Blady strach padł na hodowców owiec i bydła w Jordanowie. W jednym z gospodarstw położonych pomiędzy zabudowaniami mieszkalnymi w biały dzień pojawił się wilk lub wataha wilków!
Dramat hodowczyni owiec rozegrał się w czwartek. – Jak co dzień zaprowadziłam rano owce na ogrodzone pastwisko. Gdy wieczorem weszłam do zagrody od razu wiedziałam, że „coś jest nie tak”. To było widać w oczach tych zwierząt i po ich zachowaniu. Były zdenerwowane, przestraszone. Potem szybko dostrzegłam, że nie zgadza się ich ilość – opowiada pani Karolina.
Gdy opiekunka stada zaczęła obchód zagrody dosłownie zamarła. W pobliżu ogrodzenia znalazła jedną z owiec, a w zasadzie to, co z niej zostało, czyli praktycznie sam szkielet. Wówczas zorientowała się, że stado zostało zaatakowane przez wilka lub watahę wilków. – To się wydarzyło w biały dzień w pobliżu domów. Nikt nic nie słyszał i nic nie widział. Trudno powiedzieć, czy to było stado wilków, czy jeden samotny. To bez znaczenia. Zarówno ja, jak i sąsiedzi boimy się, że wilk czy wilki mogą wrócić. Hodujemy owce, bydło. To są dla nas duże straty – mówi mieszkanka Jordanowa, która na razie straciła dwie dorodne owce. Druga została wyciągnięta poza ogrodzenie. Jordanowianka znalazła w zaroślach strzępy wełny, co sugeruje, że zwierzę było ciągnięte w nieznanym kierunku. – Kiedy rano wyganiałam je do dużego, ogrodzonego pastwiska nic nie wskazywało na to, że dwie już nie wrócą. Ciężko dorobić się czegokolwiek, a tu w jednej chwili tracimy zwierzęta i poczucie bezpieczeństwa – ubolewa. - Nie tylko my hodujemy zwierzęta, ale również sąsiedzi. Wszyscy się boimy. Mamy owce, ale również młode cielaki, które mogą nie być w stanie się obronić przed drapieżnikiem - mówi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze