Od kilku tygodni możemy cieszyć się pełnią lata. Jednak 23 lata temu pogoda na przełomie drugiej i trzeciej dekady lipca była w powiecie suskim zgoła inna. 25 lipca w Makowie Podhalańskim nastąpił istny Armagedon.
Z archiwalnych danych meteorologicznych wynika, że pierwsze intensywne opady deszczu w powiecie suskim, jak i na terenie całego obszaru zlewni górnej Skawy pojawiły się już 16 i 17 lipca. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że z czasem przyczynią się one do ludzkich dramatów setek osób. – Przez 10 dni niemal nieustannie padało. Chmury mają to do siebie, że się przemieszczają. Tymczasem w pewnym momencie zawisła ona nad Makowską Górą i spadały z niej niespotykane ilości deszczu – wspomina Kazimierz Polak, który potem uwiecznił skalę zniszczeń.
Zanim jednak do niego doszło liczne stacje meteorologiczne Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej notowały opady dobowe na poziomie 30 do 65 mm, a zatem w ilości 30-65 litrów wody na metr kwadratowy, co oznacza, że gdyby ustawić dowolny pojemnik i zebrać w nim wodę, to w każdym miejscu jej poziom miałby od 3 do 6,5 cm.
Co prawda w dniach 18-21 lipca padało mniej, ale była to przysłowiowa cisza przed burzą. 22 lipca rozpoczęła się główna i najsilniejsza faza opadu trwająca do 27 lipca. Na mocno już nasiąkniętą glebę, która po prostu już nie mogła chłonąć wody w Makowie Podhalańskim spadło 24 lipca dalsze 94,6 mm deszczu, a zatem blisko 9,5 cm na każdą wolną przestrzeń, a dzień później kolejne 190,8 mm (19,08 cm). Najintensywniejsza faza opadu wystąpiła nad Makowską Górą, gdzie w ciągu zaledwie 3 godzin (pomiędzy 18.00 a 21.00) spadło 150 mm deszczu (w sumie od 15 do 27 lipca suma opadu wyniosła aż 457,8 mm. To prawie połowa rocznego opadu występującego w tym regionie).
Jak wskazuje IMGW „takie sumy opadu musiały mieć wpływ na sieć rzeczną zlewni. Przepływ na stacji wodowskazowej Osielec na rzece Skawa (powyżej Makowa Podhalańskiego) 25 lipca o 13:00 wyniósł aż 478 m3/s, dziś jest to zaledwie niecały 1 m3/s W okolicy Makowa stany wody w potokach zaczęły gwałtownie rosnąć. O godzinie 21:00 wezbrana Skawa na wodowskazie w Suchej Beskidzkiej (poniżej Makowa Podhalańskiego) „niosła” już 737 m3/s wody”.
Jednak największy wzrost poziomu wody w rejonie Makowa Podhalańskiego odnotowano w Księżym Potoku, gdzie poziom wody osiągnął 3 metry. Tak ogromne ilości wody przepływające przez miasto spowodowały katastrofalną powódź. Potoki zaczęły wyrywać drzewa z korzeniami, niszczyć drogi, chodniki, a nawet przenosić samochody osobowe. Całkowitemu zniszczeniu uległ m.in. rynek. Miasto zostało odcięte od świata, pozbawione bieżącej wody, gazu oraz elektryczności. Zniszczonych zostało 190 mieszkań, a 8 budynków musiało zostać rozebranych po powodzi. Uszkodzona została sieć wodociągowa i kanalizacyjna, niemal 60 km dróg i 27 mostów przestało istnieć. Straty wyniosły ponad 16 milionów złotych. – W rejonie ul. Źródlanej do Młynówki wpadł kontener na śmieci. Powstała zapora i woda gromadziła się ponad nią, Gdy została przerwana niszczycielska fala przeszła przez centrum – wraca do tamtych dni Kazimierz Polak. Dodaje, że na szczęście szybko napłynęła pomoc z różnych części kraju, która pozwoliła odbudować miasto. Niemal natychmiast zaoferował ją burmistrz Władysławowa, co stało się przyczynkiem do zawiązania partnerstwa pomiędzy miastami i niezwykle ciepłych relacji.
Powódź spowodowała także zniszczenia w innych rejonach powiatu suskiego. Zalania i uszkodzenia miały miejsce m.in. w Suchej Beskidzkiej, Zawoi oraz w Jordanowie i okolicznych miejscowościach. W przysiółku Zawodzie w Lachowicach intensywne opady deszczu doprowadziły do osunięcia się ziemi, które zniszczyło kilkanaście domów.
W oparciu o materiały IMGW-BIP
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze