Reklama


Gmina Maków. Niech drżą truciciele

10/01/2020 11:09

Sądzisz, że nikt nie wie, czym palisz w piecu? Mylisz się. Nie trzeba nawet wchodzić do Twojego domu, by to sprawdzić. Wystarczy dron, który na chwilę zatrzyma się nad kominem, pobierze próbkę dymu i przeanalizuje jego skład. W gminie Maków Podhalański to na razie jest jeszcze przyszłość, ale już teraz prowadzone są tam kontrole palenisk, aby wyłapać trucicieli powietrza.

 

Gdy zauważono drona krążącego nad domami w Makowie Podhalańskim i w Białce, pojawiły się pogłoski, że to "latające laboratorium", które lokalizuje źródła zanieczyszczeń powietrza i sprawdza skład dymu wydobywającego się z kominów. Jak się jednak okazuje, do makowskiej gminy nie dotarła jeszcze taka technologia, aczkolwiek Alarm Smogowy Powiatu Suskiego walczy o to, aby ją wprowadzić. – Rozmawiałam już z Głównym Instytutem Górnictwa w Katowicach w sprawie wynajęcia u nich drona z obsługą. Tylko jeszcze musimy popracować nad tym, by w tej kwestii zmiękczyć burmistrza i Radę Miejską – mówi makowianka Barbara Charążka, przewodnicząca Alarmu Smogowego Powiatu Suskiego.

Reklama

Ale w gminie Maków Podhalański prowadzone się kontrole tego, co spalają mieszkańcy w piecach, choć na razie nie odbywa się to z powietrza. Miejscy urzędnicy w asyście policji bez uprzedzenia przychodzą do domów i zaglądają do kotłowni. – Mierzymy zawartość wilgoci w drewnie opałowym, sprawdzamy certyfikaty opału, przyklejamy na kotłach naklejki przypominające o konieczności ich wymiany, edukujemy. Jeżeli są jakieś nieprawidłowości, policja daje upomnienia lub wystawia mandaty – informuje burmistrz Makowa Podhalańskiego Paweł Sala.

Paweł Barzycki, kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej w makowskim magistracie uzupełnia, że w ubiegłym roku odbyło się około 170 kontroli palenisk. Część z nich prowadzona była rutynowo, inne były reakcją na zgłoszenia dokonane na przykład przez internetowy formularz ekointerwencji, dostępny na stronie https://powietrze.malopolska.pl . Ich wyniki są raczej optymistyczne. – Na te wszystkie kontrole stwierdziliśmy tylko kilka przypadków zbyt wilgotnego drewna przygotowanego do spalenia. Były też nieliczne przypadki używania do rozpałki gazet czy zadrukowanych kartonowych opakowań. Są to odpady, które należy wyrzucić, a nie spalać. W jednym miejscu w popiele odkryliśmy metalową pozostałość po spaleniu kawałka jakiegoś mebla, prawdopodobnie szafy, a w innym bioodpady. Podobno niektórzy palą obierki z ziemniaków w celu utrzymania drożności komina, ale tam znaleźliśmy coś w rodzaju… pomidora – mówi Paweł Barzycki. Jak podkreśla, właściciele domów, w których wykryto nieprawidłowości, zostali wpisani na „czarną listę” i mogą się spodziewać za jakiś czas kolejnej wizyty. – Nawiązaliśmy też współpracę z Instytutem Chemicznej Przeróbki Drewna w Zabrzu i niebawem podpiszemy z nim umowę na badanie próbek popiołu, który będziemy pobierać tam, gdzie zaistnieje podejrzenie spalania odpadów – dodaje kierownik.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama