Sądzisz, że nikt nie wie, czym palisz w piecu? Mylisz się. Nie trzeba nawet wchodzić do Twojego domu, by to sprawdzić. Wystarczy dron, który na chwilę zatrzyma się nad kominem, pobierze próbkę dymu i przeanalizuje jego skład. W gminie Maków Podhalański to na razie jest jeszcze przyszłość, ale już teraz prowadzone są tam kontrole palenisk, aby wyłapać trucicieli powietrza.
Gdy zauważono drona krążącego nad domami w Makowie Podhalańskim i w Białce, pojawiły się pogłoski, że to "latające laboratorium", które lokalizuje źródła zanieczyszczeń powietrza i sprawdza skład dymu wydobywającego się z kominów. Jak się jednak okazuje, do makowskiej gminy nie dotarła jeszcze taka technologia, aczkolwiek Alarm Smogowy Powiatu Suskiego walczy o to, aby ją wprowadzić. – Rozmawiałam już z Głównym Instytutem Górnictwa w Katowicach w sprawie wynajęcia u nich drona z obsługą. Tylko jeszcze musimy popracować nad tym, by w tej kwestii zmiękczyć burmistrza i Radę Miejską – mówi makowianka Barbara Charążka, przewodnicząca Alarmu Smogowego Powiatu Suskiego.
Ale w gminie Maków Podhalański prowadzone się kontrole tego, co spalają mieszkańcy w piecach, choć na razie nie odbywa się to z powietrza. Miejscy urzędnicy w asyście policji bez uprzedzenia przychodzą do domów i zaglądają do kotłowni. – Mierzymy zawartość wilgoci w drewnie opałowym, sprawdzamy certyfikaty opału, przyklejamy na kotłach naklejki przypominające o konieczności ich wymiany, edukujemy. Jeżeli są jakieś nieprawidłowości, policja daje upomnienia lub wystawia mandaty – informuje burmistrz Makowa Podhalańskiego Paweł Sala.
Paweł Barzycki, kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej w makowskim magistracie uzupełnia, że w ubiegłym roku odbyło się około 170 kontroli palenisk. Część z nich prowadzona była rutynowo, inne były reakcją na zgłoszenia dokonane na przykład przez internetowy formularz ekointerwencji, dostępny na stronie https://powietrze.malopolska.pl . Ich wyniki są raczej optymistyczne. – Na te wszystkie kontrole stwierdziliśmy tylko kilka przypadków zbyt wilgotnego drewna przygotowanego do spalenia. Były też nieliczne przypadki używania do rozpałki gazet czy zadrukowanych kartonowych opakowań. Są to odpady, które należy wyrzucić, a nie spalać. W jednym miejscu w popiele odkryliśmy metalową pozostałość po spaleniu kawałka jakiegoś mebla, prawdopodobnie szafy, a w innym bioodpady. Podobno niektórzy palą obierki z ziemniaków w celu utrzymania drożności komina, ale tam znaleźliśmy coś w rodzaju… pomidora – mówi Paweł Barzycki. Jak podkreśla, właściciele domów, w których wykryto nieprawidłowości, zostali wpisani na „czarną listę” i mogą się spodziewać za jakiś czas kolejnej wizyty. – Nawiązaliśmy też współpracę z Instytutem Chemicznej Przeróbki Drewna w Zabrzu i niebawem podpiszemy z nim umowę na badanie próbek popiołu, który będziemy pobierać tam, gdzie zaistnieje podejrzenie spalania odpadów – dodaje kierownik.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze