Reklama


Osielczanin zatrudniał za grosze w Norwegii

24/09/2019 08:17

Jeden z byłych radnych gminy Jordanów, mieszkaniec Osielca, znalazł się w centrum zainteresowania norweskiego portalu internetowego FriFagbevegelse. Bynajmniej jednak nie z powodu działalności samorządowej w Polsce. Mężczyzna prowadzi agencję pracy tymczasowej, która za grosze zatrudniała polskich pracowników w myjniach samochodowych na terenie Norwegii.

 

Firma Marka M. ma siedzibę w Osielcu, ale od 2010 roku jest zarejestrowana jako norweskie przedsiębiorstwo zagraniczne. Za jej pośrednictwem Polacy są zatrudniani w myjniach samochodowych sieci Handz On w różnych częściach Norwegii. Autorka artykułu na portalu FriFagbevegelse twierdzi, że do niedawna odbywało się to z notorycznym łamaniem praw pracowniczych. Powołuje się na kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, które wykazały, że ludzie pracowali za 69 koron norweskich za godzinę. W przeliczeniu na złotówki to nieco ponad 30 zł, co może się wydawać bardzo dobrą stawką w porównaniu z tymi, na które można liczyć w Polsce, jednak w Norwegii za takie zarobki trudno byłoby wyżyć. Wystarczy spojrzeć na oferty pracy w tym kraju – proponowane tam płace w myjniach samochodowych sięgają od 140 do 180 koron brutto za godzinę.

Reklama

W sumie osoby zatrudniane przez agencję pracy tymczasowej z Osielca zarabiały po 11-13 tys. koron miesięcznie, ale prócz tego dostawały jeszcze diety w wysokości 128 koron dziennie i miały darmowe zakwaterowanie. Inspekcja Pracy uznała jednak, że mimo tych dodatków, ich zarobki były zaniżone. Jej kontrole (miało ich być 12 w ciągu 7 lat) wykazały też szereg innych nieprawidłowości w umowach polskich pracowników. Jak relacjonuje FriFagbevegelse, brakowało w nich ustaleń dotyczących okresu wypowiedzenia, godzin pracy i nadgodzin, w związku z czym czas wykonywania obowiązków przez Polaków wykraczał poza dopuszczalny przez prawo, a za godziny nadliczbowe nie otrzymywali oni wynagrodzenia. Przysługujący im urlop były krótszy niż przewidują norweskie przepisy. Ponadto na potrzeby zatrudnionych nie dokonano oceny ryzyka zawodowego, chociaż praca w myjni wymagała kontaktu ze szkodliwymi środkami chemicznymi. Pracownicy nie byli też przeszkoleni z zakresu BHP.

Jak podaje FriFagbevegelse, to wszystko doprowadziło do sytuacji, że agencja pracy tymczasowej w styczniu 2018 roku otrzymała zakaz dalszego prowadzenia działalności, którą mimo to nadal kontynuowała. Norweska dziennikarka twierdzi również, iż firma nadal narusza niektóre z podstawowych praw pracowniczych.

Reklama

Marek M., właściciel agencji pracy tymczasowej przyznaje, że w 2016 roku miał problemy z Państwową Inspekcją Pracy w Norwegii, lecz od tamtej pory wprowadził w życie wszystkie jej zalecenia. – Pracownicy rzeczywiście zarabiali wówczas niewiele, ale oprócz wynagrodzenia dostawali zgodne z przepisami diety, a przede wszystkim darmowe mieszkanie. Nie płacili za Internet, telewizję, prąd ani pozostałe media, bo to wszystko ja opłacałem. Nie jest też prawdą, że nie otrzymywali wynagrodzenia za nadgodziny – tłumaczy. Jak dodaje, od zleceniodawcy dostawał wówczas za jednego pracownika 23 tys. koron miesięcznie, czyli 130 koron za godzinę pracy, z czego musiał pokryć koszty związane z jego wynagrodzeniem i mieszkaniem, wynajmem biura w Norwegii, a także opłacić podatki. – Nie mogłem dawać ludziom więcej, bo nie miałem z czego. Dopiero po tamtych kontrolach z 2016 roku udało mi się wynegocjować wyższe kwoty od zleceniodawców – podkreśla.

Osielczanin tłumaczy też, jak to było z zakazem kontynuowania działalności. – W tym czasie wynajmowałem pracowników do sześciu czy siedmiu myjni samochodowych w różnych miastach. W jednej z nich, zlokalizowanej w Bergen, odbyła się kontrola, po której dostałem pismo, że jeśli w ciągu dwóch tygodni nie spełnię wymogów, to mam wstrzymać pracę w tym mieście. I to zrobiłem. Nikt mnie nie poinformował, że miałoby to dotyczyć całego kraju. Moim przedstawicielem w Norwegii jest biuro rachunkowe Polish Connection. Jeśli pojawiły się jakieś problemy, to przecież powinno mnie było o tym poinformować, a w tym przypadku tego zabrakło. W rzeczywistości spora część pism kierowanych do mnie na adres tego biura w ogóle nie trafiała do moich rąk. Obecnie nie mam zawieszonej działalności i otrzymałem pismo z Państwowej Inspekcji Pracy, iż moja firma spełnia wszystkie wymagania, aby prowadzić wynajem pracowników w Norwegii - wyjaśnia Marek M.

Reklama

Mężczyzna zapewnia, że teraz jego pracownicy dostają na czysto pensję w wysokości 16-17 tys. koron miesięcznie i nadal nie pokrywają żadnych kosztów związanych z zakwaterowaniem oraz mediami. Przysługuje im urlop w wymiarze 25 dni rocznie (zamiast 21, które mieli wcześniej w umowach). Do norweskich przepisów zostały dostosowane ich okresy wypowiedzenia oraz wszystkie inne sprawy, które trzy lata temu zakwestionowała Inspekcja Pracy. Jak dodaje Marek M., żaden z aktualnie obowiązujących kontraktów z pracownikami i zleceniodawcami nie zawiera już wcześniejszych uchybień. Wszystkie bowiem zostały zaakceptowane przez Inspekcję Pracy.

Edyta Łepkowska

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama