W maju Centrum Kultury i Filmu im. Billy'ego Wildera rzuca następny seans-wyzwanie dla odważnych. Prawie trzygodzinna dawka arthouse'u będzie drugim tytułem z cyklu niszowych filmów - już kultowych lub z potencjałem stania się takimi. To jednocześnie pierwsza produkcja z Chin na suskim ekranie. Kuratorem jest ponownie nasz redakcyjny kolega, Tomasz Mielczarek.
Wizja Bi Gana to futurystyczna dystopia, w której nie potrafić śnić to być nieśmiertelnym, a ci, którzy śnią (śnią kino!), są Deliriantami skazanymi na wieczną, oniryczną tułaczkę. Epicki, formalnie mistrzowski obraz zabiera nas w pięć niezwykłych podróży po historii X muzy – od ekspresjonistycznego kina niemego, przez osadzony w czasie wojny noir, buddyjską przypowieść, neorealistyczny heist movie, po milenijną, wampiryczną love story. To kino wolne, hipnotyzujące, zachwycające – popis czystej wyobraźni.
Reklama
— oficjalny opis dystrybutora, Stowarzyszenie Nowe Horyzonty.
Po dobrej frekwencji na „Angel's Egg”, które zainaugurowało cykl filmowy pod szyldem naszego redaktora, do Suchej Beskidzkiej trafi fenomen z największych festiwali. „Zmartwychwstanie” już po pierwszych pokazach podzieliło kinomanów z całego świata. Odbiór dzieła Bi Gana wahał się między zachwytami nad wizualnym kunsztem a drzemkami w trakcie seansu. Reżyser nie miał nic przeciwko – w wywiadach zdradzał, że sam praktykuje zasypianie podczas oglądania filmów, a najlepsze drzemki zapewniają tytuły uznawane za artystyczne. W taki sposób obejrzał po raz pierwszy legendarny „Solaris” od Andrieja Tarkowskiego. Nie ma powodu, by obawiać się wysokiego progu wejścia do mało znanego u nas kina chińskiego twórcy. „Zmartwychwstanie” funkcjonuje w obezwładniającej logice snu i odczuwa się najlepiej po rezygnacji z gorączkowych prób interpretacji.
Jeśli żyjemy w czasach cyfryzacji rzeczywistości, przeliczalności życia, zastygających w polaryzacji opinii, Bi Gan proponuje antidotum: analogową niepewność. Przywraca praktykę oglądania bez potrzeby rozumienia, oglądania jako zasypiania. To kino „nowohoryzontowe”, ale – wbrew dewizie którejś z edycji Nowych Horyzontów – żadne tam „kino, które budzi”. Wręcz przeciwnie. „Zmartwychwstanie” zmartwychwstaje konfuzję, fantazję i senność jako cenne aspekty nie tylko sztuki, ale i rzeczywistości.
— z recenzji Jakuba Popieleckiego, Dwutygodnik.com
Manohla Dargis z kolei napisała dla New York Times, że „Zmartwychwstanie jest rozkoszą dla kinomanów, pełne ukłonów w stronę innych filmów i filmowców”. 37-letni reżyser zabiera widzów na imponującą podróż po estetykach wizualnych. W trakcie tej eskapady zmieniają się również koncepcje narracyjne. Bi Gan w jednym z najbardziej ambitnych projektów w kinie artystycznym ostatnich lat zmieścił współczesną historię chińskiej kinematografii - od filmu niemego, przez noir i buddyjskie opowieści, po wampiryczny romans.
Realizacyjnym popisem wizualnych możliwości kina jako medium jest zwłaszcza ponad półgodzinne ujęcie bez cięć montażowych. Kamera nie opuszcza wówczas bohaterów krążących po plątaninie uliczek. W trakcie ich wędrówki zmianie ulega nie tylko oświetlenie scen, ale również sposób ich kadrowania, a nawet upływ czasu. Jackson Yee, pierwszoplanowy aktor, zdradził podczas konferencji, że filmowcom ich nakręcenie zajęło ponad pół miesiąca. Prace nad osobliwym mastershotem trwały tylko nocą.
Produkcja w wersji roboczej została ukończona zaledwie kilka dni przed premierą zeszłorocznego festiwalu w Cannes. Kolejne prace montażowe i poprawki efektów specjalnych sprawiły, że ostateczny kształt „Zmartwychwstania” uległ zmianom przed wejściem do kin.
O najnowszej propozycji filmowej w ramach cyklu „Tomasz Mielczarek poleca” wspominają również Katarzyna Kozieł i Grzegorz Wysmołek w „Kinie na dwa głosy”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze