Mieszkańcy górnej części Kojszówki z niepokojem patrzą na drzewa rosnące na jednej z posesji wzdłuż głównej drogi przecinającej wioskę. Boją się, że te w każdej chwili mogą runąć i dojdzie do tragedii. Zatem w czym tkwi problem, że drzew do tej pory nie usunięto?
Kilka dni temu z naszą redakcją skontaktowała się Beata Nowińska, która zwróciła uwagę, że w pobliżu pętli autobusowej, rosnące na jednej z posesji drzewa są mocno pochylone lub mają odkryty system korzeniowy. – Sąsiedzi są przerażeni, bo ich dzieci chodzą tą drogą do szkoły, przejeżdżają samochody. Niedawno wzywałam pracowników Taurona, ale oni przyjechali i powiedzieli, że to nie jest w ich kompetencji, chyba że drzewo zawali się na linie elektryczne. A co będzie jak ktoś będzie akurat tamtędy szedł lub przejeżdżał – pytała retorycznie Beata Nowińska. – Rosną na brzegu skarpy. Korzenie są na wierzchu. Gdy jest wiatr to uginają się do ziemi. To są sosny i nikt z tym nic nie robi, a są w bezpośrednim sąsiedztwie drogi – alarmowała.
Beata Nowińska wspomniała, że wręcz było już o krok od tragedii. - W tym roku jedno drzewo zawaliło się na drogę akurat przed moim synem jak jechał do pracy. Wzywaliśmy straż pożarną i usunęła je, ale gdyby syn jechał parę sekund wcześniej doszłoby do tragedii – mówi mieszkanka Kojszówki, która na ten temat rozmawiała z właścicielami nieruchomości. – Wyrazili zgodę na usunięcie drzew, ale zaznaczyli, że nie chcą ponosić związanych z tym kosztów. Natomiast to drzewo jest już pochylone i ono jest suche ma może około 25 m wysokości. Mój mąż powiedział, że jak się coś stanie złego sprawa trafi do sądu – mówi Beata Nowińska.
W sprawę zaangażowany został także makowski Urząd Miejski, który zajął jednoznaczne stanowisko. - W odpowiedzi na Pani pismo złożone do tut. Urzędu w dniu 05.06.2024 r. w sprawie usunięcia suchych drzew rosnących w okolicy pętli autobusowej w Kojszówce, Urząd Miejski w Makowie Podhalańskim informuje, że dokonał oględzin w terenie. Podczas oględzin potwierdzono zasadność ich usunięcia. W dniu 02.07.2024 r. zwrócono się pisemnie do właścicieli działki nr ewid. 2099/6 położonej w Kojszówce z prośbą o wykonanie przeglądu drzewostanu oraz dokonania niezbędnej podcinki lub usunięcia suchych i zagrażających drzew – napisał Paweł Barzycki, kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej w Makowie Podhalańskim.
Inne stanowisko w sprawie zajęli właściciele działki, na której znajduje się pochylone drzewo. Podkreślają, że mają pełną świadomość z zagrożenia jakie stanowi drzewo i już dawno chcieli je usunąć, a także inne, które nie jest jeszcze mocno pochylone, ale może w przyszłości stworzyć zagrożenie. Problem w tym, że -jak mówią- nikt nie chce podjąć się wycinki drzew z uwagi na ich usytuowanie. Kojszowianie kontaktowali się dotychczas z czterema firmami lub osobami zajmującymi się wycinką drzew. Nie podjęli się usługi, tłumacząc się, że konieczne jest użycie wysokiej zwyżki, a taką nie dysponują.
Właściciele posesji przekazali, że prosili o interwencję również pracowników energetyki, ale ci odmówili, wskazując, że oni podejmują działania dopiero w sytuacji zaistnienia awarii, a zatem pisząc wprost… gdy drzewo wywróci się na linię. Dodali przy tym, że spółka jest ubezpieczona.
Dopiero teraz udało im się znaleźć firmę, która ma podjąć się wycinki. Choć i to nie jest przesądzone.
- Mąż wyszedł na drzewo i przywiązał je, aby nie spadło na drogę. Mamy pełną świadomość zagrożenia. Tu nie chodzi o koszty, bo lepiej wydać 2 tysiące zł i usunąć drzewo niż pokrywać koszty naprawy samochodu, a tym bardziej płacić komuś dożywotnio rentę, gdyby doszło do nieszczęścia – mówi współwłaścicielka działki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze