Reklama


Podbabiogórze znane i nieznane – Suskie podania i legendy

07/04/2017 06:38

W połowie grudnia opublikowano artykuł w którym przybliżyłem jedną z opowieści na temat „Topielców”. Jak się okazuje takich zapomnianych legend jest znacznie więcej. Możemy je odszukać w dawnych przewodnikach oraz rozprawach naukowych, które powstały pod koniec XIX wieku. Wspomniane publikacje były owocem licznych wypraw etnografów w najdalsze zakątki ziem polskich będącymi wówczas pod zaborami. Dzięki ich zapałowi i wysiłkom obecnie można dotrzeć do interesujących tekstów w których odnajdziemy m.in. zapomniane wierzenia i przekazy ludowe z regionu Babiej Góry.

 

W jednym z numerów „LUD-u” – kwartalnika etnograficznego – dosyć szczegółowo opisano kilka opowieści z okolic Suchej Beskidzkiej. Bardzo ciekawe wydają się być wierzenia związane ze światem zmarłych mocno zakorzenione w mitologii prasłowiańskiej. W odnalezionych legendach widoczny jest także istotny wpływ zwierząt i sił natury na życie naszych przodków. Często stanowiły one także symbolikę nadchodzących zdarzeń (dobrych lub złych).

STRZYGONIE

Bańdura Józef, kościelny:

Był chłop na Strysawie, co miał dwa duchy. Jak ten chłop pomarł, tak jeden duch był w grobie, a drugi chodził po świecie. Baba jego nie miała nikogo do gospodarki, tak ten chłop przychodziuł w nocy o dwunasty godzinie i młócił w stodole. A ten nieboszcyk gróbarz stary Piontek wiedział o tem, że ten chłop z cmentarza w Suchej ucieka do Strysawy: raz przyszeg się na niego i czekał aż ten duch będzie wracał. Czekał na niego na dzwonnicy, jak jes wielki odpus, to ksiądz mówi z nie kazanie. Jak gróbarz tego strzygonia z daleka uwidział, że idzie, leciał prendko na dzwonnice, aby uderzyć we wielki dzwon poświęcony. Strzygoń to czuł i jeszcze prędzy leciał, że jak gróbarz wyskocył na dzwonnice, był już przy nim i chciał go chycić, ale gróbarz  prędko uderzył w dzwon i strzygoń rozlał się w kupę smoły, ta smoła jest do dzisiadnia pode dzwonem. A teraz krzci się małe dziecko na dwa imiona, aby po śmierci nie było strzygoniem.

Reklama

Józef Gierat opowiada:

Raz bawiły się dzieci na cmentarzu koło kościoła i rzucały kamieniami do drzwi grobowca i wołały: „Wyjdź śmiercico!”. Naraz otwarły się drzwi i wyleciało z nich coś szarego i uciekło do drogi, którą przejeżdża ksiądz z Panem Jezusem. Dzieci rozproszyły się, uciekły za kościół i stamtąd patrzyły. To szare to był strzygoń, ale mu nie było dali lecić tylko do te drogi; a właśnie jechał ksiądz z Panem Jezusem, tak ten strzygoń wróciuł się do grobowca, a drzwi za nim same się zawarły i były zamknięte.

Reklama

**Strzyga / strzygoń – żeński / męski demon, Strzygi były obdarzone dwiema duszami, dwoma  sercami, a także  podwójnym szeregiem zębów. Jedynie jedna z dusz tego demona żywiła skłonność do agresji i wampiryzmu, dzięki czemu mógł przez bardzo długi czas funkcjonować normalnie we wspólnocie ludzkiej. Punktem przełomowym była śmierć pierwszej z dusz, kiedy to ta druga przejmowała całkowicie kontrolę nad ciałem. Druga dusza, ukrywająca się przez lata w cieniu pierwszej, cechowała się nienasyceniem, które mogło przejawiać się w nieskrępowanej agresji wobec żywych (slawoslaw.pl)

 

Reklama

SOWA – ŚMIERĆ

W drewnianych domach jest przy oknie deska, aby woda, ściekająca ze szyb, spływała po desce na ziemie, a nie na ściany. Ta deska nazywa się „odlewa”. Było to na Nowym Świeci, przysiołku Suchej. Jak miała w jednej chałupie matka umrzeć, siadał sowa na odlewie i kukała, a na trzeci dzień matka umarła.

Jan Humpola, Sucha 1904

 

ŚWIECNIKI

W późną jesień i na wiosnę, a najwięcej w Adwencie chodzi taki duch, co tylko pokazuje rękę z palcami rozłożonymi; każdy palec mu się świeci, a każdy inną barwą światła. Ten duch chodzi po polach i łąkach i jak człowiek idzie, to placem świeconcym miga na niego i woła: „Pódź i pódź”. Potem prowadzi go po bagnach, kępach, potokach, a jak się ma ku rana, zaklaśnie w ręce, zaśmieje się i ucieknie. Ten duch nazywa się świecnik.

Reklama

Romek Kulig nakupił na Orawie wołów, a nie wolno ich było stamtąd sprowadzać i wiód je z chłopem leśnymi drogami. Wieczorem weśli do Suskich lasów i pokazały się za nim świeczniki. Romek z chłopem myśleli, że ich ziandarmy goniom i majom latarki. Zrazu uciekli, a świeczniki za nimi. Nie mogli se dać rady, bo co się oglondonom, to latarki za nimi, tak uwionzali woły u gaji w lesie, a sami wyleźli na gaje i czekali tam aż do rana. Jak się ozwidniało, patrzom a tu żadnych światełek nie ma. Tak dopiero poznali, że to nie byli ziandarmy, ale że ich świeczniki tak wyrygtowały. Woły spendzili na gościniec i prześli do Suchej. („gaja” – drzewo, pisownia tekstów oryginalna)

Stefan Janiczak, Sucha 1900

Reklama

 

BIBLIOGRAFIA:

Lud. Kwartalnik Etnograficzny. Organ Towarzystwa Ludoznawczego;

slawoslaw.pl

KB

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama