.”

Reklama

Podczas pobytu w Krakowie udało się zdobyć dla Ludwika i matki nowe dokumenty, nieżydowskiej tożsamości. Dokonała tego ciotka Lilka, która przeniosła się do Warszawy. Prawdopodobnie pomógł jej w tym ksiądz Stanek. Ludwik pozostał przy swoim imieniu, matka została Jadwigą, a oboje przybrali nazwisko Makoś. To były dopiero początki długiej, heroicznej walki matki o życie syna. Z Krakowa przenieśli się do Warszawy, a później do Piasków koło Lublina i Tomaszowa Lubelskiego. Matka trudniła się różnymi zajęciami. Była sprzedawczynią w kiosku, pracowała we dworze oraz pomagała w zakładzie fotograficznym. Ciągle utrzymywała kontakt z pozostałymi członkami rodziny, m.in. odwiedzała dziadków, którzy jako Koskowie schronili się w Borzymach koło Tłuszcza. Pod koniec wojny Ludwik przystąpił do komunii świętej. Wszystko po to, by jak najlepiej zatuszować swoje żydowskie pochodzenie.

Ostatecznie Ludwikowi i jego matce udało się przeżyć wojnę. Nadejście armii radzieckiej i wypędzenie Niemców przetrwali w Piaskach, gdzie ukrywali się w mieszkaniu państwa Nowakowskich. Z czasem zaczęli na nowo układać sobie życie. Matka pracowała we wspomnianym już wcześniej zakładzie fotograficznym, a Ludwik wrócił do szkoły. Wojnę przetrwali również dziadkowie i ciotka Hela z dziećmi, którzy z czasem sprowadzili się do Piasków. Ocalał także ojciec, który powrócił z odległego Taszkentu wraz z braćmi. Pod koniec 1945 roku doszło do upragnionego spotkania matki i Ludwika z ojcem w Lublinie. Ostatecznie cała rodzina wyjechała do Wałbrzycha, gdzie rozpoczęła nowe życie. Ludwik podsumowuje swą historię następująco: „Przeżyłem wojnę głównie dzięki determinacji mojej Mamy. Niewątpliwie jej i cioci Heli pomogło to, że chodziły do polskich szkół i w Makowie Podhalańskim obracały się w mieszanym towarzystwie tak, że mówiły bez żadnych naleciałości. Bardzo ważna była też pomoc innych osób. Te, o których wiedziałem, wymieniłem. Po wojnie Mama utrzymywała bliski kontakt z Michaliną Gernand, p. Bryndzami, u których i ja bywałem na urlopach z żoną i naszymi synami. Wiem o wizytach u nas ks. Stanka.”

Reklama

 

ŹRÓDŁO:

www.zapispamieci.pl

KB

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama