W Kojszówce żył sobie Jakub, który zajmował się krawiectwem. Szył bardzo solidnie, toteż miał wielu klientów. Dla kobiet szczególnie pięknie wychodziły mu: sukienki, bluzki, spódnice, zaś dla mężczyzn: spodnie, koszule oraz ubrania. Oprócz tego sprzedawał także materiały zakupione w Krakowie. Do kosztów, które ponosił, kiedy wyjeżdżał do miasta, doliczał zawsze pięćdziesiąt procent zysku. Za uszyte ludziom rzeczy liczył drogo. Bardzo się to podobało diabłu o imieniu Lucyper.
Późnym wieczorem ktoś zapukał do drzwi Jakuba.
Kto to może być?
Jestem już zmęczony i chciałem mieć chwilę spokoju dla siebie – mruczał Jakub, ziewając ze znużenia.
Kiedy otworzył drzwi zobaczył jakieś dziwadło. Na głowie miał małe rogi. Oczy duże z przeraźliwym spojrzeniem. Nos długi, szpiczasty i brodę. W rękach trzymał ogon i nim machał, z niewinnym uśmiechem.
Rany Boskie! - przecież to diabeł, z piekła rodem – przeraził się Jakub, cofając się w głąb korytarza.
A skąd się tutaj wziąłeś i co chcesz? - zagadał do diabła krawiec, ze zdumieniem.
Jestem Lucyper z piekła czerwonego – przedstawił się diabeł i nie czekając na zaproszenie wszedł do środka.
Pragnę ciebie zabrać ze sobą do mojego królestwa, ponieważ tam nie ma kto szyć ubrań diabłom – wyjaśnił Lucyper powód wizyty.
Wiesz co ty diable rogaty, ja teraz z tobą do piekła nie pójdę.
Mam tu na ziemi jeszcze dużo do zrobienia.
Nie chcę rozstawać się z tym światem – tłumaczył Jakub.
Ale kiedy przyjdzie na to czas, to mnie tam zobaczysz – powiedział szatanowi krawiec.
Mnie jest zawsze zimno – kontynuował – to chociaż u ciebie będzie mi ciepło.
Przyrzekam ci, iż moją duszę zabierzesz, ale dopiero po mojej śmierci.
Podpisz mi drogi Jakubie na tym cyrografie, coś mi teraz przyrzekł – odpowiedział Lucyper Jakubowi, rozkładając czarny papier z białym pismem przyrzeczenia.
Krawiec zdominowany przez diabła, nawet się nie zastanawiał i podpisał zobowiązanie. Szatan zdobycie kolejnej duszy przyjął z satysfakcją.
No to cię teraz mam w garści – powiedział i nagle zniknął.
Mężczyzna usłyszał tylko szyderczy śmiech Lucypera. Dopiero teraz dotarło do Jakuba, co na stare lata uczynił.
O rety! O rety! - lamentował.
Będę się w piekle smażył.
Może za to, iż tak dużo liczyłem ludziom za szycie – rozmyślał krawiec.
Albo za to, że brałem pieniądze z wielką nawiązką, za materiały z Krakowa – myśli nie dawały mu spokoju.
Muszę się szybko zmienić. Wtedy być może do piekła nie trafię, gdyż Bóg jest miłosierny dla wszystkich i obroni mnie przed Lucyperem – rozprawiał z nadzieją.
Lucyper musi odpuścić, musi i basta, bo dobrych, uczciwych, sprawiedliwych ludzi u siebie nie potrzebuje – deliberował Jakub.
Od tej chwili postanowił twardo wziąć się za siebie i się radykalnie zmienić. Czy mu się udało, czy trafił do piekła?
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!