Pielgrzymka do Ziemi Świętej 2014 - "Śladami Chrystusa"
Kiedy pod koniec XVI. w. książę Mikołaj Krzysztof Radziwiłł (zwany Sierotką) wybrał się do Ziemi Świętej, potrzebował na tę podróż aż dwu lat (1582 – 1584). Grupie zorganizowanej przez księdza Andrzeja Loranca, proboszcza parafii św. Jakuba w Szczyrku, wystarczyło osiem dni (16 – 23. 03. 2014). Niebezpieczną niegdyś drogę pokonywaną konno lub pieszo przebywa się dziś wcale nie najszybszym boeingiem 737 w niecałe cztery godziny. Samolot wyczarterowany dla pielgrzymów miał komplet pasażerów, przewoził bowiem kilka grup. Spotykaliśmy je potem w tych samych hotelach, świątyniach, przy archeologicznych wykopaliskach, nad Morzem Martwym i Tyberiadzkim. Dodać trzeba, że w miejscach świętych dla chrześcijaństwa kwitnie typowo lewantyński handel dewocjonaliami i innymi pamiątkami, a natrętni palestyńscy sprzedawcy płynnie przechodzą na obce języki, w tym na polski. Nic dziwnego – Polaków przyjeżdża tu dużo, a liczne polonica z czasów wojennej i tużpowojennej tułaczki żołnierzy armii Andersa unaoczniają tragizm XX. wieku (np. odnowiona ze składek polskich żołnierzy i uchodźców trzecia stacja Drogi Krzyżowej w Jerozolimie z rzeźbą Chrystusa upadającego pod krzyżem i obrazem podążających na Kalwarię rodaków; Matka Boska Kozielska w krużganku wokół bazyliki Zwiastowania w Nazarecie czy wreszcie akcent współczesny: wykonany przez gdańskich artystów ołtarz w kształcie monstrancji z bursztynu i krzemienia pasiastego w dolnej krypcie czwartej stacji). Dzisiejszy pielgrzym ma powody do wdzięczności Bogu za to, że przybywa z wreszcie wolnego kraju.
Tygodniowa wędrówka po ziemskiej ojczyźnie Jezusa musiała być niezwykle intesywna, jeśli chciało się zobaczyć choćby najważniejsze miejsca znane z Biblii. Program przygotowało franciszkańskie biuro podróży „Patron Travel”, a o jego realizację troszczył się nasz przewodnik pan Stanisław Szuro i przemiła pilotka, pani Justyna Kapuśnik z lokalnego biura w Suchej Beskidzkiej o nazwie wymawialnej tylko dla Polaków: „W świat”. Obdarzony donośnym głosem, kompetentny, oczytany, cierpliwy dla maruderów pan Stanisław starał się przybliżyć nam liczącą ponad trzy millenia historię – od czasów króla Dawida (XI.-X. w. p. Chr.) po współczesne problemy państwa Izrael – pokazując, jak ważne dla narodzin chrześcijaństwa i historii zbawienia miejsca przechodziły w ciągu wieków z rąk do rąk, gdzie jak w wielkim torcie odkrywa się przekroje epok: czasy Izraelitów (i Pierwsza Świątynia wybudowana przez Salomona), niewola babilońska (zburzenie Świątyni), Persowie (król Cyrus II Starszy pozwala Żydom na powrót do Jerozolimy i wzniesienie Drugiej Świątyni), okres hellenistyczny, potem rzymski (na miejscu zburzonej w 70 r. Jerozolimy powstało pogańskie miasto Aelia Capitolina), wreszcie Bizancjum (od czasów cesarza Konstantyna I. Wielkiego), okres arabski (kiedy po zwycięstwie muzułmanów w VII. w. powstają na Wzgórzu Świątynnym dwa meczety: Kopuła na Skale i Al-Aqsa), następnie trwające około dwustu lat krucjaty europejskiego rycerstwa pokonanego ostatecznie przez Mameluków (zdobycie przez nich ważnego portu Akka w r. 1291), a potem czterechsetletnie panowanie Turków osmańskich. Powstanie państwa Izrael (1948) nie oznacza jeszcze niestety pokoju na Bliskim Wschodzie. Mozaikowa mapa polityczna tego kraju, z arabskimi enklawami Autonomii Palestyńskiej, nie daje nadziei na rychłe rozstrzygnięcie terytorialnych sporów między Żydami i Arabami.
Nawiedzanie miejsc świętych odbywało się niemal w porządku chronologicznym, jaki znamy z przekazu ewangelistów. Najpierw więc Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem, z mszą „pasterską” w grocie św. Józefa. Niepozorne, niskie wejście do bazyliki, zmuszające wchodzących do schylania się, może szokować. W ten sposób chciano zapobiec wjeżdżaniu konno do świątyni, jak to mieli zwyczaj czynić muzułmanie. Po południu nieznaczne cofnięcie się w czasie do okresu sprzed narodzin Zbawiciela: miejscowość Ain Karem, obecnie zielona część Jerozolimy, gdzie zgodnie z Tradycją miało miejsce spotkanie dwu brzemiennych kobiet: Maryi i Elżbiety. Znajdują się tam dwa kościoły: Nawiedzenia Elżbiety przez N.M.P. i Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Zbudowane przez krzyżowców na ruinach świątyń bizantyńskich, w początkach XVII. w. przeszły na własność franciszkanów. Niejeden raz nasunie się nam refleksja, że temu zakonowi chrześcijaństwo łacińskie zawdzięcza w ogóle swoją obecność na Bliskim Wschodzie. Sam św. Franciszek odwiedził Palestynę w r. 1219 i próbował nawrócić sułtana Egiptu. Dziś Kustodia franciszkańska ma też prawo do oficjalnego nawiedzania Wieczernika w Wielki Czwartek i Pięćdziesiątnicę, odprawiania liturgii w Bazylice Grobu Pańskiego, do Bazyliki w Betanii i wielu innych miejsc, o których będzie tu jeszcze mowa. Franciszkanom udawało się tego dokonać nie podbojami, lecz dyplomacją i – tak! – pieniędzmi.
Wstrząsającym przeżyciem pierwszego dnia była wizyta w Yad Vashem – miejscu pamięci ofiar Holokaustu. To świadectwo hitlerowskiej maszynerii śmierci jest zarazem pomnikiem polskich Żydów, bo właśnie w Polsce było niegdyś największe skupisko żydowskiej diaspory. W pogrążonej w mroku centralnej Izbie Pamięci płomień wiecznego ognia rozświetla wygrawerowane w posadzce nazwy 22 obozów koncentracyjnych, w większości usytuowanych w Polsce. Inna umieszczona w pieczarze Hala Imion upamiętnia półtora miliona wymordowanych dzieci: światło zaledwie pięciu świec odbija się w lustrach tak, że daje ono złudzenie rozgwieżdżonego nocnego nieba. Głos z głośnika odczytuje imię, nazwisko, datę urodzenia i kraj pochodzenia ofiary – trzeba by tam być cały miesiąc, żeby usłyszeć, że ta lista (i tak niepełna) się powtarza. Pomnik Janusza Korczaka przytulającego idące na śmierć dzieci i kopia warszawskiego pomnika Bohaterów Getta to kolejne chwytające za serce polonica.
Następne trzy dni przeznaczone były na Galileę – tę „małą ojczyznę” Jezusa. Najpierw przez słynną, leżącą jeszcze w Samarii Cezareę Nadmorską (gdzie można podziwiać ruiny wspaniałej rezydencji Heroda Wielkiego, hipodrom i amfiteatr) oraz przez Hajfę oglądaną z góry Karmel (z pięknym karmelitańskim kościółkiem Stella Maris ‘Gwiazda Morza’) dotarliśmy do Nazaretu. Dwupoziomową Bazyliką Zwiastowania również opiekują się franciszkanie. Msza święta była tego dnia odprawiana w Kanie Galilejskiej. Tak się złożyło, że w naszej grupie było aż piętnaście par małżeńskich i to na ogół mogących się pochwalić długim stażem. Ksiądz Andrzej połączył to spotkanie mszalne z uroczystym odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich. Homilię nawiązującą do pierwszego cudu Jezusa, jakim była zamiana wody w wino weselne w Kanie, wygłosił ksiądz Wiktor Stachów, towarzyszący nam proboszcz parafii pod Lwowem. (Mieliśmy bowiem podwójną opiekę duszpasterską!) Dla wielu z nas było to niezwykle emocjonalne przeżycie i nawet panowie sięgali po chusteczki.
Następny dzień spędziliśmy wokół jeziora Genezaret, zwanego też Jeziorem Galilejskim albo Morzem Tyberiadzkim, wokół którego Jezus nauczał, dokonywał cudów i skąd powołał swoich uczniów. Codzienna msza św. była tym razem koncelebrowana na Górze Błogosławieństw, przy ołtarzu polowym. Znajduje się tam dziś całkiem współczesny, bo zbudowany (a jakże, przez franciszkanów) w r. 1937 Kościół Ośmiu Błogosławieństw, o niezwykłej symbolice bazującej na liczbie osiem: budowla oparta na planie ośmioboku, ma osiem okien, na których umieszczono incipity kolejnych błogosławieństw, nawet ołtarzy polowych jest tam osiem. Jest to zachęta dla nas, chrześcijan, żebyśmy się zastanowili, co znaczy być „ubogim w duchu” i „czystego serca”? (Mt 5,3-10) Zapewne rację miał ksiądz Andrzej, kiedy w homilii zwrócił uwagę na nieznajomość czy ignorowanie tych rewolucyjnych w swoim radykalizmie wskazań Jezusa.
Góra (a właściwie wzgórze) Błogosławieństw znajduje się na terenie zwanym Tabgha. Należą doń jeszcze dwa ważne dla chrześcijan miejsca upamiętnione przez budowle sakralne: Bazylika Rozmnożenia Chleba, odbudowana przez niemieckich benedyktynów na fundamentach średniowiecznej budowli bizantyńskiej i konsekrowana w r. 1982, oraz położony tuż nad jeziorem Genezaret franciszkański Kościół Prymatu Św. Piotra wyróżniający się fasadą z czarnego bazaltu, budulca spotykanego także w Tyberiadzie, gdzie nocowaliśmy, oraz w Kafarnaum, gdzie znajduje się przeszklony kościół św. Piotra i jego dom, odkopany przez archeologów. W pobliżu widać pozostałości synagogi – w tym miejscu, choć w niezachowanej do dziś budowli, nauczał Jezus. Dopełnieniem dnia był wyjazd na górę Tabor z piękną, wybudowaną dzięki staraniom franciszkanów Bazyliką Przemienienia Pańskiego i widoczną stamtąd zieloną panoramą doliny Ezdrelon.
Po noclegu w tyberiadzkim hotelu „Arcadia” i mszy św. w kościele św. Piotra w Tyberiadzie udaliśmy się na południe – najpierw nad Jordan, w miejsce chrztu Jezusa, gdzie nastąpiło symboliczne odnowienie sakramentu chrztu dla każdego z nas. Potem była znajdująca się pod Jerychem Góra Kuszenia Jezusa przez diabła (por. Łk 4.1-13), przejazd przez Jerycho z przerwą na zdjęcia pod sykomorą (tj. zdziczałą figą), znaną z Ewangelii za sprawą Zacheusza, który wspiął się na drzewo, żeby zobaczyć goszczącego w tym mieście i otoczonego przez tłumy Jezusa (Łk 19,1-10). W okolicach Jerycha znajduje się Qumran, miejsce, gdzie przez przypadek odnaleziono w r. 1947 liczące dwa tysiące lat zwoje z tekstami ksiąg biblijnych i komentarzy do nich, spisywane przez żydowską wspólnotę tzw. esseńczyków. Wiele z nich – jak np. Księga Izajasza – znajduje się obecnie w żydowskiej Świątyni Księgi w Jerozolimie. Po wizycie w Qumran mieliśmy jeszcze sporo czasu na kąpiel w Morzu Martwym. Marzec to idealna pora na zażywanie takich przyjemności, bo temperatura wody i powietrza jest w sam raz, a piasek nie parzy jeszcze gołych stóp.
Ostatnie dwa dni przed odlotem przypadły na Jerozolimę – miasto chwały i męki Jezusa. Zarazem miasto niezwykle ważne dla trzech wielkich religii: mozaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Miasto mistyczne, inspirujące artystów, a przy tym zapalne, pełne podziałów i murów, widomy znak zmagania się przeciwieństw. W piątek odprawiamy drogę krzyżową kończącą się w Bazylice Grobu. Tam msza św. w kaplicy krzyżowców. Nawiedzamy też kościół św. Anny o nieprawdopodobnej akustyce, gdzie nawet lekko fałszujący chór brzmi dostojnie. W podziemiach znajduje się domniemane miejsce narodzin Maryi, bowiem kościół św. Anny stoi w miejscu, gdzie tradycja umieszcza dom rodziców Marii. Obok kościoła – sadzawka Betesda, w której kąpano zwierzęta ofiarne. Tego dnia udaje nam się jeszcze przed szabatem, tj. zapadnięciem zmroku, pójść pod Ścianę Płaczu.
Drugi nasz dzień jerozolimski zaczęliśmy od Góry Oliwnej, skąd rozciąga się najpiękniejszy widok na Stare Miasto i cmentarz w Dolinie Jozafata, gdzie według żydowskiej tradycji rozpocznie się Sąd Ostateczny. Na samej górze znajduje się kopuła-meczet Wniebowstąpienia Pańskiego, administrowana przez muzułmanów uznających Jezusa za proroka (ale nie za Boga-Syna). Jest też kościół „Pater Noster” połączony z klasztorem karmelitanek, w którego wewnętrznym krużganku znajdują się ceramiczne płyty z tekstem modlitwy Pater Noster w kilkudziesięciu językach, w tym polskim i kaszubskim. Schodząc wąską asfaltową drogą, wstąpiliśmy do Kościółka „Dominus Flevit” (‘Pan zapłakał (nad Jerozolimą)’), by wkrótce znaleźć się wśród wiekowych drzew oliwnych Ogrodu Getsemani (pol. Ogrójec). Potężne wrażenie wywiera położona na dole Bazylika Agonii, zwana inaczej Świątynią Narodów, budowana była bowiem w latach 1919-24 ze składek kilkunastu państw. Polskim wkładem jest nieco późniejsza mozaika w prawej absydzie ze sceną pojmania Jezusa, znowu ufundowana przez polskich wygnańców z czasów II. wojny światowej. Mszę świętą mieliśmy w Grocie Pojmania.
Tego dnia byliśmy jeszcze w kościele Zaśnięcia N.M.P., w cerkwi prawosławnej z domniemanym grobem Matki Bożej, w kościele św. Piotra „In Galikantu” (‘piania koguta’ – nazwa nawiązująca do sceny zaparcia się Jezusa przez Piotra), weszliśmy też do położonego na górze Syjon Wieczernika, miejsca Ostatniej Wieczerzy i Zesłania Ducha Świętego, pod którym znajduje się grób i pomnik króla Dawida. (Całą budowlą zarządza wspólnota żydowska, a surowy w swojej prostocie Wieczernik przypomina wnętrze meczetu, posiada nawet typową dlań niszę modlitewną.) Ważnym dla naszej grupy miejscem był też ormiański kościół św. Jakuba Młodszego, bowiem znajduje się w nim jako relikwia czaszka św. Jakuba Apostoła, patrona parafii szczyrkowskiej i patrona tych licznych pielgrzymów, którzy od stuleci decydują się na Camino, Drogę Jakubową prowadzącą z różnych miejsc Europy do katedry w Santiago de Compostella. Znajduje się tam uznany przez Kościół grób Apostoła. Taką pielgrzymkę do Santiago w wersji light (bo ograniczoną do ostatnich stu kilometrów) ksiądz Andrzej Loranc zorganizował w r. 2012, odważnie przygarniając także paru starszych nieparafian.
Dzień powrotu do kraju nie ograniczał się do czekania na samolot. Opuściwszy rano nasz hotel „Bethlehem” (mieszkaliśmy bowiem w Betlejem na terenie Autonomii Palestyńskiej), udaliśmy się na pobliskie Pole Pasterzy, gdzie znajduje się dwudziestowieczny kościół „Gloria in Excelsis Deo”, a poniżej grota pasterzy, w której mieliśmy niedzielną mszę świętą. Po niej – Jafa, dziś część metropolii Tel Awiw-Jafa. Zostało trochę czasu na ostatnie zakupy i zdjęcia. Szkoda, że wzniesiony przez franciszkanów pod koniec XIX. w. kościół św. Piotra był zamknięty. Z tego wzgórza roztaczał się jednak najpiękniejszy widok na Morze Śródziemne.
Zostawiając ziemską ojczyznę Jezusa za sobą, próbujemy zatrzymać zapamiętane obrazy i porządkować wrażenia. Pierwsza refleksja: paradoksalnie niełatwo jest być wyznawcą Chrystusa w miejscach, gdzie jest to najoczywistsze, w miejscach, po których stąpał, gdzie przemawiał i oddziaływał na ludzi. Według danych statystycznych, w Izraelu mieszka obecnie 158 tys. chrześcijan, tj. ok. 2% populacji – w większości są to Arabowie. A propos: nie zwrócilibyśmy uwagi na pewien detal, gdyby nie pan Stanisław. Pokazał on nam, jak miejscowi chrześcijanie dają świadectwo wiary. Otóż umieszczają oni nad wejściem do swoich domów wyryte w piaskowcu symbole chrześcijańskie. Najczęściej jest to św. Jerzy na koniu zabijający smoka, rzadziej wizerunek Matki Boskiej lub krzyża. Tymczasem w Polsce... No tak, porównania nasuwają się nieuchronnie. W naszym kraju są wielkie świątynie, pomniki i krzyże. Ale czy jest żywa, egzystencjalna wiara? Chciałoby się zapytać, co jest jej rdzeniem? Jak ta pielgrzymka wpłynie na nas, na nasz stosunek do wspólnoty? I kto ją tworzy? Czy jest otwarta na Innego? Może są to pytania na wyrost, a może to nasz codzienny kontakt z sacrum zaczyna wydawać owoce?
Alicja Nagórko
www.wswiat.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze