Spotykamy się na suskim Rynku o siódmej rano. Tylko wtedy ma czas. Studiuje, pracuje, tworzy swoją muzykę, prowadzi audycję w radiu. Oskar Janik ma 21 lat. Na koncie spore sukcesy, na przyszłość mnóstwo marzeń i planów. Większość związana z EDM – elektroniczną muzyką taneczną.
- Lubisz poranki? To chyba nie najlepsza pora dla kogoś, kto żyje muzyką klubową?
- No niby tak, ale kiedy jest okazja by się spotkać, porozmawiać o tym co jest dla mnie ciekawe i co jest moją pasją, to czemu nie.
- Twoja pasja zaowocowała już sukcesami.
- Tak, zajmuję się produkcją muzyki. Wydałem już dwa utwory w dwóch wytwórniach. Pierwszy w Pomerian Records, drugi w wytwórni w Niemczech – Redlight Media. Przy moim utworze bawił się tłum w Inferno. Dj T-Storm supportował skomponowany przeze mnie „Paradise”. Spodobał mu się. Obiecał, że kiedyś tu wpadnie, wypijemy razem piwo, coś razem zremixujemy.
- Muzyka pojawiła się w Twoim życiu dość wcześnie.
- Jako dziecko uczyłem się grać na fortepianie. Nie trwało to długo. Próbowałem też gry na gitarze, ale szybko rzuciłem tym o ścianę. Zawsze lubiłem śpiewać, w tym jestem coraz lepszy i to planuję wykorzystać w swoich utworach.
- Jak to się stało, że zakochałeś się w muzyce elektronicznej? Na gwiazdkę dostałeś syntezator? Od dziecka marzyłeś o komponowaniu?
- Zaczęło się od imprez w klubach. Wtedy zamarzyłem żeby zostać Djem. W międzyczasie prowadziłem audycje w radiu z kolegą. To właśnie Piotr Ćwierz namówił mnie do tego, żeby spróbować tworzyć coś własnego. On nauczył mnie programu muzycznego i potrafił mi pokazać co robię źle, gdzie nie pasuje jaki efekt. Na początku miałem ochotę zrezygnować, powiedzieć że mam tego dość, mam to gdzieś, kończę. Ale postanowiłem zawalczyć jeszcze raz. Jak chodzi o komponowanie muzyki to do wszystkiego dochodziłem sam. Trwało do długie cztery lata. Przesłuchałem kolejne utwory, zacząłem komponować kolejne kawałki. Syntezatora nie dostałem. Niektórzy myślą, że trzymam w domu pełno instrumentów. Owszem mam tamtą gitarę, ale moja muzyka powstaje w całości w komputerze.
- A jak jest w Twoich kompozycjach z tekstem? Czy w EDM chodzi tylko o dobrą zabawę czy czasem jest też jakieś przesłanie?
- W tych utworach, gdzie nie ma tekstu ciężko o przesłanie. Chociaż wtedy główna myśl zawarta może być w tytule. Jeden z moich kawałków nazywa się „To believe”. Chodzi o to, że trzeba wierzyć w to co się robi, w swoje plany na przyszłość. Czasem coś się nie udaje, ale trzeba się podnieść i iść dalej. Tej walki o marzenia nauczył mnie mój przyjaciel Paweł Nosowski, który powtarzał, że trzeba działać a nie siedzieć. A utwierdza mnie w tym moja dziewczyna, która ciągle mnie wspiera i dopinguje. Razem z nią planuję stworzyć utwór ze swoim tekstem. Patrycja świetnie śpiewa, ma fantastyczną wysoką tonację. Chcemy go wysłać do wytwórni do Szwajcarii. Przez grupę na facebooku poznałem jej pracownika, który przesłuchuje tam dema. On mnie zachęcił żebym wysłał jakiś swój utwór. Powiedział mi że jeśli mój mix i mastering będą lepsze, mam szansę wybić się w tej wytwórni. Wcześniej nie zwracałem na to takiej uwagi, teraz wiem nad czym muszę popracować.
- Muzyka elektroniczna to wiele różnych podgatunków. W którym z nich tworzysz? Co Cię inspiruje?
- Skupiam się na progressive house. To melodyjne utwory, które prowadzą do mocnego uderzenia. Inspiruje mnie np. Stadiumx. Z utworu „Howl at the moon” dużo czerpię jak chodzi o budowę, kompozycję. Słucham muzyki elektronicznej, którą lubię. Jeśli spodoba mi się jakiś element dźwięku w danym utworze, kopiuję go, wklejam do swojego programu, pracuję nad nim. Staram się stworzyć coś co będzie nowoczesne, co zadziała tak jak trzeba na osobę, która będzie tego słuchać.
- Jakie jest Twoje największe marzenie?
- Wybić się w muzyce. Zawsze jak coś robię, najpierw siadam, biorę kartkę i piszę po kolei swoje cele - stworzyć dobry utwór, dostać wskazówki od jakiegoś dobrego producenta, zrobić jak najlepiej mix i mstering. Dzięki temu później mogę popatrzeć na to,odkreślić to co udało mi się zrobić, dopisać nowe cele.
- Na swoim koncie masz też przygodę z radiem. Działa na Ciebie magia słuchawek, mikrofonu i szyby oddzielającej Cię od świata?
- Pociągnęło mnie to. Powiem szczerze, że za pierwszym razem w ogóle się nie odzywałem. Bałem się cokolwiek powiedzieć. Ale mimo początkowej tremy z czasem zacząłem się tym bawić. Zaczynałem w radiu Akademii Krakowskiej, tam się rozwinąłem. Radio się rozpadło, ze względu na problemy techniczne i problemy z ludźmi którzy się tym zajmowali. Później dostałem propozycję od UJOT FM i tam razem z kolegą prowadziliśmy audycję o tematyce trance. Jednak zdecydowanie bardziej kręci mnie produkcja muzyki.
- Chciałbyś coś przekazać naszym czytelnikom?
-Tak. Że jestem otwarty na wszystkie muzyczne propozycje. Jeśli ktoś z Suchej Beskidzkiej czy okolic chciałby coś ze mną stworzyć, zaśpiewać, skomponować czy napisać tekst - chętnie się na to zgodzę. Chciałbym też podziękować za wsparcie mojej dziewczynie i moim rodzicom. Dzięki nim spełniam marzenia.
Z Oskarem Janikiem rozmawiała Joanna Mazur.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze