Reklama


Kojszówka. Ogród to jej szczęście

31/07/2020 09:03

Nie ma dla niej kwiatów ładniejszych czy brzydszych od innych. Wszystkie są na swój sposób piękne, wszystkie napełniają jej serce radością. Bez nich jej życie byłoby szare, pozbawione głębszego sensu i monotonne. Gdy czuje się zmęczona lub przygnębiona, wychodzi do ogrodu. Wraca odmieniona – promienna i wypoczęta.

 

 

Wiele ogrodów powstaje tylko dlatego, że trzeba jakoś zagospodarować działkę wokół domu, uczynić jego otoczenie miłym dla oka. Ale nie ten, który latami tworzyła Małgorzata Mołek z Kojszówki. Swój ogród założyła z potrzeby serca, powoli pokonując opór rodziców, dla których każdy skrawek ziemi miał znaczenie praktyczne – służył uprawie warzyw albo jako wybieg dla zwierząt gospodarskich. – Gdy byłam mała, z zazdrością patrzyłam na kwiaty przed domami innych ludzi, bo u nas nie było nawet jednej rabatki. W końcu uprosiłam tatę, żeby pozwolił mi posadzić trochę roślin ozdobnych. Zrobił mi malutki ogródek przy furtce, a ja obsadziłam go kwiatami przyniesionymi od sąsiadów. Miałam wtedy około dziesięciu lat – wspomina kojszowianka.

Reklama

Już wtedy jej największym marzeniem był duży ogród, wypełniony roślinami nie tylko kwitnącymi, ale i wiecznie zielonymi, by nawet w zimie mógł cieszyć oczy. Stopniowo udawało jej się przekonać rodziców do swoich wizji i z czasem skromny kwietnik zaczął się rozrastać. Mimo rozlicznych obowiązków w domu i gospodarstwie rolnym, a z upływem lat również tych związanych z opieką nad dziećmi, w wolnych chwilach Małgorzata Mołek wolała pielęgnować krzewy i rabatki niż wypoczywać przed telewizorem. Nawet w czasach, gdy większość czasu musiała poświęcać niepełnosprawnemu synowi, nie zaniedbała ogrodu. Praca w nim pozwalała jej choć na chwilę zapomnieć o troskach i psychicznie wypocząć. A wyjazdy z chłopcem na rehabilitację do Krakowa okazały się świetną okazją, by po drodze wstępować do dużego centrum ogrodniczego i kupować sadzonki roślin jeszcze wówczas niedostępnych w okolicach Makowa Podhalańskiego i Suchej Beskidzkiej.

Teraz, gdy jej trzej synowie są już dorośli i samodzielni, Małgorzata Mołek może sobie pozwolić na to, by całe godziny spędzać w ogrodzie, który niemal z roku na rok staje się coraz większy. Nie zajmuje już tylko terenu przed frontem rodzinnego domu, ale także spory obszar za nim. – Sama obmyślam, jak każda część ogrodu ma wyglądać, gdzie dodać nowe rośliny, jaki kształt nadać drzewkom. W urzeczywistnieniu tego wszystkiego pomaga mi mąż, którego trochę zaraziłam swoją pasją. Wybudował kapliczkę, kamienny grill i inne elementy małej architektury. Czasem też kupuje i sadzi rośliny, które mu się podobają – opowiada Małgorzata Mołek.

Reklama

Kojszowianka lubi zwiedzać inne ogrody, ale podkreśla, że stara się nie czerpać z nich inspiracji. W swoim chce wcielać w życie wyłącznie własne wizje. Niekiedy dość oryginalne, jak na przykład wykorzystanie muszli klozetowej w charakterze... donicy dla aksamitek.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama