„Gość w dom, Bóg w dom”- przysłowie, które każdy Polak ”wyssał z mlekiem matki”.
Dzisiaj te słowa są filarem polskiej gościnności - wyznacznikiem dobrego wychowania i tradycji.
Dewastacje, wyzwiska, impertynencja …
Czy jako gospodarz, mamy prawo reagować ?
Sucha Beskidzka. Miasto położone w niewielkiej kotlinie na skraju Beskidu Makowskiego i Beskidu Małego. Miejsce, przez które biegnie główna droga przejazdowa m.in. do Zakopanego, w Tatry. To m.in. dlatego można tutaj spotkać mieszankę kulturową. Miasto to bowiem stało się centrum międzynarodowej integracji. Ma to miejsce dzięki prężnie działającym wyższym ośrodkom edukacyjnym na terenie Suchej. Daje to miastu prestiż wśród innych miast powiatu. Pod warunkiem jednak, iż prestiż ten czyni miasto przyjaznym i otwartym. Jednak w ostatnich dwóch latach Sucha Beskidzka stała się nie tylko kolebką stosunków międzynarodowych, ale także miejscem słynącym z pobłażliwości dla nieokrzesanego „gościa”.
O kim mowa?
Mieszkańcy Suchej, mianem „szarańczy” określają napływających ze wschodu mieszkańców pochłoniętej walkami Ukrainy.
- Nie przeszkadza mi ich obecność, póki płacą w terminie - mówi jedna z właścicielek stancji, znajdującej się w Suchej Beskidzkiej. Niestety, taka opinia jest już rzadkością. Coraz częściej usłyszeć można zew rozpaczy właścicieli mieszkań wynajmujących od lat stancje studentom.
- Rozwalone krzesła, dziura w ścianie, o! i wypalone dywany , firany. To nie jest normalne. Nie wiem skąd u Nich takie przyzwyczajenia! Zero szacunku ! Bezczelnie potrafili wyprzeć się, że to nie oni to zrobili, tylko takie mieszkanie już było! Pierwszy raz od jakichś 10 lat zdarzyła mi się taka sytuacja! – uskarża się mieszkaniec Suchej Beskidzkiej, wynajmujący lokal grupie młodzieży z Ukrainy.
Nie tylko studenci, czują dominację państwa wschodu.
Codziennością mieszkańców stały się obco brzmiące słowa, aroganckie zachowania i dyskryminacja w pobliżu własnego domostwa. Niestety z jednoznacznie pejoratywną opinią na temat żaków zza Buga spotkać się można na każdym kroku na terenie powiatu. Co gorsza, zła „fama” dociera, nawet poza granice Ziemi Suskiej – do Wadowic, Andrychowa. O „ Ukrainie” usłyszeć można nie tylko w miejscach, gdzie bawią się młodzi ludzie. W każdym miejscowym sklepie, hurtowni, zakładzie pracy, jest to temat inicjujący początek wrzawej dyskusji na temat „pobłażliwości narodu polskiego” względem naszych sąsiadów.
Obywatele Ukrainy zapytani o wiarygodność oskarżeń padających pod ich adresem, nawet nie próbują polemizować. Bez oznak sprzeciwu czy wzburzenia przyjmują ciosy od niezadowolonych mieszkańców Suchej Beskidzkiej.
Brak polemiki, często wynika z braku poczucia, iż to coś zmieni. W większości ci młodzi ludzie stawiają system naszego kraju, na równej szali z systemem Ukrainy, gdzie każde wołanie o pomoc jest ignorowane.
Jednak nie wszyscy pozostają bierni na te zarzuty.
- Takie opinie bardzo mnie obrażają , bo my nie jesteśmy bandytami. – żali się Vicka, studentka z Ukrainy- Po prostu mamy parę osób, którzy nie umieją się zachowywać. Przyjechaliśmy tu studiować i budować dla siebie lepsze życie, a nie psuć życia Polakom.
Gdzie zatem leży problem?
Być może patrząc na zachowanie obcokrajowców, często mamy klapki na oczach? Nie widzimy własnych błędów, nieraz po stokroć gorszych. Rozgraniczając przewinienia, miejscowi zapominają o swojej młodzieży, która nierzadko do grzecznych nie należy.
Osądzając innych, wpierw „posprzątajmy” na własnym podwórku. Stereotypowe szufladkowanie wszystkich „obcych” jest niestety domeną Polaków. Warto stronić od takiej oceny przez wzgląd na tych, których taki stereotyp nie obejmuje.
Zewsząd padają zarzuty. Są one jednak tylko „bańkami mydlanymi”, które szybko tracą na znaczeniu i wartości. Można narzekać, że „nikt nic z tym nie robi”. Czy aby jednak brak radykalnych posunięć władz czy tez miejscowych służb nie jest związany wyłącznie z brakiem formalnego odzewu społeczności? Czy przymykamy oko na nieodpowiednie zachowania by nie zostać publicznie posądzonych o dyskryminację? Czy to nie otwiera nam furtki, by w cieniu tworzyć kolejne niebezpieczne stereotypy?
„Gość w dom, Bóg w dom”- przysłowie to zanika w cywilizacyjnym pędzie. Globalizacja przyczyniła się do zaniku granic, ale tylko tych terytorialnych. Nadal obowiązują podmioty: „gospodarz” i „gość”. Jako gospodarze, mieszkańcy Suchej Beskidzkiej mają obowiązki względem gości, ale także prawa – z których winni korzystać. To samo tyczy gości – o czym powinni pamiętać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze