Wzniesiony w Skawicy Suchej Górze dom Andrzeja Szafrańca niczym nie wyróżnia się od innych budynków mieszkalnych mijanych przy drodze wiodącej z tej miejscowości w kierunku Juszczyna. Tymczasem skrywa w sobie setki strażackich pamiątek zgromadzonych przez skawickiego kolekcjonera.
Andrzej Szafraniec należy do grona druhów miejscowej OSP Skawica Sucha Góra o najdłuższym stażu. Związany jest z jednostką od 40 lat, a niewiele krócej, bo 30 lat pełni funkcję jej naczelnika i tym samym bierze aktywny udział w działaniach ratowniczo-gaśniczych. – Prezes nie musi być czynnym strażakiem, ale naczelnik odpowiada za działalność bojową jednostki – mówi Andrzej Szafraniec, który jeszcze kilkanaście lat temu nie przypuszczał, że jego zamiłowanie do pożarnictwa nie będzie ograniczało się wyłącznie do niesienia pomocy mieszkańcom, gdy zagrożone jest ich zdrowie, życie lub mienie.
Od ćwierć wieku Andrzeja Szafrańca łączy bardzo dobra znajomość, a wręcz przyjaźń z honorowym naczelnikiem OSP Ząb -Wojciechem Lassakiem, który od lat jest zapalonym kolekcjonerem przedmiotów związanych ruchem strażackim. Zbiera między innymi modele samochodów strażackich oraz naszywki. – 5-6 lat temu zaraził mnie swoją pasją. Dziś stwierdzam, że trzeba być naprawdę zakręconym, ale to wciąga – śmieje się mieszkaniec Skawicy, który pierwszą naszywkę strażacką dostał właśnie od swojego znajomego z rodzinnej miejscowości znakomitego skoczka narciarskiego Kamila Stocha.
KOLEKCJA ZACZĘŁA SIĘ POWIĘKSZAĆ
Gdy już Andrzej Szafraniec złapał kolekcjonerskiego bakcyla, to jego zbiory natychmiast zaczęły się powiększać. – Nasza jednostka nie posiadała naszywki. Gdy zrobiliśmy je dla siebie, to dodatkowo na własny koszt zamówiłem 100 kolejnych i wymieniam się z kolekcjonerami, ale także kontaktuję się z prezesami innych jednostek. Pomocne są przy tym media społecznościowe, gdyż w nich strażacy chwalą się posiadaniem nowych naszywek. Jedni podsyłają bezinteresownie, a inni na wymianę – opowiada mieszkaniec skawickiej Suchej Góry, który pasję dzieli z żoną Teresą. To jego wybranka serca pomaga nierzadko nawiązać kontakt z innymi jednostkami. Bardzo dobre relacje łączą ich z Józefą Rydzyńską z położonego nieopodal Nowej Rudy Dzikowca. Dzięki niej sukcesywnie powiększają zbiory o naszywki z Czech.
Do ciągłego wzbogacenia kolekcji przyczynia się także kontakt z Muzeum Pożarnictwa w Kotuniu, ale i udział skawiczan w pielgrzymkach strażackich na Górę św. Anny, Jasną Górę oraz Krzeptówek do Ludźmierza, która odbywa się w pierwszą niedzielę czerwca. Andrzej Szafraniec bierze również udział w aukcjach charytatywnych, pozyskując w ten sposób trzy naszywki, które swoim motywem nawiązywały do powodzi jaka nawiedziła Dolny Śląsk, a zarazem dochód z nich został przeznaczony na poszkodowanych przez żywioł. – Te aukcje były tematyczne. Zdarza się również, że jednostka wystawia naszywkę na licytację na przykład na rzecz chorego dziecka. Wówczas jednak trudno o takie, bo licytujący często podbijają cenę do ponad 200 zł – odsłania Andrzej Szafraniec kolejne kulisy kolekcjonerskiego świata.
Za sprawą skawiczanina do „obiegu” trafiła naszywka Szlak Papieski OSP Sucha Góra, która upamiętnia ostatnią wycieczkę Karola Wojtyły w góry przed wyborem na papieża. Wędrując ze Skawicy na Policę, minął między innymi remizę OSP Skawica Sucha Góra. Obecnie w przygotowaniu jest kolejna. Tym razem poświęcona Suchej Górze, gdzie motywem przewodnim są góry i… wilk. – Projekt jest już gotowy. Wilk nie jest przypadkowy. Przecież u nas ich nie brakuje – mówi.
Pozyskane na różne sposoby naszywki Andrzej Szafraniec przyczepia do filcu, oprawionego w ramki. – Nawet nie wiem dokładnie ile tych naszywek zgromadziłem, ale na pewno ponad 700. Niestety, nie mam wystarczająco dużo miejsca, aby je należycie wyeksponować. Muszę też dokonać ich segregacji, bo póki co są przyczepione losowo – opowiada. Dodaje, że choć kolekcja jest pokaźna, to celem jest zgromadzenie naszywek wszystkich jednostek strażackich w powiecie suskim. Obecnie ma ich 36, a jednostki ochotnicze są 44. – O całym kraju, to nawet nie sposób pomarzyć – mówi. I trudno się nie zgodzić, bo w Polsce funkcjonuje około 16 tysięcy jednostek ochotniczych.
A w kolekcji Andrzeja Szafrańca poza wspomnianymi już czeskimi naszywkami są także słowackie, kazachstańskie, niemieckie, hiszpańskie, a nawet naszywki z Nowej Zelandii. Posiada także naszywki szkół głównych pożarnictwa na Ukrainie i w Rosji. Perełkami są dla niego naszywki jednostek z Rzymu, a w szczególności z Watykanu, zdobyte dzięki nawiązaniu kontaktu z Siostrami Urszulankami.
NASZYWKI DO NIE WSZYSTKO
Chociaż Andrzej Szafraniec nie dysponuje przestrzenią do eksponowania i gromadzenia pamiątek strażackich, to hobby jest silniejsze od niedostatków metrażowych. Równolegle z naszywkami zaczął gromadzić inne przedmioty związane z pożarnictwem. W swoich zbiorach ma między innymi hełmy z różnych okresów, a także czapki stanowiące element mundurów galowych i to nie tylko polskich. Odwiedzający kolekcjonera mogą obejrzeć jak przed laty prezentowały się czapki strażaków z Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej. W zbiorach są także nakrycia głowy z Litwy, Niderlandów, a ponadto odznaki oficerskie ze Stanów Zjednoczonych, modele samochodów strażackich w różnej skali, figury św. Floriana, kupki, a nawet… głębokie talerze.
W niewielkim pokoju, w którym Andrzej Szafraniec przechowuje swoje zbiory uwagę przykuwa manekin, jakiego można zobaczyć na sklepowych wystawach. – Nowy kosztuje 800 zł. Za mojego zapłaciłem 200 zł, bo kupiłem go z likwidowanego sklepu. Chciałem kupić w kolorze białym i wypatrzyłem takiego w Niepołomicach. Gdy chciałem zamówić, to rozładowała mi się komórka, a gdy ją podładowałem, to już było za późno. Śmieję się, że mój jest czarny, bo brał udział w akcji gaśniczej – opowiada z dużym poczuciem humoru skawiczanin, który nabył manekina nieprzypadkowo. Docelowo chce go w pełni przyodziać w strażacki ubiór specjalny i wystawić w miejscowej szkole na pokaz np. z okazji Dnia Dziecka. Andrzej Szafraniec ma już dla niego buty, hełm z lat sześćdziesiątych, a także do wyboru jeden z sześciu toporków oraz jeden z czterech pasów parcianych oraz maskę i butle na plecy. – Muszę go dobrze przytwierdzić do postawy, aby butle go nie przeważyły – mówi. Dodaje, że przed laty praca strażaków była dużo trudniejsza. Wystarczy tylko wziąć do ręki obecny hełm i te nieco starsze, by zobaczyć jak duży ciężar musieli na sobie dźwigać druhowie ruszający walczyć z żywiołem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze