Informacja, która pojawiła się ostatnio na drzwiach przedszkola w Zespole Szkół w Makowie Podhalańskim, zbulwersowała część rodziców. Wynika z niej bowiem, że nie można wjeżdżać do budynku wózkami dziecięcymi. A być może również inwalidzkimi, bo wywieszka nie precyzuje, jakimi...
Tymczasem nie brak mam, które nie mają z kim zostawić młodszych dzieci, gdy idą odebrać starsze z przedszkola i z konieczności zabierają je ze sobą. – Co teraz mają robić? Zostawiać maleństwa przed drzwiami budynku czy brać je na ręce i jednocześnie pomagać przedszkolakom w ubieraniu i sznurowaniu butów? Przecież to niedorzeczne! – denerwuje się jedna z kobiet.
Artur Piórkowski, dyrektor Zespołu Szkół w Makowie Podhalańskim tłumaczy, iż chodzi tylko o to, by rodzice nie wjeżdżali wózkami dziecięcymi do przedszkolnej szatni. – Powodują one ścisk, który utrudnia rozbieranie czy ubieranie dzieciaków, torują przejście. Mamy przed szatnią pomieszczenie, w którym spokojnie można postawić wózeczek i zabrać małe dziecko ze sobą – podkreśla. Dodaje, że jeśli to nie wystarcza, rodzice mogą zgłosić się do dyrekcji, która postara się rozwiązać problem w sposób bardziej dla nich dogodny. – Pomyślimy wtedy, co zrobić, żeby dzieci w wózkach mogły być cały czas pod opieką. Bo wiadomo, że malucha samego zostawić nie można – mówi Artur Piórkowski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze