Trudno silić się na wyszukany wstęp w sytuacji, gdy obecnie konia z rzędem temu kto wytypuje poprawnie wyniki spotkań w ALPS. Stawka tak się wyrównała, że każdy może wygrać z każdym, a o końcowym rezultacie decyduje dyspozycja lub… niedyspozycja dnia.
Czarne Cienie zalane Betonem
Trzecią kolejkę ALPS rozpoczęło starcie zawojskich Czarnych Cieni z suskim Beton2. No i od razu poszło na noże, co tylko zwiastowało, że w kolejnych meczach będzie podobnie.
Spotkanie rozpoczęło się dla zawojan znakomicie. Wynik otworzył Dariusz Giertuga, a prowadzenie podwyższył Łukasz Dudziak. Jak mawiał jednak klasyk, mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. I słowa te wzięli sobie do serca suszanie. Nie wiemy czy zażyli coś na przyrost sił witalnych, czy też nie. Pewne jest jedno. Po dwóch bramkach Damiana Gracjasza oraz trafieniach Jakuba Lupy i Michała Czaickiego z wyniki 2:0 dla Black Shadows zrobiło się 4:2 dla Beton2. Co prawda wyczyn Gracjasza skopiował Mateusz Bienias, ale w międzyczasie przymierzył ponownie Lupa i to suszanie mieli lepszą niedzielę. - Patrząc na historię naszych meczów, można stwierdzić, że bardziej lubimy gonić wynik, aniżeli go bronić. Z 2:0 wyszliśmy na prowadzenie i nie oddaliśmy go już do końca. Cieszy pierwsza wygrana w sezonie i będziemy się starać żeby nie zboczyć już z tej zwycięskiej ścieżki – komentuje niedzielny mecz Mateusz Fronczak, kapitan Beton2.
Beton2 Sucha Beskidzka – Black Shadows Zawoja 4:5
Bramki: Gracjasz (2), Lupa (2), Czaicki – Bienias (2), Giertuga, Dudziak
Beton2: Czaicki, S. Fronczak, Gracjasz, Grajny, Lupa, Plewa, Semik, Śladewski, Tatara
Black Shadows: Baca, Bania, Bienias, Ciapała, Dudziak, Giertuga, Polak, Putyra
* * * * *
„Jeziorowcy” rosną w siłę
Choć Los Asfaltos to już nie ta sama drużyna, co jeszcze dwa, trzy sezony temu, ale jednak wciąż jest to groźna ekipa. Pokonanie jej nie jest – przynajmniej na razie- pisane każdemu. Tymczasem sztuki tej dokonał w niedzielę Mucharz Team.
„Falowanie i spadanie” śpiewała nieodżałowana Kora Jackowska. I właśnie starcie suszan z drużyną z powiatu wadowickiego było takim falowaniem. Za sprawą Roberta Wolskiego, dwóm bramkom Marcina Banasia oraz golu Sławomira Tłoka zespół znad Jeziora Mucharskiego prowadził już 4:0. Można powiedzieć nokaut. Nic tylko wziąć ręcznik i rzucić nim na ring. Tyle tylko, że to nie leży w naturze ambitnych i walecznych suszan, którzy nierzadko właśnie siłą woli i determinacją pokonywali trudności i sięgali po mistrzostwo ligi. Sygnał do ataku dał Daniel Knatt, a potem dwukrotnie piłkę do siaty posłał Rafał Pietrusa i mecz niemal zaczął się na nowo, a już na pewno Asfaltosy poczuły krew.
Zapędy suszan poskromił nieco Bartłomiej Polak, ale za sprawą niezawodnego Janusza Raka znowu było wszystko na styk. Dopiero bramka Adriana Brytana przesądziła, że tego dnia suszanie nie wyszarpali punktu, a Mucharz Team zainkasował pierwszy raz w tym sezonie pełną pulę. - To był nasz mecz. Nas było 7 ich 15 Nawet bramkarza nam brakowało, ale w najtrudniejszym zadaniu, czyli na bramce, wykazał się nasz obrońca Bartek Gajda. Był niczym Dudek w Realu Madryt. A poza tym cały zespół wykazał się mega dobrą predyspozycją do gry. Na najwyższym poziomie zagrał nasz napastnik Marcin Banaś, który wykazał się dwoma asystami i dwoma bramkami. Z tego, co widzę, to coraz lepiej to wygląda. Nasza obrona z meczu na mecz jest coraz bardziej skuteczna i nie do z forsowania. Skupiamy się na następnym meczu i gramy dalej – podsumowuje w euforii spotkanie Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team.
Mucharz Team – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 6:4
Bramki: Banaś (2), Brytan, Polak, Tłok, Wolski – Pietrusa (2), Knatt, Rak
Mucharz Team: Banaś, Brytan, B. Gajda, D. Gajda, Polak, Tłok, Wolski
Los Asfaltos: Głuc, Jurowaty, Karlak, Knatt, Krzeszowiak, Kuczek, Pęczek, Pietrusa, Pilarczyk, Rak
* * * * * *
Monter zatrzymany na Złotej Uliczce. Winna Eucharystia?
Nie może złapać właściwego rytmu broniący tytułu kurowski Monter. Co prawda nadal jest w czubie, ale oczekiwania w zespole były chyba większe. Za to rewelacyjny sezon kontynuuje suska Golden Street.
Choć spotkanie było meczem z cyklu „bramka ze bramkę”, to pierwsi strzelanie rozpoczęli suszanie i oni także je zakończyli. I to ten fakt powoduje, że to właśnie drużyna Golden Street po dwóch trafieniach Dawida Sochackiego oraz bramkach Jarosława Basiury i Roberta Sumery odniosła zasłużone zwycięstwo. - Mecz mieliśmy pod kontrolą i jestem dumny z naszej drużyny. Po raz kolejny zagraliśmy bardzo konsekwentnie i przy maksymalnym zaangażowaniu, co przyniosło rezultat w postaci zwycięstwa. Jesteśmy z siebie zadowoleni, ale nie możemy spocząć na laurach. Są bowiem elementy wymagające poprawy, szczególnie przy wyprowadzeniu piłki i wykończeniu. Dotychczasowy przebieg gier i sparingi pozwalają jednak patrzeć w przyszłość z nadzieją – stwierdził po niedzielnym meczu Piotr Bargieł z Golden Street.
- No słabo, ale braliśmy taki scenariusz po uwagę. Chcieliśmy przełożyć mecz o godzinę, ale się nie udało. Stąd kiepski skład. Czterech zawodników miało w rodzinie komunię, piąty był w pracy. Z drugiej strony z przebiegu meczu nie zasłużyliśmy na porażkę. Remis byłby sprawiedliwy, choć faktem jest, że w końcówce zabrakło nam sił. Otworzyliśmy się i nadzialiśmy się na kontrę. Zresztą wszystkie bramki padły po naszych indywidualnych błędach. Jednak jak mówiłem rozczarowania nie ma. Walczymy dalej. Wciąż jesteśmy w grze o najwyższe lokaty – komentuje Tadeusz Copija, kapitan Montera.
Golden Street Sucha Beskidzka – Monter Kurów 4:2
Bramki: Sochacki (2), Basiura, Sumera – Barzycki, Szwed
Golden Street: Banaś, Bargieł, Basiura, Kubieniec, Pyka, Sochacki, Steczek, Sumera, Piątek
Monter: Barzycki, T. Copija, Artur Karcz, Adam Karcz, Klimasara, Świerkosz, Szwed, Tlałka, Ząbek
* * * * * *
Luz Blues nie było. Woodica postawiła na swoim
Ostatni mecz tej serii gier był wyjątkiem, potwierdzającym regułę, że w tym sezonie o wyniku decyduje jedna, góra dwie bramki.
Drużyna juszczyńskiej Woodici szybko ułożyła sobie mecz, wychodząc na czterobramkowe prowadzenie. Potem niczym wytrawny bokser kontrolowała już wydarzenia. I choć sama otrzymała dwa ciosy, to w międzyczasie wyprowadziła cztery kolejne. I choć nokautu nie było, to skawicki Luz Blues wyraźnie przegrał na punkty. - Bywają takie mecze, iż przeciwnik robi nam z tylnej części ciała „jesień średniowiecza”. To był ten mecz. Obronę mieliśmy dziurawą, jak szwajcarski ser ,a z przodu jak ,mówił mój trener, „zrobiliśmy z bramkarza bohatera”. Woodica lepiej zaczęła, dwie szybkie bramki, później następne dwie i robi się 4:0. Strzelamy na 4:1 i ciśniemy cały czas aby zmniejszyć wynik. To był kluczowy moment meczu. Gdyby udałoby się nam doprowadzić do wyniku 2:4 to mecz skończyłby się inaczej. Jednak niestety tracimy bramkę na 1:5 i w tym momencie było po zawodach. Gratulacje dla zespołu Woodica, w tym meczu byli od nas lepsi, a my musimy popracować nad formą, zaangażowaniem, koncentracją w obronie, ataku i pomocy przed następnym meczem – komentuje gorzko Marcin Pająk, kapitan Luz Blues.
Woodica Juszczyn – Luz Blues Skawica 8:2
Bramki: Kwaśniewski (3), Kaczmarczyk (2), Piątek (2), M. Surmiak – Gigoń, Franczak
Woodica: Bury, Dobrzycki, Job, Kaczmarczyk, Kwaśniewski, Marek, Piątek, Sałapatek, M. Surmiak, K. Surmiak
Luz Blues: M. Bartyzel, G. Bartyzel, Bielarz, Franczak, Gigoń, Nosal, Pająk, T. Smyrak
| Poz | Zespół | M | Pkt | Bramki+ | Bramki- |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Woodica | 8 | 17 | 32 | 14 |
| 2 | Mucharz Team | 8 | 17 | 39 | 29 |
| 3 | Los Asfaltos | 8 | 15 | 26 | 18 |
| 4 | Luz Blues | 8 | 15 | 32 | 31 |
| 5 | A.K.P RELAX | 8 | 12 | 38 | 26 |
| 6 | Golden Street | 8 | 10 | 26 | 30 |
| 7 | Monter | 8 | 8 | 15 | 26 |
| 8 | Beton 2 | 8 | 7 | 27 | 40 |
| 9 | Black Shadows | 8 | 3 | 22 | 43 |
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze